Według głównego ekonomisty Deutsche Bank europejskim bankom potrzebny jest nowy plan ratunkowy. Pieniędzy potrzebują przede wszystkim banki włoskie, ale nie tylko one.

W wywiadzie dla "Welt am Sonntag" Folkerts-Landau powiedział, że wiele europejskich banków jest w trudnej sytuacji. Najgorzej jest z bankami włoskimi, ale cała branża bankowa jest pod ogromna presją.

- Nie jestem prorokiem zagłady, ale realistą podkreslił główny ekonomista największego niemieckiego banku. - Europa jest ciężko chora i musi szybko poradzić sobie z nadchodzącymi kłopotami, inaczej grozi jej zapaść - podkreślił  David Folkerts-Landau. Jego zdaniem spadek wartości akcji banków to symptom nadchodzących większych kłopotów. - Europa cierpi na słaby wzrost i utrzymującą się niebezpieczna deflację i jednocześnie kraje europejskie są mocno zadłużone - podkreśla Folkerts-Landau.

W najgorszej sytuacji są banki włoskie. Wyliczenia według, których potrzebują one 40 mld euro na dokapitalizowanie są zbyt "ostrożne". Brexit poważnie uderzył w europejskie banki. Najgorzej ma się włoski bank Monte dei Paschi di Siena (MPS), którego kurs na giełdzie w Mediolanie w piątek spadł do rekordowo niskiego poziomu.We Włoszech jest też ponad 300 mld tzw. złych kredytów. Jednak problemy ma także m.in. niemiecki Bremer Landesbank.

Według Davida Folkerts-Landaua unijne banki będą potrzebowały w sumie około 150 mld euro.

W 2008 roku USA wydały kilkaset mld dolarów na ratowanie amerykańskich banków. Zdaniem głównego ekonomisty Deutsche Bank Europa nie będzie musiała wydać aż tak dużo. Według Folkerts-Landaua ratując banki trzeba będzie prawdopodobnie złamać nowa unijna dyrektywę w sprawie banków, ale to według niego będzie "konieczne".