fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Plus Minus

Cała ludzkość walczy z zimą

Dominik Zdort
Fotorzepa, Ryszard Waniek Ryszard Waniek
Pamiętają państwo lato 1816 roku? Ja też nie pamiętam. A podobno było ciekawie...
Temperatura przez wszystkie letnie miesiące była zazwyczaj ujemna, choć w poprzednich latach oscylowała wokół 20 stopni Celsjusza. W Polsce średnio tego lata było około zera. W czerwcu warstwa śniegu w wielu miejscach – także we Włoszech – sięgała kilkudziesięciu centymetrów. Jeszcze w sierpniu były przymrozki. Mróz zniszczył plony w północnej Ameryce i w Europie, ale i w Chinach, gdzie wymrożone zostały plantacje ryżu.
Łatwym do przewidzenia skutkiem była klęska głodu. Najpoważniejsza chyba na Starym Kontynencie, przez który niewiele wcześniej przetoczyła się kampania napoleońska. Ceny zbóż wzrosły niekiedy nawet – w porównaniu z poprzednim rokiem – dziesięciokrotnie. Trudno się dziwić, że wzrastała też przestępczość – i chodziło nie tylko o plądrowanie magazynów ze zbożem. Znów na drogach pojawiły się napadające podróżnych bandy rabusi. W Wielkiej Brytanii i Francji dochodziło do zamieszek wygłodzonych mieszkańców. Szwajcaria ogłosiła wręcz klęskę narodową. A i Polska (choć na mapach obecna tylko symbolicznie) nie była wtedy zieloną wyspą...
Przywołuję ów tragiczny „rok bez lata" niejako na pocieszenie, z nadzieją, że jednak się nie powtórzy. Przynajmniej już nie w tym roku. Bo wyobraźmy sobie jeszcze przez wiele miesięcy może nie plądrowanie silosów ze zbożem, ale codzienne poranne odśnieżanie samochodów, ślizganie się na oponach zimowych, czapki uszatki i kożuchy. Może nie rabusiów zatrzymujących auta na bocznych drogach, ale rozpalanie grilla w lipcu w grubych rękawicach, a potem spacer na drugi brzeg mazurskiego jeziora suchą stopą (a właściwie – suchym butem) – po lodzie. Może nie chleb po 29,95 zł za bochenek, ale wyskakiwanie w wakacyjne popołudnie do sklepu monopolowego już nie po zgrzewkę schłodzonego piwa, ale po coś mocniejszego na rozgrzewkę. Może nie stan wyjątkowy i klęskę narodową, ale zawieszenie rozgrywek polskiej ligi futbolowej z powodu ogromnych opadów śniegu i oglądanie przez całe lato w telewizji na zmianę Kamila Stocha i Justyny Kowalczyk. I ucieczkę Donalda Tuska 10 kwietnia do Nigerii – może tym razem nie przed obchodami rocznicy tragedii smoleńskiej, ale przed przenikliwym mrozem i masowymi społecznymi protestami...
Nawet jeśli niektóre z powyższych wizji mogłyby mi się spodobać, to na myśl o wiecznej zimie równie zimne poty spływają mi po plecach. Wiem, wiem: ten rok 1816 był wyjątkowy, bo wybuchł jakiś wulkan, a słońce nie przygrzewało tak mocno, jak trzeba, więc tak bez przyczyny się pewnie nie powtórzy. Jednak i rok 2013, bez wulkanu, dał mi się mocno we znaki.
Dlatego składam solenne wiosenne zobowiązanie. W tym roku w końcu zadbam o produkcję dwutlenku węgla. Będę oddychał, spalał, utleniał i fermentował bez umiaru.
Prof. Krzysztof Migała, z którym obok publikujemy wywiad, uznałby pewnie, że moje starania nie będą miały żadnego znaczenia, bo – jak twierdzi – nie od ludzi zależą zmiany klimatyczne. Skoro tak, to ja wolę wierzyć radykalnym lewakom lansującym tezy, wedle których to człowiek powoduje efekt cieplarniany, więc wszyscy tworzymy globalne ocieplenie. Ja, po tej zimie, zamierzam dołączyć do tej wspólnej sprawy.
Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA