fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Społeczeństwo

Głodne dzieci bez pieniędzy

Fotorzepa, Jak Jakub Ostałowski
Darczyńcy fundacji „Maciuś” nie wiedzą, że ich milionowe datki trafiają do... szwajcarskiej spółki.
Fundacja Pomocy Dzieciom „Maciuś" z Gdyni alarmowała niedawno, że w Polsce głoduje 800 tys. dzieci. Tymczasem ze śledztwa „Rz" wynika, że z milionów złotych rocznie, jakie darczyńcy wpłacają na głodne dzieci na konto tej właśnie fundacji, w rzeczywistości na ten cel przekazywana jest tylko znikoma część pieniędzy.  W 2009 r. aż 5,1 mln zł z przychodów, czyli darowizn, poszło głównie do... szwajcarskiej spółki, rok później – 3,8 mln zł. W efekcie fundacja przeznaczyła na dożywianie dzieci tylko 218 tys. zł (w 2009 r.) i 343 tys. zł (w 2010 r.).
„Maciuś" od trzech lat nie ma zgody ministra spraw wewnętrznych na prowadzenie ogólnopolskiej zbiórki pieniędzy. Powodem jest brak prawidłowych sprawozdań i rozliczenia zbiórek publicznych z 2007 i 2008 r.
Jak ustalił gdański Urząd Kontroli Skarbowej, który prześwietlał fundację w 2010 r., darowizny z datków księgowano na inne niż dla zbiórek publicznych rachunki bankowe, nieujawnione w złożonych sprawozdaniach z przeprowadzonych zbiórek. „Maciuś" do dziś nie uzupełnił tych sprawozdań.
Co się dzieje z zebranymi pieniędzmi? Milionowe przychody fundacji, jakie pozyskuje od darczyńców na pomoc głodnym dzieciom, zżerają „koszty działalności operacyjnej". To – jak ustaliła „Rz" – głównie zlecenie obsługi wysyłkowej listów z prośbą o pomoc dzieciom, prywatnej spółce SAZ Dialog Europe AG z siedzibą w Szwajcarii. W sprawozdaniach finansowych i z działalności fundacja nie chwali się współpracą z tą spółką.
3,3 mln zł w 2011 r. z datków poszło głównie do szwajcarskiej spółki
Wysokie koszty pośrednictwa zaniepokoiły m.in. resort spraw wewnętrznych. „O kosztach tych potencjalni ofiarodawcy nie byli informowani, a fundacja nie przedstawiła sprawozdania i publicznego ogłoszenia wyników zbiórki oraz sposobu zużytkowania zebranych środków" – czytamy w uzasadnieniu wyroku sądu  z ub.r., od którego fundacja się odwołała. I przegrała.
Grzegorz Janiak, prezes „Maciusia", tłumaczy „Rz", że fundacja korzysta z usług spółki SAZ „tak jak z usług Poczty Polskiej, ponieważ samodzielnie nie ma logistycznych możliwości przeprowadzenia takiej kampanii społecznej". W 2011 r. SAZ w ich imieniu wysłał ponad 720 tys. listów. Tyle że koszt takiej przesyłki to tylko 2–3 zł. „Maciuś" ma 65 tys. stałych darczyńców.
– Jeżeli ponad 90 proc. przychodów pochłaniają koszty operacyjne, to wygląda  to na złe zarządzanie fundacją i ewentualnie na niegospodarność – uważa prof. Zbigniew Ćwiąkalski, były minister sprawiedliwości.
Wiarygodność informacji o 800 tys.  głodujących dzieci zakwestionował m.in. wojewoda pomorski i zapowiedział kontrolę fundacji.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA