fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Białoruska wpadka MSZ

Fotorzepa, Łukasz Solski
Urzędnicy ministerstwa Radosława Sikorskiego narażają na sankcje białoruskich opozycjonistów
Resort spraw zagranicznych nie wyciągnął wniosków ze sprawy białoruskiego opozycjonisty Alesia Bialackiego. Przypomnijmy: został on skazany na podstawie polskich dokumentów finansowych przekazanych reżimowi Łukaszenki. Okazuje się, że trzy miesiące po wyroku MSZ wysłał ok. 30 białoruskim opozycjonistom deklaracje podatkowe PIT z sumami, jakie otrzymali od polskiej dyplomacji, ustaliła „Rz".
Korespondencja została wysłana listami poleconymi z logo ministerstwa w lutym. Otrzymały ją m.in. osoby, które kandydowały przeciw Aleksandrowi Łukaszence w wyborach prezydenckich. Część adresatów otrzymała przesyłki w stanie naruszonym. Nie podajemy nazwisk, by nie narażać ich na represje.
„Rz" dysponuje jednak kopiami tej korespondencji. PIT zostały podpisane przez szeregową urzędniczkę z Wydziału Planowania i Realizacji Budżetu Biura Administracji MSZ. Nie opiewają na duże sumy – przeważnie to kieszonkowe dla opozycjonistów.
Reżim Łukaszenki może uznać PIT z MSZ za dowód nielegalnego finansowania
MSZ tłumaczy, że wysłał je za udział Białorusinów w Konferencji Społeczeństwa Obywatelskiego zorganizowanej przy szczycie Partnerstwa Wschodniego UE we wrześniu 2011 r. – Środki te nie dotyczyły zatem nieakceptowanego przez prawo białoruskie zagranicznego wsparcia na projekty pozarządowe, jak to miało miejsce w odniesieniu do (...) A. Bialackiego – zauważa Marcin Bosacki, rzecznik MSZ. Dodaje, że żaden z uczestników do 17 października tego roku nie spotkał się z jakimikolwiek nieprzyjemnościami ze strony władz białoruskich w związku z otrzymaniem polskiego PIT.
Według naszych rozmówców białoruski reżim może jednak uznać te dokumenty za dowód nielegalnego finansowania opozycji z zagranicy.
– W krajach demokratycznych taka praktyka byłaby do przyjęcia. W przypadku Białorusi oznacza, że sprawa Alesia Bialackiego niczego polskich urzędników nie nauczyła – mówi „Rz" Walencin Stefanowicz, wiceprzewodniczący Centrum Obrony Praw Człowieka „Wiasna", najbliższy współpracownik Bialackiego.
Podobnie uważa Jarosław Włodarczyk, szef Rady Press Club Polska, która współpracuje z białoruskimi opozycjonistami. – Korespondencja taka może być wykorzystana do wytaczania sfingowanych procesów lub szantażu przez służby specjalne – mówi „Rz" Włodarczyk.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA