fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Felietony

Niezawiśli i krystaliczni

Łukasz Warzecha
Fotorzepa, dp Dominik Pisarek
Uff, jak to dobrze, że I prezes Sądu Najwyższego Stanisław Dąbrowski zapewnił wszystkich, że w Sądzie Najwyższym nie ma korupcji.
Ten i ów, po informacjach o umorzeniu śledztwa w tej sprawie przez prokuraturę, mógł bowiem zacząć już podejrzewać, że sprawy mają się całkiem inaczej. To znaczy, że uderzenie w sam Sąd Najwyższy wywołałoby takie trzęsienie ziemi w prawniczym środowisku i w całym państwie, że nawet jeżeli dowody były, to prokuratura pod byle pretekstem zdecydowała się śledztwa nie kontynuować. No, ale skoro sam I prezes nas zapewnia, to przecież nie ma powodu, aby mu nie wierzyć. Wszak jest najbardziej niezawisłym z niezawisłych.
Kołacze mi się po głowie stara rzymska maksyma prawnicza: nemo iudex in causa sua. Nikt nie może być sędzią we własnej sprawie. Kołacze mi się, ale zaraz sam siebie przywołuję do porządku i już sobie wszystko wyjaśniam oraz ustawiam we właściwej hierarchii. Po pierwsze - należy traktować tę zasadę dosłownie, czyli że żaden sędzia sam siebie sądzić nie może, a to się przecież jeszcze nie zdarza. Zatem wszystko jest w porządku.
Gdyby regułę tę traktować bardziej ogólnie, można by dojść choćby do wniosku, że słowa rzecznika rządu Pawła Grasia o tym, iż „premier nigdy nie kłamie", nie są warte funta kłaków. A przecież wiemy, że premier zawsze mówi prawdę, więc i słowa Grasia są prawdziwe, zatem i wspomniana zasada nie ma tu zastosowania. Mam nadzieję, że nadążacie państwo za moim chyżym rozumowaniem.
Po drugie - nie ma żadnych podstaw, aby wątpić w krystaliczność środowiska sędziowskiego, która to krystaliczność była tak porażająca i dogłębna, iż nawet po 1989 r. sędziowie nie odczuli potrzeby, aby przeprowadzić we własnym gronie jakąś formę weryfikacji. To chyba wystarczający dowód na to, że o żadnej korupcji mowy być nie może.
Po trzecie - sędziowie są w Polsce niezawiśli, kompletnie i od wszystkiego. Żadne tam CBA czy inne CBŚ nie będzie na tę niezawisłość nastawać, bo to oznacza pogwałcenie podstaw demokracji, co środowisko sędziowskie wielokrotnie zresztą wyjaśniało w specjalnych listach otwartych za czasów mrocznej dyktatury PiS. No, ale wtedy prokuratura była upolityczniona, chodziła na pasku Ziobry i spełniała jego polityczne zachcianki. Nie to co teraz.
Po czwarte - limit niesłusznego, niepotrzebnego i wymuszonego przez nic nierozumiejącą opinię publiczną samobiczowania się środowiska sędziowskiego został już wyczerpany w postaci zdjęcia sędziego Milewskiego ze stanowiska prezesa Sądu Okręgowego w Gdańsku. Jak już wiemy, sędzia Milewski był przypadkiem wyjątkowym i jednostkowym.
Zresztą, zastanawiając się nad jego przypadkiem w kontekście stanowczego wystąpienia I prezesa Sądu Najwyższego, trzeba zadać sobie pytanie: dlaczego właściwie nie zastosował metody sędziego Dąbrowskiego i nie oznajmił po prostu, występując z całą mocą swej niezawisłości i krystaliczności, że nie ma mowy o żadnym uleganiu naciskom i żeby się wszyscy od jego niezawisłej sędziowskiej osoby odczepili. To, jak widać, załatwiłoby sprawę.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA