fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wiadomości

Ciepła cola i zimne ziemniaki

Na wycieczkach ludzie zarabiali. Do Jugosławii wozili towary, które w Polsce były tanie - mówi Jerzy Eisler, historyk, IPN Warszawa
Wśród polskich turystów coraz popularniejszym kierunkiem podróży jest Bułgaria. To jakiś sentyment z PRL ?
Prof. Jerzy Eisler: Wtedy chodziło o pieniądze i politykę. Ciężko było zdobyć paszport na wycieczkę na Zachód, a w bloku wschodnim można się było poruszać swobodnie. W późniejszym PRL nawet na pieczątkę w dowodzie. Ponadto Bałkany były po prostu tańsze. Oczywiście jeździła tam masa dygnitarzy, ale oni mieli własne hotele i ośrodki.
Na Bałkany jeździli dziennikarze, pracownicy wyższych uczelni czy urzędnicy.
Czyli nie tylko Bułgaria cieszyła się popularnością?
Także Jugosławia, Krym w ZSRR czy pobyty nad Balatonen na Węgrzech. Specyficzna była Jugosławia, bo to był jedyny kraj rządzony przez komunistów, którego waluta była wymienialna na dolary. W ogóle w PRL mało kto jeździł wyłącznie z powodów wypoczynkowych. Na wycieczkach ludzie zarabiali. Do Jugosławii wozili towary, które w Polsce były tanie. Tam wymieniali je na dinary, a dinary wymieniali na dolary. Ewentualnie przywozili artykuły, które w Polsce były drogie czy nieobecne. Handel kwitł.
Co przywozili Polacy? Tureckie dywany?
Nie tylko. Także wyroby skórzane, a w latach 80. tureckie dżinsy. Popularnością cieszyły się bałkańskie wina, choć je akurat można było kupić także w Polsce. Z tym że przeciętne francuskie wino stołowe w PRL musiałoby kosztować czwartą część średniej pensji. Na bałkańskie wino stać było prawie wszystkich.
Doceniano walory krajobrazowe?
Nad Morzem Czarnym jest ciepło. Bułgaria przypominała mi więc nieco Kalifornię czy Florydę z amerykańskich filmów. Szczególnie domy i hotele malowane na biało, które popularne są też na południu USA. Z tą różnicą, że trzeba było patrzeć na nie z daleka, żeby nie widzieć odpadającego tynku, a czasami by nie czuć fetoru. W Bułgarii widziałem też pierwszy raz delfinarium, co także koresponduje z oceanariami na Florydzie.
Czyli wakacje na Bałkanach można było uznać za luksusowe?
Ser i szynka na kolację to był luksus. W końcu lat 80. w Bułgarii nie przypominam sobie hotelu z klimatyzacją. Pamiętam, że podawano ciepłą coca-colę i zimne ziemniaki. I nie dało się wytłumaczyć, że trzeba odwrotnie. Śmieliśmy się, że trzeba zwołać plenum partii komunistycznej, żeby to ustalić.
Wódka też była ciepła?
(śmiech) Piłem wino.
—rozmawiał Rafał Mierzejewski
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA