fbTrack

Biznes

Co trzecia firma w szarej strefie

Przez kryzys i wysokie koszty pracy coraz więcej osób zatrudnianych jest na czarno. Traci na tym państwo i ZUS
To już polska plaga. Coraz więcej osób pracuje nielegalnie.
Z badań przeprowadzonych przez PKPP Lewiatan, wynika, że aż 33,2 proc. firm zatrudnia pracowników na czarno. Rok temu było to 28,9 proc.

Na polskich budowach praca bez umowy

– Polscy przedsiębiorcy nie chcą rozmawiać o szarej strefie. Większość ankietowanych na takie pytanie odmawiała udzielenia odpowiedzi albo odpowiadała wymijająco. Jednak ci, którzy zdecydowali się o tym mówić, przyznają, że firmy coraz częściej decydują się zatrudniać pracowników nielegalnie – mówi Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek, główny ekonomista PKPP Lewiatan i autorka badań.
Problem zauważyła także Państwowa Inspekcja Pracy. W pierwszej połowie roku inspektorzy namierzyli 7 tys. nielegalnych pracowników. Dla porównania – w analogicznym okresie ubiegłego roku było to 5,7 tys. osób. Na tak gwałtowny wzrost szarej strefy złożyły się trzy czynniki: spowolnienie gospodarcze, podniesienie od lutego składki rentowej i podwyżka minimalnej pensji. – To było do przewidzenia – komentuje Wiktor Wojciechowski, główny ekonomista Invest-Bank. – Państwa, które borykają się z wysokim bezrobociem, nie powinny zwiększać opodatkowania pracy, bo to zawsze spycha ludzi do szarej strefy – tłumaczy i prognozuje, że jeśli w 2013 r. sytuacja gospodarcza będzie tak samo trudna jak obecnie, liczba osób pracujących na czarno jeszcze wzrośnie. – Aby zmniejszyć skalę szarej strefy, należałoby zmniejszyć klin podatkowy, a finanse publiczne ratować wpływami z VAT – podpowiada Wojciechowski. Najwięcej nielegalnych pracowników jest w budownictwie. – Z naszych badań wynika, że znajdują się oni w prawie 60 proc. firm. W dodatku im mniejsza firma, tym więcej takich przypadków – mówi Starczewska-Krzysztoszek. Jednocześnie najmniej takich przypadków można znaleźć w firmach związanych z obsługą nieruchomości – prawdopodobnie dlatego, że w tej branży zazwyczaj pracuje się na samozatrudnieniu.

Bez wykształcenia? To na czarno

Na czarno zazwyczaj pracują osoby, które nie mają żadnych kwalifikacji. – Zazwyczaj są to ludzie z wykształceniem podstawowym i gimnazjalnym, czasem z zawodowym. Ich liczba znacznie spada wśród tych, którzy mają maturę – tłumaczy Roland Budnik, szef Powiatowego Urzędu Pracy w Gdańsku. Znakomita część pracujących w szarej strefie to osoby, które od lat figurują w rejestrach bezrobotnych. – Przy wpisywaniu bezrobotnego do rejestru pytamy go, czy rzeczywiście szuka pracy, czy rejestruje się po to, aby mieć ubezpieczenie zdrowotne. Około 70 proc. naszych klientów deklaruje, że nie jest zainteresowanych znalezieniem pracy – mówi Roland Budnik. – Moim zdaniem około 40 proc. naszych bezrobotnych pracuje na czarno – dodaje. Przeglądając raporty dotyczące struktury bezrobocia, łatwo zauważyć, że osoby długotrwale bezrobotne to ponad połowa wszystkich bez zatrudnienia i praktycznie od dawna pozostaje na niezmienionym poziomie.

Busami do urzędu, a potem do pracy

W czerwcu, mimo, rozpoczęcia prac sezonowych liczba takich osób w porównaniu z majem zmniejszyła się zaledwie o 1,4 proc. – Od lat pod urząd pracy podjeżdżają busy z tymi samymi ludźmi, którzy wpadają w roboczym ubraniu, podpisują się i pędzą dalej do pracy. Gdy im proponujemy jakąś ofertę albo szkolenie, nie są zainteresowani – mówi Jerzy Bartnicki, dyrektor Powiatowego Urzędu Pracy w Kwidzynie. Dyrektorzy pośredniaków przyznają nieoficjalnie, że chociaż może nie powinni zgadzać się na trzymanie w rejestrach osób, które nie chcą pracować, nic z tym nie robią. Ich zdaniem aby zatrudniać pracowników legalnie, praca musi być tańsza, a pracownik powinien dostawać godziwe wynagrodzenie. – Obu stronom to się bardziej opłaca  – podsumowuje Budnik. masz pytanie, wyślij e-mail do autorki, j.cwiek@rp.pl
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL