fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sport

Sukces chwytający za serce

Anita Włodarczyk ma srebro w rzucie młotem. To dziesiąty polski medal. W niedzielę koniec igrzysk
Korespondencja z Londynu
Polacy wkroczyli na lekkoatletyczny stadion ze złotem Tomasza Majewskiego, a zeszli z niego ze srebrem Anity Włodarczyk. Co było pomiędzy, można na razie puścić w niepamięć, bo zakończenie było znakomite. I chwytające za serce: Włodarczyk włożyła na konkurs buty i rękawicę, które dostała od rodziców zmarłej trzy lata temu Kamili Skolimowskiej, pierwszej mistrzyni igrzysk w rzucie młotem.
Nigdy wcześniej w olimpijskich konkursach kobiety nie rzucały tak daleko jak w Londynie, kolejność cały czas się zmieniała. Poza pierwszym miejscem, złoto wzięła mistrzyni świata z Daegu Tatiana Łysenko, swego czasu zawieszona za doping, najlepsza od pierwszej do ostatniej próby. Włodarczyk też mogła być mistrzynią, w czwartej serii rzuciła najdalej w konkursie, utrzymała się w kole, ale młot wypadł kilkanaście centymetrów poza wyznaczone pole.
– Rzuciłam wtedy aż za dobrze technicznie i młot nabrał większej prędkości, niż się spodziewałam – mówiła Polka. Po tym rzucie złapała się za głowę, ale po konkursie nie miała niedosytu. Bo równie dobrze mogła zostać bez medalu, w trzeciej serii zepchnęła ją na czwarte miejsce Niemka Kathrin Klaas.
Wszystko rozstrzygnęło się w dwóch ostatnich seriach. Najpierw było 77,10, najlepszy wynik Polki w sezonie i awans na drugie miejsce, a na koniec Anita zakręciła jeszcze o pół metra dalej, 77,60. To był rzut, który, jak się później okazało, uratował jej srebro, gdy sprawa medali trafiła do stolika sędziowskiego.
Chodziło o czwartą próbę Betty Heidler. Bardzo daleką, ale źle zmierzoną, bo sędziowie zbyt szybko wpuścili do koła Mołdawiankę Salinę Margiewą i jej słaby wynik przypisali Niemce. Kazali Heidler powtarzać rzut, co zrobiła, ale walki o tamtą odległość nie odpuściła. Uspokoiła się, dopiero gdy dostała obietnicę, że sędziowie spróbują zmierzyć ten rzut po zakończeniu konkursu. Tyle że ona o tym wiedziała, rywalki nie.
Konkurs się skończył, Włodarczyk z Łysenko świętowały, Chinka Wenxiu Zhang też zdążyła pobiec z flagą na cześć brązowego medalu. I nagle Heidler zaczęła się cieszyć, a sędziowie mierzyć jej rzut za pomocą taśmy. Ciągnęło się to w nieskończoność, zanim udało się ustalić, że Niemka rzuciła 77,13.
Gdyby nie szósta próba, Włodarczyk straciłaby srebro na rzecz rywalki, z którą mijają się bez słowa. A tak na proteście ucierpieli Chińczycy. I też złożyli protest (ich młociarka nie wiedziała przed ostatnią serią, że musi rzucić dalej niż 77,13), gdy Heidler zdążyła się już obfotografować z flagą. Co postanowili sędziowie, nie było wiadomo do chwili zamykania gazety, konferencja prasowa została odwołana. Dekorację młociarek już wcześniej zaplanowano na sobotę.
Na rzutni jesteśmy potęgą, w drugich igrzyskach zdobywamy złoto i srebro. A jakie jest nasze miejsce w biegach, pokazała sztafeta 4x100 m. Poprawiła rekord Polski (miał 32 lata) o dwie setne sekundy, do 38,31. Ale kolejnych dwóch setnych zabrakło jej do awansu do finału. – Niewiarygodne, jakich czasów doczekaliśmy, że rekord Polski to za mało – mówił biegnący na trzeciej zmianie Robert Kubaczyk.
Fantastyczny był finał kobiecej sztafety 4x100 m. Amerykanki, które cztery lata temu w Pekinie nie dobiegły do finału, bo zgubiły pałeczkę w eliminacjach, nie tylko zabrały tytuł Jamajkom, ale poprawiły rekord świata aż o 0,55 s – z 41,37 do 40,82. Nie byle jaki rekord: ustanowiony 27 lat temu przez sztafetę NRD.
W sobotę o 22 Jamajka Usaina Bolta staje do walki w finale sztafet, z Amerykanami na torze obok. Scena została przygotowana.

Kamila rzucała ze mną

Anita Włodarczyk, wicemistrzyni olimpijska w rzucie młotem
Dlaczego płakała pani po konkursie?
Anita Włodarczyk: Były duże emocje, pobiegłam do trenera i menedżera. Nie wierzyłam, że mam medal... W trakcie konkursu spadłam na czwarte miejsce, a piątą i szóstą próbę rzucałam ze skurczami w łydkach, ale warto było pokonać ból.
Łysenko była nie do pokonania?
Nie wiem, na jaką odległość rzuciłam, gdy młot wyleciał poza promień. Wydaje mi się, że przekroczyłam 78 m. Zrobiłam błąd techniczny, nie zdążyłam postawić prawej nogi po ostatnim obrocie. Szkoda.
Zamieszanie z Niemką nie przeszkadzało w konkursie?
Nie zwracałam na nią uwagi, ale wkurzyłam się, że dostała dodatkową szansę, gdy już przygotowywałam się do rzutu.
Pokazała pani do kamery, że rzuca w rękawicy Kamili Skolimowskiej...
Kiedy wychodziłam na prezentację, spojrzałam w niebo, chciałam, żeby była ze mną. Dwie ostatnie próby też prosiłam Kamę, żebyśmy rzucały razem. Dziękuję i dedykuję jej medal. Startowałam w jej butach, które pierwszy raz od 2009 roku wyjęłam z szafki trzy tygodnie temu. Dziękuję za pomoc psychologowi Nikodemowi Żukowskiemu, który co prawda rok temu powiedział, że jestem już silna, ale poprosiłam, żeby był tutaj ze mną.
—notował w Londynie Michał Kołodziejczyk
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA