fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

W sieci opinii

Paweł Lisicki do „specjalistów od moralności”: Nie mądrzyjcie się 1 sierpnia

W Sieci Opinii
Naczelny „Uważam Rze” przyznaje, że zaskoczyły go ostatnie komentarze po obchodach rocznicy Powstania Warszawskiego. Czy „ideałem była sytuacja sprzed kilkunastu lat, kiedy to pamięć o powstaniu nie była tak ważna”?
Paweł Lisicki we wstępniaku do najnowszego wydania „tygodnika autorów niepokornych” pisze: 
Najbardziej zaskoczyły mnie głosy osób, które mają dla polskiej kultury wielkie zasługi, ale które, mam nieodparte wrażenie, w ostatnim czasie nieco się pogubiły.
I przywołuje Normana Daviesa, autora „ważnej książki o powstaniu” który stwierdził że należy potępić awantury w czasie żałoby, a obchody najlepiej byłoby zakończyć. Lisicki przyznaje, że słowa historyka wprawiły go w zdumienie: 
Twierdzenie, że na cmentarzu nie powinno dochodzić do awantur, jest oczywistością. Jednak nie pojmuję, jak ktoś o zdrowych zmysłach może z tego, że czasem do nich dochodziło, wyciągać wniosek, że należy skasować obchody?
Davies najpierw stwierdza, że nie wie, czy dzieci wierzą, że Polacy powstanie wygrali, a potem mówi, że lekceważy się koszty ludzkie. Skoro nie wie, to po co mówi? Na jakiej podstawie opowiada takie rzeczy? Czy hołd dla odwagi, szacunek dla walczących, uznanie dla hartu ducha powstańców to tryumfalizm? Czy przeświadczenie, że są wartości wyższe niż życie – jak walka o niepodległość i wolność – jest czymś nagannym?
Naczelny „Uważam Rze” , że w jeśli w przypadku Daviesa „chodzi o człowieka, który swymi książkami zdobył sobie prawo do oceniania, choćby błędnego, obchodów powstania” to już „diabli go biorą”, gdy słyszy komentarze Jana Hartmanna. Etyk uznał, że:
Jeśli chodzi o rocznicę 1 sierpnia, to niesmak budzi sposób, w jaki powstanie jest propagandowo opracowywane przez ostatnie kilkanaście lat. Tamto wydarzenie było przede wszystkim straszliwą tragedią, a tymczasem jego potworność, związana ze śmiercią ponad 200 tys. ludzi, jest zupełnie przesłonięta przez retorykę chluby i dumy.
Lisicki wyciąga wnioski:
Dla Hartmanna ideałem była sytuacja sprzed kilkunastu lat, kiedy to pamięć o powstaniu nie była tak ważna. O tak, kilkanaście lat temu, a już szczególnie w PRL, żadnej propagandy nie uprawiano. Dopiero teraz, kiedy prawica wykorzystuje powstanie, nadeszły złe czasy. Jeszcze trochę i okaże się, że pójście na cmentarz to już jest chluba i duma, a nie uznanie tragedii.
I pointuje:
Mam właściwie tylko jedną prośbę do etyka Hartmanna i podobnych specjalistów od moralności: błagam, czy musicie to robić akurat 1 sierpnia? Żeby się mądrzyć, macie 363 dni w roku. W tym jednym dniu postarajcie się nie przeszkadzać. Nie chcecie czcić powstania? To wasza sprawa. Ale po prostu przez tych kilkanaście godzin bądźcie cicho. Tylko tyle.
Źródło: ROL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA