fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

W sieci opinii

Zbigniew Romaszewski stawia niewygodne pytania w sprawie Marszu Niepodległości

W Sieci Opinii
Zbigniew Romaszewski, chociaż na początku nie był przekonany do Marszu Niepodległości, to jednak zmienił zdanie. Był, widział – inaczej niż pokazały to media - a teraz stawia kłopotliwe pytania
Do udziału w Marszu Niepodległości zachęciły mnie dopiero środowiska lewicowe, które postanowiły zorganizować Kolorową Niepodległą, aby marsz zablokować. Środowiska te, nie czując się dość pewnie, wezwały na pomoc niemieckie lewackie bojówki. Tak więc internacjonalizm, który kiedyś wjechał do Polski na sowieckich czołgach, powracał teraz pod postacią niemieckich bojówek. Postanowiliśmy więc z żoną wziąć udział w marszu, aby wyrazić swą solidarność z tymi, dla których słowa "Bóg, Honor i Ojczyzna" to wyraz patriotyzmu, symbol tradycji narodowej, a nie przejaw "faszyzmu".
Romaszewski ocenia sposób, w jaki wydarzenia z 11 listopada zafunkcjonowały w dyskursie publicznym:
Muszę powiedzieć, że na tle zamieszek, jakie mogliśmy oglądać w Atenach, Londynie, Madrycie czy Rzymie, nazywanie tego, co miało miejsce w Warszawie, zamieszkami, zakrawa na megalomanię narodową. Trudno się więc dziwić, że "postępowcy" postanowili wyrwać nas z prowincjonalizmu i zaprosili przyjaciół zza Odry.
Romaszewski stawia jednak pytania:
Dlaczego pani prezydent Warszawy zgodziła się, aby Kolorowa Niepodległa blokowała Marsz Niepodległości? Czyżby nie wiedziała, że "każdy jest obowiązany szanować wolności i prawa innych" (art. 31 ust. 2 Konstytucji)?
Czy pani prezydent nie potrafiła sobie wyobrazić, że w zaistniałej sytuacji może dojść do zamieszek, czy też z wywołaniem zamieszek godziła się, mając nadzieję, że to skompromituje Marsz Niepodległości?
Czy pani prezydent równie chętnie zgodzi się na blokowanie Parady Równości bądź Parady Schumana?
Czy pani prezydent sądzi, że jej wola i sympatie stanowią prawo w stolicy?
Czy policja potrafi precyzyjnie wyjaśnić zamęt informacyjny: zgromadzenie legalne, nielegalne. Kto podejmował takie decyzje? Skąd pochodzi sprzeczność w decyzjach policji i oświadczeniach zarządu miasta?
Kto jest odpowiedzialny za chaos informacyjny?
Dlaczego blokowano dojście na plac Konstytucji ul. Koszykową?
Dlaczego zamiast poinformować zgromadzonych na placu Konstytucji, że trasa marszu została zmieniona, że marsz wyruszył i należy kierować się w stronę ul. Waryńskiego, podjęto akcję zastraszania spokojnych obywateli i spychania ich przez zwarte oddziały prewencji?
Dlaczego policja nie potrafiła wyłuskać najwyżej kilkuset zadymiarzy z liczącego około dwudziestu tysięcy osób tłumu obywateli, którzy chcieli uczcić Święto Niepodległości, i traktowała wszystkich jak potencjalnych przestępców?
Dlaczego w obecności policji doszło do spalenia samochodów? Czy zawiodły tu instrukcje i procedury? Czy też przyświecała temu idea skompromitowania Marszu Niepodległości?
Czy policja miała za zadanie zabezpieczać Marsz Niepodległości, czy też przećwiczyć na spokojnych obywatelach oddziały prewencji do walki z agresywnym tłumem?
Kto dowodził personalnie policyjną akcją?
Czy minister Jerzy Miller zdaje sobie sprawę, że w ten sposób trwoni często w sposób bezpowrotny prestiż policji odbudowany z trudem po 1989 roku? Czy zamierza ponownie ustawić ją w roli PRL-owskiej Milicji Obywatelskiej?
Jak wyglądała współpraca ABW z policją, jeśli mogło dojść do panoszenia się niemieckich zadymiarzy?
Dlaczego polskie sądy tak sprawnie uwolniły niemieckich uczestników zajść, a zabrały się do sądzenia aborygenów - jak nas określał Fryderyk Engels? Czy było to polecenie premiera, czy też było to zademonstrowanie niezależności wobec zalecenia, w którym według ministra Pawła Grasia wszyscy mieli być karani surowo, również bez względu na narodowość?
Źródło: ROL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA