fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Edukacja

Uczelnie nie są w stanie wyłapać fałszywych prac

Fotorzepa, Jak Jakub Ostałowski
Nielegalne zdobywanie dyplomów napędza szarą strefę
Napisanie pracy licencjackiej przestaje być konieczne do ukończenia studiów. Uczelnie rezygnują z tego wymogu, bo nie są w stanie weryfikować ich autentyczności. Systemy antyplagiatowe nie wystarczają.
– Niektóre kierunki rezygnują z prac licencjackich na rzecz egzaminu sprawdzającego nie tylko wiedzę, ale i kompetencje, oraz mniejszych tekstów o bardziej twórczym charakterze – mówi dr Maria Łoszewska-Ołowska z Instytutu Dziennikarstwa UW, wiceprzewodnicząca komisji dyscyplinarnej. – Jest to spowodowane m.in. plagiatami i pisaniem prac na zlecenie. Szczególnie to drugie jest bardzo trudne do wykrycia – dodaje. W sieci działa kilkadziesiąt stron, na których można zlecić napisanie pracy licencjackiej, magisterskiej, a nawet inżynierskiej czy doktorskiej. Spora konkurencja powoduje, że oferenci prześcigają się w cenach, rabatach i udogodnieniach. Niektóre otwarcie poszukują nowych redaktorów. Zachęcają, że miesięczny zarobek jednego to nawet 2600 złotych.
Branża jest tak rozwinięta, że za fałszywe prace można płacić w ratach – Zlecenia dostaję pocztą pantoflową – zdradza studentka pisząca prace. Za jeden licencjat zarobiła 1700, a za magisterkę nawet 2500 zł. Najwięcej klientów studiuje pedagogikę, nauczanie początkowe i wychowanie fizyczne. Reporterka „Rz" w kilku miejscach sondowała, ile kosztowałoby napisanie 30-stronicowej pracy licencjackiej na kierunku dziennikarskim. Ceny wahały się od 750 do 1 tys. zł, a jedna osoba zaproponowała nawet raty 0 proc. Praca byłaby gotowa już za dwa tygodnie. Biznes kwitnie. Największe podejrzenia u promotorów wzbudzają prace na zbyt wysokim poziomie lub z idealną redakcją. – Jeżeli zauważamy w pracy język dziennikarski lub prawny u osoby, która na zajęciach nie wykazywała wysokich zdolności językowych, to zwraca to naszą uwagę – mówi dr Michał Chruszczewski, pełnomocnik ds. autorstwa prac studenckich Wydziału Psychologii UW. Ale przecież osoby piszące znają systemy weryfikacji. Dlatego często przed jej napisaniem pobierają od klientów próbki ich tekstu. Naśladując styl studenta, sprawiają, że praca staje się bardziej wiarygodna. – Nie ma mowy o jakimkolwiek plagiacie, wszelkie opracowania przygotowujemy od podstaw na indywidualne zlecenie – uspokaja inna osoba pisząca prace na zamówienie. Dodaje, że oferują także sprawdzenie jej programem antyplagiatowym. Stosuje go 147 polskich uczelni. Możliwość przeskanowania swojej pracy pod kątem plagiatu ma tam każdy, wystarczy opłacić to przez esemesa. Na system antyplagiatowy nie zdecydował się m. in. Uniwersytet Jagielloński, który stawia na relację mistrz – uczeń. – Osobą, nie systemem, która wykaże bezbłędnie, że praca nie jest samodzielna, jest promotor – komentuje Katarzyna Pilitowska, rzecznik prasowy UJ. W ostatnich latach uczelnie wyłapują najwyżej parę wątpliwych prac rocznie. Przykładowo na Uniwersytecie Łódzkim w 2011 r. wykryto dwa plagiaty. Jedno postępowanie wyjaśniające zakończyło się naganą, drugie upomnieniem. Komisje mają całą gamę środków, jakimi mogą ukarać studenta za udowodnienie, że nie jest on autorem pracy. Od upomnienia, nagany i nagany z ostrzeżeniem, przez zawieszenie, aż po wydalenie ze studiów. Dr Chruszczewski zauważa, że kary przez nie stosowane są zbyt pobłażliwe i nie odstraszają studentów. – Zawieszenia i wydalenia praktycznie się nie zdarzają, zazwyczaj są to kary niskie, upomnienia lub nagany. Dopiero gdy student jest wyjątkowo bezczelny, wtedy dostaje naganę z upomnieniem – tłumaczy. Oprócz kar na uczelni należy mieć na uwadze także sankcje karne. Za przypisanie sobie faktu sporządzenia cudzej pracy dyplomowej grozi nawet do trzech lat pozbawienia wolności, kara ograniczenia wolności oraz grzywna. – Jest to przestępstwo przywłaszczenia autorstwa utworu, czyli plagiatu, które obecnie ściga się z urzędu, a nie na wniosek pokrzywdzonego – tłumaczy adwokat Agnieszka Malczewska z kancelarii prawnej Bukowski i Wspólnicy. Z kolei osoba, która oferuje prace dyplomowe „na zamówienie", popełnia przestępstwo podżegania lub pomocnictwa w przywłaszczeniu autorstwa przez nieuczciwego studenta i z tego tytułu podlega indywidualnej odpowiedzialności karnej – dodaje. Policja zauważyła problem, jednak nie prowadzi statystyk zgłaszania plagiatów prac dyplomowych. Trudno więc ocenić, ile osób zostało realnie ukaranych. – Nie mamy możliwości, aby z ogólnej liczby plagiatów wyselekcjonować te dotyczące prac licencjackich – mówi Tomasz Oleszczuk z Komendy Stołecznej Policji.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA