fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Nowe lewicowe elity mają hartować się na uczelniach

Leszek Miller
Fotorzepa, Dariusz Gorajski Dariusz Gorajski
Sojusz będzie fundował stypendia młodym naukowcom piszącym prace na temat lewicy
Partia Leszka Millera sięga po nowe kadry. Tym razem chce dotrzeć do studentów i pracowników naukowych, oferując im nagrody za najlepsze prace związane z lewicowym widzeniem świata.

Konkurs na prace licencjackie, magisterskie i doktoranckie SLD będzie ogłaszał co roku. Pierwszy zamierza rozpisać jesienią. Prace mogą dotyczyć np. nowych tendencji w społeczeństwie i gospodarce, skutków globalizacji, roli innowacji, ruchów ekonomicznych.

– Nie chcemy ograniczać tematów konkursowych, każdy, kto uzna, że jego praca mieści się w lewicowej wizji świata, będzie mógł ją zgłosić – wyjaśnia Krzysztof Gawkowski, sekretarz generalny Sojuszu. – Chcemy pokazać, że lewicowość to nie tylko działania polityczne.
Ile pieniędzy partia przeznaczy na nagrody i jaki będzie regulamin konkursu, będzie wiadomo w czerwcu. A w czasie wakacji – zgodnie ze słowami Gawkowskiego – Sojusz przeprowadzi szeroką akcję informacyjną o konkursie na uczelniach. – Uważamy, że pieniądze, które dostajemy z budżetu, a więc od wszystkich podatników, przynajmniej w części powinny wrócić do społeczeństwa – mówi Gawkowski.
Wiadomo jednak, że tego typu inicjatywa to także forma propagowania partii wśród młodych wykształconych ludzi. – Ale nie ma w tym nic złego – twierdzi Joanna Gepfert, specjalistka od wizerunku. – Jeżeli pomysł rzeczywiście zostanie zrealizowany, Sojusz będzie pierwszą partią, która zdobyła się na coś więcej niż zwykła reklamówka. To trzeba docenić. Według Gepfert dla młodego człowieka uzyskanie grantu od partii może być ważną sprawą i niebagatelną w jego budżecie. – Poza tym to element budowania wzajemnych relacji, choć nie ma pewności, że od razu przełoży się to na decyzje podczas głosowania – zaznacza Joanna Gepfert. – Sojusz, który zerwał więź z dużą rzeszą swoich wyborców, musi nad tym popracować. I nie może poprzestać na jednym czy dwóch konkursach, bo zawiedzione nadzieje młodych ludzi na pewno nie będą działać na korzyść partii. Politolog Bartłomiej Biskup z Uniwersytetu Warszawskiego również docenia pomysł lewicy, ale nie spodziewa się masowych aplikacji do konkursu SLD. – W naszej mizerii naukowej każdy pieniądz się liczy, ale młodzi ludzie nie lubią być kojarzeni z konkretną partią – twierdzi Biskup. – Na Zachodzie podobne konkursy ogłaszają fundacje, które są co prawda finansowane przez partie, ale to polityczne skojarzenie nie jest takie jednoznaczne, dlatego ta formuła jest zręczniejsza. Zdaniem Biskupa inicjatywa SLD zaciekawi głównie młodych ludzi już powiązanych z Sojuszem, np. przez młodzieżówkę, lub takich, którzy mają lewicowe poglądy i zamierzają wejść w politykę. – Ale gigantycznego sukcesu się nie spodziewam, tym bardziej że prestiż takiej nagrody buduje się latami – konkluduje politolog.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA