fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Biznes

Przedsiębiorcy sumują rachunek dla Ministerstwa Finansów

Rzeczpospolita
Straty polskich firm poniesione w związku ze strajkiem celników na wschodniej granicy mogą przekroczyć 100 mln euro. – Mniejsze firmy sygnalizują, że straty będą na tyle duże, iż będą musiały zakończyć działalność – mówi Jan Buczek, prezes Zrzeszenia Międzynarodowych Przewoźników Drogowych.
Firmy transportowe nie wysyłają kolejnych ciężarówek. Towar wolą przetrzymywać w swoich magazynach niż kilkadziesiąt kilometrów przed granicą. Postój każdego samochodu to koszt ok. 300 euro na dobę.
Wszyscy poszkodowani strajkiem zapowiadają, że będą się ubiegać o odszkodowanie od Ministerstwa Finansów. – Pomożemy liczyć straty i pisać wnioski o odszkodowanie – deklaruje Buczek.
Swoim członkom pomoc deklaruje też Business Centre Club.
Problemy z przekraczaniem granicy mają też przewoźnicy kolejowi. – Część naszych pociągów została zatrzymana, kolejnych nie wysłaliśmy – przyznaje Krzysztof Niemiec, prezes CTL Logistics. PKP Cargo już zaczęła szacować straty. – Jeżeli będą wysokie i my zwrócimy się do resortu finansów o ich wyrównanie – zapowiada Ryszard Wnukowski, dyrektor działu promocji PKP Cargo.
Ale problemy mają nie tylko firmy zajmujące się transportem. Wojciech Krupnik, członek zarządu do spraw handlowych Fabryki Samochodów Osobowych, powiedział, że już od dzisiaj produkcja samochodów będzie ograniczana i jeśli nie poprawi się sytuacja na wschodniej granicy, to w czwartek zakład zapewne stanie. Brakuje bowiem części do produkcji, które sprowadzane są drogą kolejową m.in. z Ukrainy. Nie ma też gdzie składować samochodów. Na warszawskim Żeraniu czeka 12 pociągów wyładowanych lanosami i chevroletami, PKP nie chce przyjmować kolejnych składów.
Problemów obawiają się również firmy odzieżowe i obuwnicze, które eksportują swoje wyroby na wschód.
Na razie nie poniosły z tytułu utrudnień na granicy strat finansowych. – Jeśli jednak zakłócenia w dostawach przez wschodnią granicę utrzymają się dłużej niż dwa tygodnie, to możemy mieć kłopoty – mówi Kazimierz Ostatek, wiceprezes firmy obuwniczej Wojas. – Obuwie to towar sezonowy, musi docierać do odbiorców w ustalonym z góry terminie. Jeśli tak by się nie stało, to pogorszą się nasze relacje z klientami ze wschodu.
– Straty finansowe to nie wszystko, możemy stracić wiarygodność – podsumowuje Krzysztof Niemiec.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA