fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Film

Wolna dusza uwięziona w sparaliżowanym ciele

BEST FILM
To niezwykły film. O cierpieniu i śmierci. Ale również o życiu. O tym, co w nim ważne
Na ekranie białe, rażące światło. Z mgły wyłaniają się jakieś twarze. Pochylają się, zbliżają. Ktoś coś mówi. Patrzymy na świat oczami pacjenta, który budzi się po wielotygodniowej śpiączce. Człowiek w białym kitlu mówi coś o syndromie zamknięcia. Pień mózgu odcięty został od systemu nerwowego. Przerażenie. Nie można ruszyć ręką ani nogą. Nie można nic powiedzieć.
Julian Schnabel opowiedział prawdziwą historię Jeana-Dominique’a Bauby’ego. Bohater filmu był redaktorem naczelnym „Elle”. Miał 43 lata, gdy doznał wylewu. Po odzyskaniu świadomości był całkowicie sparaliżowany. Funkcjonowała tylko powieka lewego oka.
Za pomocą mrugnięć zaczął więc porozumiewać się ze światem. Jedno mrugnięcie – tak. Dwa – nie. W ten sposób, współpracując z recytującymi alfabet pielęgniarkami, po literce, napisał książkę, w której rozliczył się z życiem.
Na ekranie potworna mordęga człowieka. Ciało jak bezwładny worek, jak skafander odcinający od świata. Ale jest jeszcze dusza. Wolna jak motyl. Są pamięć i wyobraźnia. Jean-Do, który dopiero co zostawił żonę i dzieci dla nowej miłości, wiecznie zapędzony człowiek sukcesu – przykuty do szpitalnego łóżka, paradoksalnie, zyskuje nowe życie.
„Chcę umrzeć” – tak brzmią jego pierwsze „wymrugane” słowa. Ale zaraz potem przychodzi pogodzenie z sytuacją, w której nic złego już człowieka spotkać nie może, bo śmierć to przecież wybawienie. Pozostaje tylko chęć uporządkowania własnych spraw.
Film Juliana Schnabla jest na swój sposób przewrotny. Tragicznie unieruchomiony człowiek zyskuje wolność. Dotąd jego życie gnało, teraz ofiarowuje mu samoświadomość. „Czy byłem ślepy i głuchy, czy musiałem przeżyć nieszczęście, żeby móc poznać prawdziwego siebie?” – pyta Bauby w swojej książce.
W „Motylu i skafandrze” są portrety pięknych ludzi. Z oddaniem opiekuje się Baubym była żona, którą on przecież zdradził i opuścił. Kobieta jest lojalna nawet wtedy, gdy swojej następczyni z mrugnięć powieki tłumaczy słowa miłości. Delikatnie rysuje Schnabel stosunki ojca i syna, opowiada o tych, wobec których Bauby ma wyrzuty sumienia.
Przy takim temacie łatwo popaść w sentymentalizm lub przekroczyć granicę kiczu. Ale twórcy „Motyla...” bronią się przed tym. Także dzięki zdjęciom Janusza Kamińskiego, który pierwszą część filmu opowiada tak, jakby patrzył na świat jednym okiem bohatera.
Obraz czasem się zaciera, czasem blednie, z pola widzenia giną szczegóły, bo przecież nie widzi ich Bauby. Kiedy lekarze zaszywają mu drugą powiekę, nas też ogarnia ciemność. Ten ryzykowny eksperyment przyniósł znakomite rezultaty. Pomógł widzowi wejść w ciało bohatera.
A jednocześnie ani reżyser, ani świetny w głównej roli Mathieu Amalric nie epatują tragedią. Hedonista Bauby do końca łapczywie korzysta ze swoich dni. Tak jak może. I przed śmiercią zobaczy egzemplarz swojej książki. Film o odchodzeniu, podobnie jak kiedyś dzieło Alejandro Amenabara, staje się hymnem na cześć życia. Barbara Hollender
„Motyl i skafander”, USA, Francja, 2007. Reż. Julian Schnabel. Wyk.: Mathieu Amalric, Emmanuelle Seigner, Marie Jose Croze, Max von Sydow. Dystrybucja Best Film
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA