fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Nauka

Bielik w zimowej bieli

Rzeczpospolita
Latające godło narodowe. Król przestworzy. Orzeł nad orłami. Te wszystkie, nader górnolotne określenia wynoszące na wyżyny naszego największego ptaka drapieżnego, choć pod wieloma względami trafne, nie tłumaczą popularności, jaką ostatnio się cieszy.
Wszakże, sądząc z mnogości jego fotografii, jest nie tylko największym, ale i najpospolitszym z krajowych skrzydlatych drapieżników. Karty albumów przyrodniczych, łamy pism krajoznawczych, strony internetowe rozmaitych ptakolubów aż roją się od wizerunków bielika. Tu startuje z płycizny, rozbryzgując efektownie wodę, tam gania się z krukami, ówdzie drapieżnie rozrywa szczątki jakiegoś padłego zwierza. By zrozumieć tę bielikową medialną popularność, musimy na chwilę porzucić górnolotność i sprowadzić go – a także nas samych – na zasypaną śniegiem ziemię. Wszakże gdy chłody przycisną, żaden, nawet najbardziej majestatyczny w locie drapieżca nie wzgardzi porzuconym gdzieś kawałkiem mięsa czy tuszą martwego zwierzęcia.
[srodtytul]Łatwy łup[/srodtytul] Ciągnąc do tak łatwego łupu, potężny bielik sam staje się łupem... fotografów. Urządzają oni nęciska z odpadami mięsnymi albo padliną i zasadzając się przy nich w ukryciu, zdobywają coraz to nowe wizerunki potężnego ptaszyska. Trzeba zresztą przyznać, że bielik sam tych wszystkich fotografów i ptasiarzy prowokuje tym, że coraz częściej bywa blisko nas.
Jadąc niedawno polną, zaśnieżoną drogą, łączącą dwie wioski, zobaczyłem nagle stado okrutnie kraczących wron, goniących coś nisko nad ziemią. Gdy to coś wyleciało spoza ośnieżonego pagórka, przedtem częściowo zasłaniającego całą scenę, ujrzałem potężnego ptaka, ze trzy razy większego od każdego ze swych skrzydlatych prześladowców. To mógł być jedynie któryś z orłów! I rzeczywiście, gdy tylko zmęczony wronią pogonią przysiadł pod szczytem wzniesienia, poznałem charakterystyczną, nieco zwalistą i kanciastą postać z potężną głową z mocarnym, żółtym dziobem i biel piór w ogonie. Stary bielik! Skąd jednak ten władca przestworzy, jezior i morza wziął się tu, w szczerym polu, do tego – o wstydzie! – przy wiejskim śmietniku? Bo, jak po chwili odkryłem, zaraz za pagórkiem był pozostały po wydobyciu żwiru dół, do którego na dziko zwożono odpadki. To stąd wrony próbowały wygonić intruza. Przyznam, że w tym momencie orzeł stracił w moich oczach nieco ze swego majestatu i tajemniczości. [srodtytul]Bielszy odcień... ogona[/srodtytul] Bielik nie jest tak naprawdę typowym orłem, ale przedstawicielem spokrewnionej z orłami grupy orłanów. Nie stał się też jeszcze, wbrew pozorom, najliczniejszym z ptaków drapieżnych. Ale trzeba przyznać, że liczebność tego do niedawna ginącego przedstawiciela fauny u nas wzrosła. To na pewno efekt ochrony, ale czy tylko? Wiele wskazuje, że bielik dołącza do grona gatunków, które nie tylko uczą się współistnienia z człowiekiem, ale i korzystania ze zmian wprowadzanych przezeń do środowiska. Oto użyźnienie wód jezior, m.in. przez ścieki i spływające do wód nawozy przyczynia się do rozwoju roślinności wodnej, co z kolei powoduje zarastanie jezior i stawów. Licznie sprowadzają się tu więc ptaki wodne – kaczki, łyski, gęsi, które stanowią żer dla bielika. Potrafi je sprytnie osaczać, latając nad wodą i prześladując z powietrza, a biada im, gdy się poderwą... Podobno umie łapać kaczki w powietrzu, rzucając się na grzbiet i biorąc żywą jeszcze zdobycz od dołu. Nie zdziwi to nikogo, kto zobaczy, jak podczas lotów godowych i zabaw te niby to z wyglądu ciężkie ptaki wykonują ewolucje, beczki i chwytają się w przestworzach za szpony, jakby były uczestnikami popisów spadochroniarzy akrobatów. Ptaki wodne szukają ochrony przed tym łowcą, zbijając się na tafli w stada wyglądające z dala jak kożuch czy pływająca wyspa. To ma zdezorientować napastnika, który może mieć kłopot z oceną, co tu jest potencjalną ofiarą – czyżby miała być nią ta cała wyspa ulepiona z ptaków? Ale doświadczone, stare bieliki i na to się nie nabierają, umiejąc precyzyjnie oddzielić pojedyncze ofiary od reszty. Nie jest to jednak takie łatwe, gdy tylko więc można coś zdobyć bez wysiłku, chętnie skorzystają z okazji. Na Dolnym Śląsku przydybano bielika na wyłapywaniu domowych kaczek i gęsi. Na taką łatwiznę idą zwłaszcza ptaki młode, jednoroczne lub dwuletnie, jeszcze mało doświadczone w łowach. Różnią się od starych ciemniejszą szyją i brązowym ogonem, który u bielikowych seniorów ma białe pióra, tym bielsze, im jego właściciel doroślejszy. [srodtytul]Oko nam zbieleje[/srodtytul] Szansę ujrzenia majestatycznego ptaka ma dziś każdy, kto trochę uważniej zwykł lustrować niebo. Coraz częściej pojawia się na nim pokaźna, wolno krążąca sylwetka o szerokich i prostych jak deski skrzydłach, mocno wystającej głowie i klinowato zaostrzonym ogonie. Częsta zwłaszcza w rejonie pojezierzy, nad dużymi rzekami i nad morzem. Niemcy nazywają bielika seeadler – morski orzeł. W rejonie Zalewu Szczecińskiego widuje się całe grupy, a nad mazurskim jeziorem Łuknajno, będącym światowym rezerwatem biosfery, stacjonuje po dwadzieścia i więcej sztuk. Ale na cóż nam rezerwaty. Wystarczy pospacerować nad Wisłą w pobliżu Warszawy. Zwłaszcza tam, gdzie nad ujściem kolektora ścieków nieustannie wiruje biała chmura mew. Co rusz pojawiają się tam patrolujące teren i polujące bieliki. Zajrzyj tu, turysto, z lornetką, a oko ci zbieleje...
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA