fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Muzyka

Maharadża fortepianu

Rzeczpospolita
Odszedł Oscar Peterson (1925 – 2007). Jeden z największych pianistów w historii jazzu zmarł 23 grudnia. Przyczyną śmierci była niewydolność nerek. Miał 82 lata
Nagrał ponad 200 albumów, zdobył osiem nagród Grammy. Jego stan zdrowia pogarszał się i w ostatnich miesiącach nie występował. Ostatni raz wystąpił w swoim domu z okazji 80. urodzin.
Miałem szczęście oklaskiwać jego występ w 2005 roku na North Sea Jazz Festival w Hadze. Przekonałem się wtedy, że informacje o jego słabszej muzycznej formie są nieprawdziwe. Peterson dał świetny koncert, błyszczał inwencją, popisywał się wirtuozerią, a co najważniejsze, grał z niezwykłym uczuciem, jakby chciał pokazać, na czym polega jazz. Schodząc ze sceny, zatrzymał się na dłuższą chwilę, by podziękować wiwatującej publiczności i, uśmiechając się, pomachał wszystkim ręką. Myślę, że większość miłośników jego muzyki zdawała sobie sprawę, że na żywo słuchała go po raz ostatni. Początkiem kłopotów zdrowotnych pianisty był zawał serca, który przeżył podczas koncertu w nowojorskim klubie Blue Note w 1993 r. Poczuł wówczas niedowład lewej ręki. Dopiero w szpitalu postawiono diagnozę i Peterson musiał odwołać dwa następne koncerty w klubie. Kiedy pierwszy raz po zawale usiadł do fortepianu, miał łzy w oczach. Jednak już rok później nagrał znakomity album ze skrzypkiem Itzhakiem Perlmanem „Side by Side”.
Oscar Peterson był podziwiany przede wszystkim za technikę gry. Duke Ellington nazwał go maharadżą fortepianu. Pierwszych lekcji udzielał mu ojciec, pianista amator, który zaraził go miłością do jazzu. W wieku 14 lat Oscar wygrał konkurs kanadyjskiego radia i stał się gwiazdą cotygodniowych programów. Kiedyś ojciec przyniósł płytę z nagraniami genialnego pianisty Arta Tatuma. Młody Oscar był pod takim wrażeniem, że przez miesiąc nie dotknął klawiatury. A jednak zdecydował się na karierę muzyka . W latach 40. występował z popularną kanadyjską orkiestrą Johnny’ego Holmesa. W 1949 r. zadebiutował występem w Carnegie Hall w cyklu „Jazz at the Philharmonic”. W 1953 r. założył legendarne trio z gitarzystą Herbem Ellisem i basistą Rayem Brownem. Później Ellisa zastąpił perkusista Ed Thigpen. W latach 70. skupił się na solowej karierze, udowadniając, że jest jednym z najwybitniejszych pianistów w historii jazzu. Choć zawsze był porównywany do Arta Tatuma, wypracował własny styl. Występował z innymi sławami, m.in. Ellą Fitzgerald. Z Dizzym Gillespiem, Clarkiem Terrym i Joe Passem dokonał znaczących nagrań w duecie. Niedawno wytwórnia Telarc wydała większość jego ostatnich nagrań, m.in. historyczny zapis koncertu z 1998 r. w klubie Blue Note, gdzie pod nazwą The Very Tall Band wystąpili razem: Oscar Peterson, Ray Brown i Milt Jackson. Trzy legendy jazzu, z których pianista był postacią największą.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA