fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

Książka o piłce nożnej, którą powinien przeczytać każdy kibic

Reporter
Podróż przez futbol Stefana Szczepłka. Dwie części, prawie 600 stron i wiele zdjęć wcześniej niepublikowanych w Polsce. Opowieść o bohaterach stadionów i ich życiu. W drugim tomie – o bohaterach polskich
Niecałe pięć miesięcy po wyborze Piechniczka na trenera Polska wygrała z NRD, najgroźniejszym przeciwnikiem w eliminacjach (w grupie była tylko Polska, NRD i Malta) 1:0, a bramkę strzelił Andrzej Buncol z Ruchu Chorzów. Głową, mimo że miał niecałe 170 cm wzrostu.
Rewanż na stadionie w Lipsku należał do jednych z najciekawszych meczów, jakie Polacy kiedykolwiek rozegrali. Towarzyszyły mu wszelkie możliwe emocje – od sportowych po polityczne. W październiku 1981 roku NRD nie była szczególnie życzliwa zmianom w Polsce, a granicę na Odrze i Nysie trudno było nazwać granicą przyjaźni, jak chciała propaganda. Generalnie jedni drugich szczerze nienawidzili i boisko stało się okazją do załatwienia porachunków. Niemcy pamiętali swój udział w mundialu ‘74, który przyniósł im same korzyści. Byli też aktualnymi mistrzami olimpijskimi. Polacy mieli w pamięci, jak ich kilka lat wcześniej, przed meczem w Halle, otruto. Dziesiątki autokarów z polskimi kibicami celowo przetrzymywano na granicy, żeby nie mogły zdążyć na mecz. I rzeczywiście, wielu kibiców nie widziało pierwszych minut, w których wszystko się rozstrzygnęło.
Najpierw gola głową zdobył Andrzej Szarmach, w chwilę później, po samotnym rajdzie, Włodzimierz Smolarek i po 5 minutach Polska prowadziła 2:0. Zwycięstwo 3:2 oznaczało trzeci z rzędu awans do finałów.
Polskiej bramki bronił w Lipsku Młynarczyk. Rezerwowym był Jan Tomaszewski, wściekły, że musi wycierać ławkę. Bronił wtedy barw Herculesa Alicante, nadal czuł się pewnie, chociaż realnie patrząc, miał po temu coraz mniej powodów. Uznał za skandal fakt, że jechał do Lipska przez pół Europy nie po to, żeby siedzieć na ławce. Od tej pory jego stosunki z Piechniczkiem uległy wyraźnemu ochłodzeniu. Wkrótce Tomaszewski z odległego Alicante poparł za pośrednictwem Polskiego Radia stan wojenny, potem został członkiem PRON i jego drogi nie tylko z Piechniczkiem się rozeszły.
Nowa drużyna osiągnęła jeszcze jeden sukces, jakiego wcześniej i później nie było. Dwa tygodnie po zwycięstwie w Lipsku Polacy pokonali w Buenos Aires Argentynę 2:1. Było to jedyne zwycięstwo Polski nad mistrzem świata na jego boisku.
Okoliczności tego zwycięstwa były zresztą niecodzienne. W polskiej reprezentacji zabrakło wówczas rezerwowego bramkarza. Piotr Mowlik musiał opuścić zgrupowanie po informacji o śmierci ojca. Jan Tomaszewski odmówił gry ze względów ambicjonalnych. A Józef Młynarczyk, wówczas zawodnik Widzewa, gdzieś się zapodział. Funkcję wiceprezesa PZPN pełnił wtedy płk Henryk Celak, zastępca komendanta Milicji Obywatelskiej w stolicy, prezes Warszawskiego OZPN, człowiek lubiany i cieszący się sympatią. Postawił na nogi milicję w całym kraju, Młynarczyka znaleziono na Mazurach, jak łowił ryby, i radiowozem przywieziono do Warszawy. Dodatkowy problem polegał na tym, że Młynarczyk cierpiał na ból ręki, co w przypadku bramkarza jest dość istotną przeszkodą w grze. Przyjechał na zgrupowanie, bo funkcjonariuszom MO nie mógł odmówić. Ale grać nie chciał. Piechniczek i pomagający mu w roli szefa banku informacji Jerzy Engel musieli się uciec do fortelu. Przekonali piłkarza, że będzie tylko rezerwowym, bo Tomaszewski dojedzie do Buenos Aires z hiszpańskiego Alicante.
Ale kadra przyleciała do Argentyny, a Tomaszewski na nią nie czekał. Nie pojawił się też na treningu. Kiedy trzeba już było wyjść na mecz, a Młynarczyk nie był w stanie włożyć rękawicy na spuchniętą rękę, uspokojono go, że Tomaszewski już dojeżdża do stadionu, tylko taksówka stanęła w korku. A kiedy mecz się rozpoczął, Młynarczykowi było już wszystko jedno. Bronił jedną ręką, nogami i przepuścił tylko jeden strzał – Daniela Passarelli. Andrzej Buncol i Zbigniew Boniek zdobyli po przerwie dwa gole dla Polski i tak doszło do historycznego zwycięstwa nad mistrzem świata na jego boisku. Józef Młynarczyk był człowiekiem bardzo pogodnym i złość szybko mu przeszła....
Wręczenie nagród za trzecie miejsce na świecie dalekie było od uroczystej ceremonii. Na boisko zszedł z tacą pełną medali prezes PZPN Włodzimierz Reczek. Razem z kapitanem Władysławem Żmudą przeszli się wzdłuż linii ustawionych piłkarzy i każdy sobie wziął po jednym, jakby się częstowali czekoladkami. Okazało się, że siedzący obok Reczka prezydent FIFA Joao Havelange, jego kolega z MKOl., cierpiał akurat na ból nóg. Zdjął buty, nie mógł ich włożyć ponownie na spuchnięte stopy i poprosił Reczka o przysługę.
Czytaj więcej: Moja historia futbolu
Stefan Szczepłek "Moja Historia Futbolu"
tom 1 – ŚWIAT, tom 2 – POLSKA Presspublica sp. z o. o., Warszawa 2007
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA