fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sport

Ostatni weekend z Formułą 1

W niedzielę kończący sezon wyścig o Grand Prix Brazylii. O tytuł wicemistrzowski walczą Jenson Button i Fernando Alonso. Szansę ma też jeszcze Mark Webber
Tor Interlagos położony na przedmieściach Sao Paulo, największej metropolii na południowej półkuli, wielokrotnie w historii Formuły 1 był sceną decydujących rozstrzygnięć w mistrzostwach świata. W tym roku tytuł już dawno zdobył Sebastian Vettel, więc stawką ostatniego w tym sezonie wyścigu jest miejsce za plecami kierowcy Red Bulla.
Szansę na wicemistrzowski tytuł ma jeszcze trzech kierowców. W najlepszej sytuacji jest Button, który do szczęścia potrzebuje finiszu na podium, ale nawet w przypadku gorszego wyniku może utrzymać drugą pozycję w klasyfikacji. Alonso traci do niego 10 punktów i by przeskoczyć Anglika, musi być minimum czwarty na mecie. Mark Webber jest w najgorszej sytuacji i musi wygrać w Brazylii, a także liczyć na słabe wyniki konkurencji. Aby sezon zakończył się podwójnym triumfem kierowców Red Bulla, Button może być najwyżej dziewiąty, a Alonso czwarty.
Na razie walczący ze sobą tercet godzi Lewis Hamilton. Uskrzydlony wygraną w Abu Zabi zawodnik McLarena uzyskał najlepszy czas piątkowych treningów. Za nim sklasyfikowano Vettela i Webbera, który z kolei błysnął najlepszym czasem w porannej sesji. Alonso ukończył dzień na czwartej pozycji, a Button był dopiero siódmy. – W ostatnich sześciu latach moją najlepszą pozycją startową było tu chyba 14. miejsce, więc mam nadzieję na nieco lepszy występ – mówił przed treningami Anglik.
Obaj kierowcy McLarena mają mieszane wspomnienia z brazylijskiego toru. Co prawda obaj zdobywali tu swoje mistrzowskie tytuły (Button w sezonie 2009, Hamilton rok wcześniej), ale mają na koncie tylko po jednej wizycie na podium i żaden z nich nie finiszował tu wyżej niż na trzeciej pozycji i ani razu nie prowadził w wyścigu. Lepszą statystykę ma Alonso, który zapewnił tu sobie swoje oba mistrzowskie tytuły (w 2005 i 2006 roku). Hiszpan w dziewięciu startach aż sześć razy stawał tu na podium, choć nigdy na najwyższym stopniu – w przeciwieństwie do przeżywającego kryzys zespołowego kolegi, Felipe Massy. Drugi kierowca Ferrari trzykrotnie ruszał przed własną publicznością z pole position i odniósł tu dwa zwycięstwa – w tym ostatnie jak dotąd, przed trzema laty.
Fanatyczni lokalni kibice, dla których wyścig na przedmieściach największej metropolii na południowej półkuli jest prawdziwym sportowym świętem, nie mają ostatnio łatwego życia. Lata świetności brazylijskich zawodników już dawno minęły i triumfy takich mistrzów jak Emerson Fittipaldi, Nelson Piquet czy Ayrton Senna są tylko odległym wspomnieniem. Ani Massa, ani jeżdżący obecnie w Williamsie Rubens Barrichello, który wychowywał się kilkaset metrów od pierwszego zakrętu toru Interlagos, nie byli w stanie powtórzyć sukcesów swoich wielkich rodaków. Barrichello nawet za czasów startów w Ferrari nigdy nie wygrał przed własną publicznością i w 18 występach na Interlagos aż jedenaście razy nie dotarł do mety. Niewykluczone, że w niedzielę brazylijski weteran zaliczy swój ostatni, 322. występ w F1 i szans na poprawę kiepskiej statystyki raczej nie ma – co prawda rok temu zespół Williams wywalczył tu sensacyjne pole position dzięki Nico Hulkenbergowi, ale teraz brytyjska ekipa jest w wyraźnym dołku i zalicza najgorszy sezon w historii swoich startów w F1.
Pewny swojej przyszłości w F1 nie jest też Bruno Senna, siostrzeniec słynnego Ayrtona. Kierowca Lotus Renault jest co prawda brany pod uwagę przy obsadzie kokpitów, ale faworytem Erica Boulliera zdaje się być Romain Grosjean. Mistrz serii GP2 ponownie wystąpił w porannym piątkowym treningu i mimo defektu samochodu był szybszy od Brazylijczyka. – Moje kandydatury kierowców, których chcielibyśmy u siebie widzieć w przyszłym roku, trafiły już do zarządu zespołu i decyzja zostanie podjęta przed świętami – powiedział Boullier, który przyznał także, że kontrowersyjny środowy komunikat prasowy o stanie i przyszłości Roberta Kubicy został co prawda zaakceptowany przez menedżera kierowcy, ale potem wprowadzono do niego pewne poprawki.
– Myślę, że doszło do drobnego nieporozumienia – tłumaczył się Boullier, oskarżony przez Daniele Morellego o przeinaczenie słów polskiego kierowcy. – To normalne, że dokonuje się drobnych gramatycznych poprawek, ale nie zmieniliśmy znaczenia. Wszystko zostało zaakceptowane na piśmie przez Daniele Morellego. Myślę jednak, że pewne słowa, które dobraliśmy, być może niezbyt odpowiadały Robertowi lub Daniele, bo przestraszyli się nieporozumienia wokół obaw, iż może opuścić cały sezon 2012. To nie jest prawda. Robert w czwartek poinformował nas, że nie będzie gotowy na rozpoczęcie testów w lutym. Nie oznacza to, że opuści cały sezon 2012, ale zdecydowanie nie będzie gotowy na jego inaugurację.
W dalszym ciągu stoi to w sprzeczności ze słowami Kubicy, który nie oświadczył jednoznacznie, że nie będzie gotowy na start sezonu 2012. Stwierdził jedynie, iż nie jest jeszcze pewien, czy zdąży osiągnąć odpowiednią formę. Wojna na słowa pomiędzy zespołem i menedżerem kierowcy jasno sugeruje, że relacje między nimi dalekie są od ideału. Patrząc jednak na wyniki Lotus Renault – w drugiej połowie sezonu 2011 zespół zdobył jedynie sześć punktów (mniej uzyskał tylko Williams i trzy najsłabsze ekipy, które zadebiutowały w stawce w zeszłym roku) – z pewnością nie jest to idealne miejsce dla kierowcy o ambicjach Kubicy.
Oczywiście najpierw polski zawodnik musi wrócić do pełni sił, ale kiedy do tego już dojdzie i okaże się, że nadal jest tak samo szybki jak przed rajdowym wypadkiem, zainteresowanie ze strony czołowych ekip powinno być wysokie. Poza ewentualnymi korzyściami sportowymi do zyskania jest też – brzydko mówiąc – zainteresowanie marketingowe. F1 to nie tylko sport, ale także biznes. Udany powrót po tak dramatycznym przeżyciu z pewnością przykuje uwagę całego świata, co z wizerunkowego punktu widzenia będzie niebywałą atrakcją dla każdego zespołu i całej F1.
Kwalifikacje (sobota, 17) i wyścig (niedziela, 17) w Polsacie
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA