fbTrack

Dane gospodarcze

Lesotho stawia na wodę i energię odnawialną

Mpho Mokhoro, modelka z Lesotho z 603-karatowym diamentem Lesotho Promise
Bloomberg
Mimo, że to Afryka, w tym państwie nie brakuje wody, która staje się jego głównym produktem eksportowym. Lesotho, mały górzysty, kraj z wielkimi ambicjami buduje największy system retencji i dostarczania wody na Czarnym Kontynencie
Otoczone w całości przez Republikę Południowej Afryki państewko przystępuje do kolejnego etapu wartego miliardy dolarów projektu. Lesotho Highlands Water Project, bo tak brzmi jego pełna nazwa to system tam wodnych, których zadaniem ma być zatrzymanie spływającej z gór czystej wody pitnej – najcenniejszego obok diamentów surowca tego kraju.
To zbliżone wielkością do województwa mazowieckiego królestwo, w przeciwieństwie do większości afrykańskich państw jest krajem w miarę spokojnym. Owszem od momentu uzyskania niepodległości w 1966 roku, zdarzały się niepokoje społeczne i miało miejsce kilka zamachów stanu, jednak generalnie sytuacja polityczna i ekonomiczna Lesotho jest stabilna.

Wielkie i piękne

O Lesotho mało się mówi. Jednak co jakiś czas nazwa królestwa pojawia się w nagłówkach gazet na całym świecie. To, co tak elektryzuje media i nas wszystkich, to diamenty. W Lesotho nie jest ich dużo - w porównaniu do diamentowego potentata, jakim jest RPA, górskie królestwo wygląda jak kopciuszek. W kraju jest tylko kilka małych kopalń, które może ilością wydobycia diamentów nie powalają, ale wyjątkowo często znajduje się tu prawdziwe olbrzymy. W głównej kopalni kraju, Letseng tylko w latach 2005-2010 znajdowano każdego roku, co najmniej pięć kamieni przekraczających 100 karatów. W 2006 roku wydobyto tu słynny 603-karatowy Lesotho Promise, który sprzedano za prawie 13 mln dol. Rok później 493-karatowy Letseng Legacy, który osiągnął cenę ponad 18 mln dol. Diamenty z Lesotho znajdują się w czołówce największych jakie kiedykolwiek znaleziono. To, co dodatkowo winduje ceny tutejszych kamieni, to ich wyjątkowa, legendarna wręcz uroda.

Białe złoto

Idea, aby „złapać" spływającą z gór Lesotho wodę,  pojawiła się już w latach 50-tych jeszcze pod brytyjskim panowaniem. Brytyjczycy zaoferowali wówczas sąsiedniej RPA partnerstwo w projekcie, jednak rząd w Pretorii początkowo ofertę odrzucił. Kiedy RPA w połowie lat 60-tych dotknęła susza, do pomysłu powrócono. Po uzyskaniu przez Lesotho niepodległości z powodu różnic politycznych projekt odkładano w czasie. Dopiero w 1978 eksperci z obu krajów przeprowadzili studium wykonalności i w 1983 roku podjęto decyzję o budowie systemu, a pierwsze prace ruszyły trzy lata później. Finansowanie, oprócz z budżetów obu krajów, pochodziło z Banku Światowego , Afrykańskiego Banku Rozwoju i Europejskiego Banku Inwestycyjnego. Ambitny projekt  miał polegać na budowie systemu pięciu zapór wodnych na rzekach spływających południowymi stokami gór Maloti. Następnie poprzez  konstrukcję specjalnych tuneli, „białe złoto" jak często nazywana jest w tutaj  woda,  miało być transportowane na północną stronę grzbietu do rzeki Vaal, która z kolei wypływając z Lesotho biegnie na północ w kierunku prowincji Gauteng – przemysłowego zagłębia RPA z Johannesburgiem i Pretorią. Projekt podzielono na etapy. W pierwszym, zakończonym w 1998 roku powstały dwie tamy, Katse i Muela, hydroelektrownia o mocy 110 megawatów oraz ponad 48 km tunel transportujący wodę ze sztucznego jeziora do RPA.  Koszt inwestycji wyniósł 2,5 mld dolarów. W etapie drugim, który pochłonął 1,5 mld dolarów zbudowano kolejną tamę Mohale, dzięki której powstał zbiornik wodny, zasilający poprzez tunel jezioro, które powstało w etapie pierwszym. Tę część projektu zakończono w 2004 roku. W trakcie trwania prac wybuchła afera korupcyjna z udziałem ministerialnych urzędników Lesotho i międzynarodowych konsorcjów, które wykonywały projekt. W efekcie kilku wysokich oficjeli państwowych trafiło za kratki.   W tym roku oba kraje podpisały, zatwierdzone kilka dni temu przez parlament Lesotho, porozumienie w sprawie rozpoczęcia prac w ramach trzeciego etapu Lesotho Highlands Water Project. W tej fazie przedsięwzięcia ma powstać kolejna zapora w Polihali. Spiętrzona woda poprzez system tuneli zasili zbiornik Katse, co zwiększy możliwości przesyłowe płynnego surowca. Budowa ma ruszyć w przyszłym roku i kosztować prawie 2 mld dol.    

Pieniądze i rozwój

Budowa systemu zapór wodnych ma ogromny wpływ na gospodarkę biednego i słabo rozwiniętego Lesotho. W latach 90-tych wzrost gospodarczy poszybował z poziomu 3-4 proc. do kilkunastu procent rocznie. Od 1998 roku Lesotho, które dotychczas eksportowało głównie wełniane tkaniny zaczęło sprzedawać wodę Republice Południowej Afryki. Wpływy z tego tytułu  stale rosną - w zeszłym roku sięgnęły prawie 70 mln dol., a dotychczas w sumie Lesotho zarobiło na wodzie prawie 0,5 mld dol. Zyski z wody stanowią około 10 proc. wpływów budżetowych kraju. Zanim powstały zapory królestwo niemal całkowicie było uzależnione od dostaw energii elektrycznej z RPA, miejscowe siłownie zaspokajały zaledwie 10 proc. krajowego popytu. Dziś Lesotho nie dość, że jest w pełni energetycznie niezależne, to jeszcze eksportuje niewielkie nadwyżki. Budowa kolejnych hydroelektrowni zapewni dodatkowe przychody ze sprzedaży prądu do budżetu kraju. Dzięki inwestycjom Lesotho ma bardzo dobre drogi, których dotychczas wybudowano około 1000 km. Warto zaznaczyć, że kraj leży w całości ponad 1000 m n.p.m. a średnia wysokość terenu to 1700-1800 m.n.p.m. Wysokie góry i niedostępne doliny dominują w krajobrazie, więc budowa dróg to tutaj trudne i drogie przedsięwzięcie. Są i sceptyczne opinie o całym projekcie. Eksperci zauważają, że bardziej na nim korzysta RPA niż Lesotho, które zwłaszcza na prowincji wciąż pozostaje bardzo zacofane. Pojawiają się też głosy, że kraj sprzedaje wodę za granicę, podczas gdy część miejscowej ludności odczuwa jej niedobory. Zwolennicy kontrargumentują, że krajowy popyt na wodę wynosi zaledwie 6 proc. posiadanych  zasobów tego surowca. Malkontenci zwracają też uwagę, na korupcję jaka towarzyszyła budowie systemu. Ekolodzy mówią o nieprzewidywalnym wpływie sztucznych jezior na zmiany klimatyczne. Socjolodzy bronią przesiedlonych mieszkańców wiosek, które zostały zalane. Ekonomiści kręcą nosem nad słabą redystrybucją zysków z projektu. Zapewne wszystkie te głosy mają swoje uzasadnienie, ale na pytanie czy było warto będzie można odpowiedzieć tak naprawdę dopiero za kilkanaście lat.

Czysta energia

Kilka dni temu rząd Lesotho ogłosił nowy projekt, który ma być realizowany równolegle z wodnym przedsięwzięciem. Kraj zachęcony pierwszymi sukcesami idzie o krok dalej i chce wybudować u siebie olbrzymie farmy wiatrowe. Kosztem 15 mld dol. w ciągu najbliższych dziesięciu lat mają powstać elektrownie wiatrowe o łącznej mocy 6 tys megawatów. Inwestycja w 80 proc. będzie realizowana z pieniędzy pożyczonych od Chińczyków. Wraz z istniejącymi i powstającymi hydroelektrowniami Lesotho chce wytwarzać w przyszłości ponad 10 tys. megawatów energii. Trzeba przyznać, że władze królestwa myślą przyszłościowo – sąsiednia Republika Południowej Afryki rozwija się w bardzo szybkim tempie i samodzielnie nie jest w stanie zaspokoić rosnącego błyskawicznie popytu na prąd. Coraz częściej pojawiają się głosy, że Lesotho to kraj, który zmierza we właściwym kierunku. Względny spokój, rozsądna gospodarka wodna i polityka inwestycyjna mogą w przyszłości zaprocentować i uczynić ten kraj jednym z jaśniejszych punktów na mapie Afryki. Mateusz Pawlak z  Maseru
Źródło: ekonomia24

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL