fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

BOB zaliczony

rp.pl, Janusz Walczak
Baza Bagram to taki przedsionek wojny w Afganistanie. Wygląda jak blaszano-betonowe miasteczko z jedną uliczką, ciągnącą się wzdłuż lotniska
To ono jest tutaj najważniejsze. Samoloty z ludźmi i sprzętem wojskowym lądują praktycznie bez przerwy. Stąd na patrole wylatują też samoloty rozpoznawcze, czy bojowe, np. F-16, A-10.
Po głównej drodze ciągnie się sznur samochodów. Jadą praktycznie jeden za drugim. Najwięcej jest  terenówek np. Toyot, czy Jeepów ale widać też samochody osobowe, wojskowe quady, czy dziwne składaki miejscowych Afgańczyków. Wśród tej drobnicy, co jakiś czas przejeżdżają kolumny wojskowych samochodów opancerzonych.
Hałas jest potworny. Nie wiadomo jednak, czy większy robią samochody, samoloty odlatujące i przylatujące na lotnisko, czy ptaki. Wzdłuż drogi rosną sosny i akcje. Miejscowe ptaki upodobały sobie zwłaszcza sosny. W konarach jednej z nich jest ich mnóstwo. Gdy przechodziliśmy obok, naprawdę można było ogłuchnąć.
Wzdłuż drogi jest dość szeroki chodnik dla pieszych. Mijamy na nim setki ludzi. Najwięcej jest amerykańskich żołnierzy. W mundurach i z bronią maszerują w obie strony. Widać też ludzi, ubranych w dresy US Army, którzy z chodnika zrobili sobie tor do biegania. Zauważyłam, że w amerykańskim wojsku jest naprawdę dużo kobiet. Wygląda na to, że w przeciwieństwie do polskiego, tam nie wzbudzają one żadnej sensacji.
Na chodniku widać też mundury koreańskie, tureckie, brytyjskie, francuskie i oczywiście polskie. Jest też sporo cywili. Bagram to taki tygiel, gdzie można spotkać ludzi wielu ras i narodowości.
Wchodzimy na mały zabłocony placyk. W blaszanych kontenerach mieszczą się malutkie sklepiki. Można tu kupić wszystko, począwszy od bardzo praktycznych rzeczy takich jak ciepłe polary, kurtki, noże, termiczne kubki, komputery, sprzęt elektroniczny, na pamiątkach skończywszy. Sklepiki z miejscową biżuterią, ubraniami, czy dywanami prowadzą sami Afgańczycy. Amerykanie zaś usytuowali tu swoje sklepy internetowe. Będąc na miejscu można kupić bez cła i innych podatków na przykład samochody czy motocykle.
Idziemy dalej. Nagle oniemiałam. W jednym z pomieszczeń przy placyku widzę, kosmetyczkę, która robi manicur amerykańskiej żołnierce. Jest też salon fryzjerski. Strzygą się tutaj mężczyźni i kobiety ale te ostatnie mogą dodatkowo ufarbować, czy uczesać włosy. Wygląda na to, że wojna wojną, służba, służbą ale o wygląd dbać trzeba.
Amerykańska armia zadbała zresztą nie tylko o potrzeby ciała swoich żołnierzy ale też ducha. W Bagram mogą zrobić, przez internet przeróżne kursy i szkolenia m.in. komputerowe, a nawet zapisać się na uniwersytet i do collage,u.
Idziemy dalej. Janusz Walczak, fotograf, z którym przyjechałam, w Afganistanie jest już dziesiąty raz. - Jeszcze rok temu tych budynków nie było – pokazuje mi hangary na obrzeżach bazy, które w przeciwieństwie do reszty miejscowej infrastruktury nie są sklecone z blachy i postawione na ziemi, lecz zbudowane solidnie od fundamentów. Mijamy miejsce, które przypomina wielki plac budowy. Pewnie, nigdzie na świecie nie wzbudziłby najmniejszego zainteresowania, tu jednak plac jest otoczony drutem kolczastym i bardzo dobrze pilnowany. A to wzmaga ciekawość. Co tam jest, bądź będzie? Pewnie jeszcze długo się nie dowiemy.
Oprócz  hangarów w Bagram solidnie zbudowany jest jeszcze szpital wojskowy. To największa  i najlepiej wyposażona tego typu placówka w całym Afganistanie. Zbudowali go Amerykanie. Do tego szpitala trafiają ranni z całego Afganistanu, także Polacy.
Wracamy. - To co, BOB, czyli Bezsensowny Obchód Bazy zaliczony – pytam Walczaka.
- Właściwie tak. Niewiele więcej da się tutaj zobaczyć – stwierdza.  Dlatego, mam nadzieję że jutro uda nam się jednak wylecieć z Bagram...
Lot co prawda jest zaplanowany ale, jak mawiają Afgańczycy, Insz Allach - „Jak Bóg pozwoli".
Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA