fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Premier rządzi partią

Fotorzepa, Rob Robert Gardziński
Donald Tusk hamletyzuje. A Platforma wciąż nie wie, czy będzie partią reform, czy ciepłej wody w kranie – piszą publicyści "Rzeczpospolitej"
Donald Tusk zrobił porządek w PO. Wyniszczył rywalizujące frakcje, pognębił oponentów. Pytanie, jak będzie rządzić, zeszło na drugi plan. Niby zapowiedział na wewnętrznym partyjnym spotkaniu ostry kurs reform. Ale partia nie wie, czy to prawda, czy tylko PR.

Osłabił, ale nie zabił

Ostatnio Tusk komplementował Grzegorza Schetynę – człowieka, którego pozbawił funkcji marszałka i wypchnął niemal na margines. Na poniedziałkowym spotkaniu zarządu mówił, że Schetyna to jego naturalny następca. – Przez chwilę myśleliśmy, że za chwilę padnie propozycja ważnego stanowiska rządowego dla byłego marszałka, ale nic takiego się nie stało – opowiada uczestnik rozmów.
Potem doszło do dogrywki w sześć oczu: Tusk, Schetyna i szykowany na szefa klubu Rafał Grupiński (człowiek z frakcji Schetyny). Premier ciągle był miły: "Skoro jesteś moim naturalnym następcą, to dobrze, żebyś się nie zużywał". Czyli co? Schetyna będzie zwykłym posłem, a na osłodę dostanie stanowisko szefa komisji. Jakiej? To już Tuska nie obchodzi – bo klub ma "ustawiać" Grupiński. Mogą być sprawy zagraniczne, może być cokolwiek innego.
Tusk osłabił, ale nie zabił, być może jutro zmieni zdanie. Dlatego Schetyna nie wie: brać komisję czy nie brać i zaszyć się w tylnych ławach, czekając na szansę.

Żelazny kandydat

Wcześniej w Sali Kolumnowej Sejmu zebrała się śmietanka polityków Platformy – by odebrać poświadczenie wyboru na posła. Rozmawialiśmy z wieloma. Ani jeden nie potrafił  z pewnością powiedzieć, kto będzie w nowym rządzie ani jakie są plany Tuska na najbliższą kadencję. Czy będą ostre reformy, czy PO pozostanie przy polityce ciepłej wody w kranie? – Wie o tym tylko jedna osoba. I jest to Donald Tusk. Choć nawet to nie jest pewne. Premier przecież często się waha, hamletyzuje – usłyszeliśmy.
Tusk ostatnio odciął od wszystkich informacji o tym, co planuje, i wciąż zmienia zdanie. Jeden z kandydatów na ministrów opowiadał: "Fakt, że obiecał mi resort, ale nie wiem, ilu jeszcze osobom obiecał to samo". Trwa więc karuzela. Przykład?
Przedwczoraj Sławomir Nowak był żelaznym kandydatem na ministra sportu. Według naszej wiedzy radził się Mirosława Drzewieckiego, jak prowadzić ministerstwo.
Teraz Nowak został żelaznym kandydatem na ministra infrastruktury, który zreformuje nam koleje.
– Zgodził się? – spytaliśmy wpływowego posła Platformy.
– Nie miał wyjścia – usłyszeliśmy.
Na jaki resort żelaznym kandydatem będzie Nowak jutro?

Miny nam zrzedły

Jeszcze więcej zamieszania było z wyborem szefa klubu. Tusk już dwa tygodnie temu poinformował Rafała Grupińskiego, że rozważa go na to stanowisko. Wycinana przez premiera frakcja Schetyny zareagowała na te wieści gromkim śmiechem: "Niszczy nas i da nam szefa klubu?". Grupiński przez chwilę był obiektem żartów. Tusk się nie śpieszył. Postawił sprawę jasno: szefem klubu nie będzie na pewno Schetyna, a kto będzie, to się zobaczy.
Szukano długo. Wymagania były proste. Sprawny mówca mogący skutecznie walczyć z konkurencją, czyli z Januszem Palikotem czy Leszkiem Millerem. I jednocześnie człowiek uległy – czyli taki, który będzie odpowiadał na telefon z Kancelarii Premiera: "Tak jest!".
Namawiany był Bogdan Zdrojewski. Odmówił – czemu trudno się dziwić – wolał jako szef resortu kultury obcować z malarzami, pisarzami, reżyserami oraz kompozytorami, zamiast słuchać rozkazów przekazywanych mu przez Pawła Grasia czy Tomasza Arabskiego. Odmówił Sławomir Nowak. Według niektórych źródeł próbowano nawet rozmawiać z Krzysztofem Kwiatkowskim – ale i on był na "nie". W końcu propozycję usłyszał Rafał Grupiński.
– Miny nam zrzedły – opowiada polityk bliski Schetynie.
– Grupiński był w absolutnym szoku, że Tusk proponuje mu to na serio, ale się zgodził – mówi nasze źródło w Kancelarii Premiera.

Prezent czy kradzież

Frakcja Schetyny zastanawia się, co zaszło. Czy dostali prezent od Tuska, czy właśnie Tusk podkradł im Grupińskiego. Jeszcze więcej powodów do zastanawiania się ma rywalizująca z nim grupa odchodzącego ministra infrastruktury Cezarego Grabarczyka. Ich lider dostał na otarcie łez stanowisko wicemarszałka, za to Grupiński wolną rękę w rozdawaniu stanowisk w komisjach sejmowych i klubie.
Grabarczyk miał ostatnio sporo czasu, więc mógł obserwować, jak wielu lojalnych członków jego "spółdzielni" maszeruje pod skrzydła Ewy Kopacz. Sama Kopacz – została marszałkiem Sejmu i będzie oddana premierowi, bo ufa mu i uważa za męża stanu. Porządki powoli się kończą. Frakcje zneutralizowane, posłowie  zadowoleni, bo dostali się do Sejmu, a jeśli są niezadowoleni, to wiedzą, że lepiej się z tym nie afiszować.

Analiza fotografii

Przez miesiąc partyjne układanki pochłaniały premiera w całości. – W jego kancelarii długo oglądano zdjęcia z wieczoru wyborczego, na których wszyscy się radują, tylko Grzesiek Schetyna jest jakiś smutny. A może smutnych było więcej? Dlatego fotografie oglądano dokładnie – żartuje członek PO.
Tusk odreagowywał napięcie z końcówki kampanii. Badania opinii wcale nie były kolorowe. Fakt, że tuż przed wyborami pokazywały, iż będzie sukces, ale Tusk do końca nie był pewny. – Jeszcze w wyborczą niedzielę był na etapie lekko histerycznym. W użyciu pojawiło się nawet jego słynne powiedzonko: "Wszystko jest spie..." – opowiada jeden ze współpracowników.
Ogłoszenie wyniku wyborów było wielką ulgą. Tusk poczuł się jak zwycięzca, zmieniał się w oczach i rozpoczął wielkie porządki w partii.

Przycupnąć  i przeczekać

Platforma liczyła, że Tusk po wyborach pojedzie na urlop. Wróci opalony, "doświetlony" i pełen energii. Ale nie wyszło – plany pokrzyżowały szczyty UE poświęcone kryzysowi. Tusk musiał na nich być, bo Polska sprawuje prezydencję. Pracuje więc nieprzerwanie – choć go nie widać. Albo jest w kancelarii, albo w Sopocie. Jeśli z kimś dzieli się przemyśleniami, to ze starymi przyjaciółmi z Kongresu Liberałów: Janem Krzysztofem Bieleckim i Krzysztofem Kilianem. Tyle że ani jeden, ani drugi nie wybiera się do rządu.
– Jeśli więc ktoś myślał, że nowa kadencja zacznie się od hasła: "Wszystkie ręce na pokład i wiosłujemy", to był w błędzie – opowiada polityk PO.
Wszystko toczy się siłą inercji. Ostatnie posiedzenia Rady Ministrów były wyjątkowo krótkie – trwały kilkadziesiąt minut. Z ministrami nikt nie rozmawia o przyszłości. W ministerstwach panuje atmosfera bezwładu i oczekiwania. Na nowych ministrów, na wytyczne, dyspozycje. Oszczędzać? Nie oszczędzać? Brać się za trudne tematy? Skoro nie ma poleceń z góry, to lepiej przycupnąć i przeczekać.
Tak jakby PO przegrała właśnie wybory i  aparat urzędniczy czekał aż przyjdą następcy. Tyle że PO wybory wygrała.

Ich zoo, ich małpy

- W KPRM panuje atmosfera przekładania: "przecież się nie pali, możemy pogadać o tym jutro"  – opowiada jeden z urzędników. Alibi początkowo była prezydencja Polski w UE. Tusk ogłosił nawet, że do jej końca nie będzie zmieniał składu gabinetu. Ale w to nie uwierzyli nawet jego najzagorzalsi zwolennicy. Przecież prezydencja ogranicza się głównie do celebrowania, sprawy konkretne dotyczą kilku resortów, w których i tak ministrowie mają pozostać. Teraz nowym alibi jest Waldemar Pawlak. "Skoro mamy ruszyć z programem reform, to przecież trzeba to przegadać z Waldkiem. Bez Waldka ani rusz" – usłyszeliśmy od wpływowego posła PO. Tyle że Pawlak – zdaje się nie mieć specjalnych ambicji – i tak byłby wdzięczny, gdyby PSL utrzymał stan posiadania.
– Sam Tusk wychodzi z założenia, że jak oddaje resort PSL-owcom, to niech się martwią. "Ich zoo, ich małpy", usłyszeliśmy w kręgach zbliżonych do KPRM. Nie chodzi więc chyba o Waldka, ale o brak pomysłu.

Nawet Jarek się zdziwi

Zdania w sprawie tego, czy jest pomysł na rządzenie w Platformie, są podzielone. Z jednej strony w zeszłym tygodniu na spotkaniu z prezydium klubu Tusk zapowiedział przyspieszenie. – Nawet Jarek się zdziwi – mówił pod adresem posła Jarosława Gowina, który w zeszłej kadencji krytykował ekipę Tuska za brak reform.
Pytanie, czy to prawda, czy jedynie kolejny chwyt piarowski, których premier w zeszłej kadencji zaserwował sporo. Tusk zresztą nie ukrywał, że i PR ma znaczenie. Zapowiedź solidnych reform może poprawić ratingi, czyli ocenę wiarygodności Polski w instytucjach finansowych. To byłby sukces, bo w Europie wiarygodność gospodarek raczej spada, niż się podnosi. Lepszy rating to możliwość sprzedawania obligacji, czyli zapożyczania się na lepszych warunkach. To szansa, że odkleimy łatkę "jednego z krajów Europy Wschodniej", gdzieś między Węgrami a Rumunią, i będziemy przez inwestorów postrzegani jako silna, samodzielna gospodarka. Tak argumentował Tusk.

Na krawędzi

Co chce zrobić szef rządu? Podobno jest zdecydowany, by zająć się ubezpieczeniami rolniczymi, czyli KRUS. Na początek reforma ma objąć bogatszych rolników. Tusk – według naszej wiedzy – jest po słowie z Pawlakiem. PSL nie poprze tego pomysłu, a Tusk sam zorganizuje dla tej ustawy większość w parlamencie. Ma być dokończona reforma emerytur mundurowych, zrównanie wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn. Premier podobno chce się wziąć za przywileje, w tym Kartę nauczyciela. Pytanie tylko, czy zapowiada to serio?
– Dwa tygodnie temu wyglądało, że żadnych reform nie będzie, dziś wygląda na to, że mają być. Co będzie jutro? – opowiada poseł PO. Platforma nie wie więc, czy będzie partią reform, czy ciepłej wody w kranie.
Sytuacja w Europie jest coraz bardziej pesymistyczna. Minister finansów Jacek Rostowski w kuluarowych rozmowach wyraża niepokój o dalsze losy kolejnych zadłużonych krajów i całej strefy euro. Tymczasem krytyczni wobec Tuska członkowie PO zauważyli, że premier podczas spotkania z prezydium klubu nie poruszył bardzo istotnej sprawy. Deficytu budżetowego, narastającego długu publicznego. Perspektywa przekroczenia progu ostrożnościowego jest coraz bardziej realna. Za tym musiałyby pójść rygorystyczne oszczędności.
Tu rząd balansuje na krawędzi. Według ostatnich danych Głównego Urzędu Statystycznego stosunek długu do PKB (czyli dochodu narodowego) wyniósł 54,9 proc., próg ostrożnościowy wynosi 55 proc. Osłabnięcie kursu złotego może zachwiać tą relacją. Co wtedy? Jeden z wpływowych posłów PO wyjaśnił nam to ponurym żartem:
– Nie po to wymienialiśmy szefa GUS, żeby przekraczać jakieś progi.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA