fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Film

Tradycja kontra rynek

Krzysztof Zanussi kieruje studiem filmowym Tor
Fotorzepa, Raf Rafał Guz
Po reorganizacji będą trzy studia filmowe zamiast pięciu. Szefem Kadru został Łukasz Barczyk
Przy Puławskiej 61, gdzie mają swoją siedzibę państwowe studia filmowe, panuje atmosfera niepewności. W małych pokoikach, pełnych plakatów z filmów ostatniego półwiecza, mieści się pięć firm producenckich – Tor Krzysztofa Zanussiego, Zebra Juliusza Machulskiego, Kadr, który po śmierci Jerzego Kawalerowicza przejął Jerzy Kapuściński, Oko Tadeusza Chmielewskiego i osierocona niedawno przez Janusza Morgensterna Perspektywa.
Po reorganizacji mają zostać tylko trzy. Minister Bogdan Zdrojewski podpisał już zarządzenie przekształcające Tor w instytucję kultury. Podobnie jak Kadr, do którego ma zostać przyłączone Oko. Po przejściu do TVP Jerzego Kapuścińskiego od 4 października kieruje nim Łukasz Barczyk. Nie ma jeszcze podpisanej decyzji w sprawie Zebry, ale według korytarzowych plotek i tego, co sam minister zapowiedział podczas inauguracji roku w PWSFTViT – ma do niej zostać dołączona Perspektywa.

Gwarancja jakości

Studia (wcześniej – zespoły) to wspaniała tradycja polskiego kina i ponad pół wieku jego historii. W PRL miały monopol na produkcję filmową. Po transformacji stały się jednymi z wielu producentów. I w czasach komercjalizacji rynku nie splamiły się produkcjami pod publiczkę – znakomite, artystyczne filmy zrobili tu m.in. Krzysztof i Joanna Krauze, Marek Koterski, Jerzy Stuhr, Agnieszka Holland. Debiutowali Borys Lankosz, Jan Komasa czy Magdalena Piekorz.
– Studia są gwarantem jakości. Łatwiej zrobić w nich film temu, kto nie liczy wyłącznie na szybką kasę – uważa Agnieszka Holland.
– Moje „Porno", „Nic śmiesznego", „Dzień świra" powstały w Zebrze, „Baby są jakieś inne" – w Kadrze. Z Puławską kojarzy mi się prestiż i profesjonalizm. Mam tu poczucie pełnej wolności twórczej – twierdzi Marek Koterski.
Jednak te twory epoki PRL nie pasowały do kapitalistycznego rynku. Według nowej ustawy o kinematografii z 2005 roku musiały zmienić swój status do końca 2010 roku. Miały się skomercjalizować, a następnie sprywatyzować albo ulec likwidacji.
We wszystkich tych przypadkach straciłyby autorskie prawa majątkowe do filmów sprzed 1989 roku. Kadr np. przestałby być właścicielem starych obrazów Kawalerowicza, Tor – Różewicza, Zanussiego, Kieślowskiego. Uchwalona w tym roku nowelizacja przedłużyła termin porządkowania spraw studiów do końca 2012 roku, ale wprowadziła też nową możliwość: przekształcenia ich w instytucje kultury. I z niej właśnie ostatnio skorzystano. Jakie są konsekwencje tej decyzji? Wszędzie słyszę zapewnienia, że w funkcjonowaniu studiów niewiele się zmienia. Instytucja kultury ma prawo do finansowego wsparcia państwa, ale – jak mówi mi Danuta Stolarczyk-Lang z Ministerstwa Kultury – studia mogą z niej skorzystać raczej w sytuacji zagrożenia bytu.

Lepsza pozycja

– Nie wymagamy dotowania i zadeklarowaliśmy to w rozmowach w ministerstwie – zapewnia szef produkcji Zebry Wojciech Danowski. – Jesteśmy samowystarczalni.
Status instytucji kultury pozwala studiom zachować wpływy z autorskich praw majątkowych do filmów wyprodukowanych przed 1989 rokiem.
– Studia udowodniły, że potrafią dbać o te zasoby, konsekwentnie je cyfryzując – mówi Maria Pułaska, rzeczniczka prasowa Puławskiej 61. – Dostają na to pieniądze z Narodowego Instytutu Audiowizualnego, Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej czy Ministerstwa Kultury. Połowę kosztów tej operacji muszą jednak pokryć same.
Ale właśnie prawo do zysku ze sprzedaży licencji filmów sprzed transformacji było zawsze kością niezgody między producentami państwowymi i prywatnymi. Zwłaszcza że studia gospodarują nie tylko własnymi tytułami, lecz również tzw. wspólnymi, wyprodukowanymi przez zespoły już nieistniejące. A teraz wpływy będą nawet większe. Do tej pory studia musiały połowę swoich przychodów z tego tytułu odprowadzać do PISF. Instytucja kultury nie ma takiego obowiązku, więc kasę Kadru, Zebry czy Toru będą zasilały całe sumy z autorskich praw majątkowych do starych tytułów. Te dodatkowe zyski nie są porażające, ale – podobnie jak poczucie bezpieczeństwa w chwili kryzysu – będą studia państwowe uprzywilejowywać.
Nie przysparza problemów nałożony na instytucje kultury wymóg edukacji i upowszechniania kultury. – Wszyscy prowadzimy wykłady – mówi Irena Strzałkowska z Toru. – Współpracujemy ze szkołami, klubami filmowymi i rozmaitymi instytucjami w całej Polsce.
Na razie przy Puławskiej trwają prace nad przekształceniami: sporządzane są bilanse ekonomiczne, między Kadrem i Okiem toczą się rozmowy na temat fuzji. Zebra i Perspektywa wciąż czekają na decyzję ministra.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA