fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sylwetki

Będzie fabryka Chevroleta w Europie

AFP
Zwiększamy sprzedaż mimo kryzysu – mówi prezes Chevrolet Europe Wayne Brannon
Rz: Co stoi za szybkim wzrostem sprzedaży Chevroleta w Europie?
Wayne Brannon: Rozbudowa naszej oferty. Ekspansję w Europie rozpoczęliśmy w 2005 r. z modelami, które nie były szczególnie atrakcyjne, obciążeniem były też związki z koreańskim Daewoo. Ale pomogli nam ci, którzy kojarzyli Chevroleta ze znaną amerykańską marką, producentem aut Corvette i Camaro, a nie malutkich sparków czy aveo. Nie przeszkadzało to, że samochody były (i są) produkowane w Korei w dawnych fabrykach Daewoo?
Dzisiaj już nie ma znaczenia to, gdzie auto jest produkowane, ale gdzie zostało zaprojektowane i kim byli inżynierowie, którzy je wymyślili. Rzeczywiście kupiliśmy bankruta Daewoo i zmieniliśmy w GM Korea. Ciężko pracowaliśmy nad wizerunkiem aut produkowanych w Korei i wytłumaczeniem, że chevrolety nie są tym samym co dawne daewoo. Potem GM zdecydował, by to właśnie Chevrolet stał się autem masowym w Europie. Dzisiaj mamy pełną gamę produktów. Nadal zbyt mało osób, rozważając kupno samochodu, myśli o chevrolecie. Nie będziemy więc szczędzić wysiłków ani pieniędzy na to, by ich do tego przekonać. Oczekuję, że za jakieś pięć – sześć lat nasza marka będzie rozpoznawana przez ok. 40 proc. osób. To nie są specjalnie skromne plany? Myślę, że jednak się uda. W Europie sytuacja gospodarcza gwałtownie się pogarsza. Czy takie trudne czasy nie są, paradoksalnie, korzystne dla takiej marki jak Chevrolet? Na razie wiemy tylko, że czasy są inne niż w 2009 r., kiedy w Europie była recesja. Mamy takie rynki, jak chociażby turecki, które rosną szybko. Tam sprzedaż Chevroleta wzrosła w tym roku o 58 proc. Rośnie nasz udział rynkowy w Austrii, Francji, nawet w Niemczech. Oczywiście są i takie rynki, np. grecki, gdzie sprzedaż spadła o ponad 50 proc. Nasze samochody nie są już tak tanie jak dwa – trzy lata temu. Dzisiaj spark kosztuje tyle co toyota aygo czy mały peugeot. W najtrudniejszych czasach dla gospodarki konsumenci najchętniej kupują tańsze auta. Jednak Chevrolet nie ma takich aut. Nie zmienia to faktu, że chcemy zwiększyć udział w rynku, nawet w tych najtrudniejszych czasach. Na razie liczę na 2,5 – 3,5-proc. udział w rynku europejskim. Najtrudniejszy jest wzrost do 5 proc., potem już idzie łatwiej. Moim zadaniem jest sprzedać jak najwięcej aut. Jestem zwykłym salesmanem z Detroit Zgodzi się pan z Japończykami, którzy mówiąc o sukcesie Chevroleta na rynku europejskim, wskazują, że pomogła wam umowa o wolnym handlu Korei z UE? Umowa weszła w życie dopiero w lipcu 2011 r. i  trudno jest mówić o jakimkolwiek bonusie. Ale nie będę ukrywał, że liczymy na to wsparcie. Przy produkcji w Korei dochodzą koszty transportu i ryzyko kursowe, w dodatku koreański won się umocnił w stosunku do walut europejskich. Szefowie GM mówili, że szybko może się okazać, że w Korei wyczerpały się możliwości zwiększenia produkcji i trzeba poszukać nowych okazji w Europie. Obecnie w Korei produkujemy blisko 2 mln aut rocznie. Większość z nich jest eksportowana. Dla GM jest to jedna z kluczowych lokalizacji fabryk. Jeśli rynek będzie rósł, a popyt na chevrolety się zwiększy, trzeba będzie poszukać nowych lokalizacji produkcji. I wiem, że przedstawiciele GM nieustannie podróżują po świecie i szukają miejsca na potencjalne inwestycje. Prezes GM Dan Akerson wskazał, że znalezienie w Europie miejsca do produkcji chevroletów jest na liście spraw do załatwienia. Kiedy się to stanie? To wszystko jest sprawą przyszłości. Naturalnie, że chciałbym, aby droga od fabryki do mojego klienta w Europie się skróciła, chciałbym też zmniejszyć ryzyko kursowe. Ale kiedy to się stanie? Nie wiem. Z tego co pan mówi wynika, że miejscem do produkcji powinien być kraj ze strefy euro? Nie ma takich preferencji. Jak szybko taki projekt może zostać sfinalizowany? Nie jestem zaangażowany w te poszukiwania i plany europejskiej produkcji Chevroleta. Moim zadaniem jest sprzedać jak najwięcej aut. Jestem zwykłym salesmanem z Detroit. To wszystko. Naturalnie pytają mnie, jaka struktura biznesu najbardziej mi odpowiada, jakie auta mają mi dostarczać, ale w sprawie produkcji nie mam nic do powiedzenia. CV Wayne Brannon ma 55 lat. Zanim został prezesem Chevrolet Europe, odpowiadał za sprzedaż i marketing w Europie, Brazylii oraz hiszpańskojęzycznych krajach Ameryki Łacińskiej i Afryce. Pochodzi z Detroit, dyplom MBA zrobił na Michigan State University.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA