fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Media

Czy wyborczy lifting wystarczy

Marek Domagalski
Fotorzepa, Ryszard Waniek Rys Ryszard Waniek
Nie mieliśmy wyników wyborów parlamentarnych w III RP pozwalających tak łatwo przejść do nowej kadencji. Kontynuację na urzędzie premiera też mamy po raz pierwszy. Pytanie, na jak długo ten lifting wystarczy?
O liftingu w rządzie mówił jeszcze przed wyborami Donald Tusk. O ile pamiętam, deklarował pozostawienie pięciu ministrów; o potrzebie liftingu PiS mówiono od dawna, a ostatnie gorączkowe poszukiwania specjalisty od finansów aż nadto odsłaniają słabsze strony tej partii. Ale chyba wszyscy uczestnicy wyborczej batalii, włącznie z faworytami, są najwyraźniej zmęczeni, i chyba nie tylko z powodu kampanii, która była zresztą dosyć łagodna, co raczej czteroletniej wojny polsko-polskiej. Wyjątkowo wcześnie gaszone wczoraj żyrandole w sztabach wyborczych są  wyraźnym tego dowodem.
Ale czy najbardziej nie są zmęczeni wyborcy, którzy codziennie sprawdzają ceny na stacjach benzynowych i w sklepach ?
— Tusk ma przed sobą trzy lata bez wyborów, czyli wolne od presji sondaży, własnego aparatu. Nie ma już żadnego usprawiedliwienia dla „ścibolenia", rezygnacji z  ambitnego programu dla Polski — mówi w „Gazecie Wyborczej", Aleksander Smolar, politolog, prezes Fundacji Batorego.
Jadwiga Sztabińska, zastępca redaktora naczelnego „Dziennika Gazeta Prawna" pisze z kolei: "Okazało się, że Polska w budowie nam nie przeszkadza, bo mamy nadzieję, że wreszcie ta budowa się zakończy. Na to liczymy — dając władzę PO na kolejne cztery lata. Ale te nadzieje są w niewielkiej  grupie społeczeństwa. Szturmu na lokale wyborcze przecież nie było. Nie przekonały nas kampanie. Nie pobudziła sytuacja kryzysowa („W końcu stabilizacja")".
Paweł Lisicki, redaktor naczelny „Rzeczpospolitej", powyborczą sytuację komentuje tak: "Teraz najważniejsze pytanie dotyczy kształtu nowego rządu, jego składu i politycznego zaplecza. I przede wszystkim trwałości. Bo żadne zaklęcia rządowych propagandystów nie zmienią faktu, że Polskę czeka bardzo trudny czas. Kryzys gospodarczy u drzwi („Wyborcy wybaczyli Donaldowi Tuskowi")".
A więc mamy stabilizację z Palikotem, i nie ma w tych słowach ironii, tylko opis. Czy będzie w rządzie, czy tylko dostarczał brakujących koalicji głosów, czy ją podszczypywał, będzie punktem odniesienia dla rządu, o ile utrzyma energię i poparcie.
"Nie sprowadzajmy tych wyborów do incydentu z Palikotem! Ważne jest nie kto będzie ujadał po kątach, ale kto będzie rządził" — mówi Tomasz Kontek w „Fakcie" w rozmowie z Łukaszem Warzechą, który odpowiada: "Niewciągnięcie do rządu Palikota to będzie może jakiś mały plus. Ale już sama jego obecność fatalnie obniży poziom".
Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA