fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Finanse

Emigrant nie wraca z workiem pieniędzy

Angielski i dobra szkoła życia – to plusy wyjazdu według Kamila Bigory, który wrócił już z emigracji. Na zdjęciu Polacy w Londynie podczas marszu na rzecz migrantów w maju 2009 r.
Fotorzepa, Zbigniew Osiowy Zbigniew Osiowy
Polacy pracujący za granicą przywożą zwykle niewielkie oszczędności. I wydają je na konsumpcję
– Największym zaskoczeniem jest odmitologizowanie emigracji jako raju i trampoliny do zawodowego i finansowego sukcesu – mówi „Rz" o wynikach badań Marta Gruszka, kierownik projektu „Kierunek Śląsk". W jego ramach przebadano prawie 18 tys. rodzin ze Śląska, z których w ostatnich latach ktoś wyjechał za granicę oraz tysiąc takich, do których wrócił (tzw. reemigranci).
To część badań prowadzonych przez krakowskie Centrum Doradztwa Strategicznego (obejmują one także dwa inne województwa: dolnośląskie i małopolskie).
– Pokazują one, że emigracja zarobkowa, na jaką stawia większość Polaków, nie przynosi, jak się okazuje, wysokich oszczędności – przyznaje Marta Gruszka.

Spróbować  czegoś nowego

28-letni Kamil Bigora i jego dziewczyna wyjechali z Katowic do Irlandii w kwietniu 2006 r. Oboje byli po technikum fizjoterapii. Jeszcze w Polsce podpisali kontrakt na pracę w irlandzkim ośrodku dla osób starszych.
– Chcieliśmy spróbować czegoś innego – mówi „Rz" Kamil. – Daliśmy sobie rok, zostaliśmy 2,5 roku.
Plusy wyjazdu? – Angielski i dobra szkoła życia. Specjalnie nie oszczędzaliśmy, a udało nam się przywieźć do Polski 30 tys. zł.
Tego rzędu oszczędności od 25 do 50 tys. zł, jak wynika z badań, przywiozło z pracy za granicą 12 proc. mieszkańców Śląska. Jednak największy odsetek, 23 proc. wróciło mając 5 – 10 tys. zł. Te dane jeszcze słabiej wypadają na Dolnym Śląsku. Tam prawie co czwarty nie przywiózł do kraju żadnych oszczędności.
Justyna Frelak, kierownik Programu Migracji i Polityki Rozwojowej w Instytucie Spraw Publicznych, nie jest tym zaskoczona: – Tak właśnie wygląda polska emigracja poakcesyjna. Oszczędności nie są oszałamiające, jak jeszcze np. dziesięć lat temu, kiedy wartość funta była prawie dwa razy większa.
Frelak tłumaczy, że kiedy w Wielkiej Brytanii i Irlandii otworzyły się rynki pracy, w Polsce zabrakło zwykłej kampanii informacyjnej. – Była tylko kampania promująca emigrację, ale nie wyjaśniono, na co mogą liczyć Polacy za granicą. Stąd wiele rozczarowań – podkreśla.

Pomoc  dla rodziny

Oszczędności przywożone do kraju nie są tak duże również dlatego, że migranci na bieżąco wysyłają pieniądze rodzinie w kraju.
Robił to regularnie (zazwyczaj raz w miesiącu 1000 – 2500 zł) co trzeci reemigrant ze Śląska. – Dla 41 proc. tych rodzin było to główne, a często jedyne źródło utrzymania, dla kolejnych 32 proc. bardzo ważne – wskazuje Marta Gruszka.
Rzadziej takie regularne wsparcie przesyłali mieszkańcy Dolnego Śląska i Małopolski. – Być może wynika to z tego, że na Śląsku wciąż żywe są tradycje wyjazdów cyklicznych i raczej krótkookresowych – podkreśla badaczka.
Według danych Narodowego Banku Polskiego w pierwszym kwartale tego roku Polacy pracujący za granicą przesłali do kraju w sumie 835 mln euro. To najmniejsza kwota w ostatnich trzech latach.
Najwięcej Polacy wysłali w trzecim kwartale 2009 r. – 1 mld 153 mln euro.
Jednak zdaniem Marty Gruszki, osób przesyłających pieniądze do kraju może być coraz więcej, bo emigrować będzie więcej osób w średnim wieku, mających rodziny. Część z nich to dzisiejsi 20-, 30-latki, którzy już mają doświadczenia migracyjne i znają języki obce.
– Oni postrzegają wyjazd w kategorii alternatywy: jeśli nie będę mieć pracy w Polsce lub nie będzie ona odpowiadała moim oczekiwaniom, to wyjadę, żeby podreperować domowy budżet – mówi kierownik projektu „Kierunek Śląsk".
Takie doświadczenie ma Jacek Kowalski, 35-latek z Warszawy, specjalista ds. telekomunikacji, który w 2008 r. wyjechał do Niemiec na kontrakt do dużej firmy.
– Byłem sam, bez zobowiązań. Chciałem zmienić pracę, spróbować, poznać świat, sprawdzić się – wspomina. Po roku wrócił. Tylko dlatego, że poznał przyszłą żonę.
Jacek Kowalski na zarobki nie narzekał. A to, jak pokazują badania, dla 80 proc. ankietowanych najważniejszy cel wyjazdów (tylko 10 proc. stawiała sobie za cel edukację, częściej kobiety).
Zwykle przed emigracją mają już konkretny cel, na jaki chcą wydać pieniądze, np. kupno mieszkania.
Jednak okazało się, że na Śląsku największy odsetek – 36 proc. po powrocie wydał oszczędności na bieżące wydatki. 33 proc. na remont lub wyposażenie mieszkania, 20 proc. na samochód. Tylko nieliczni – na rozpoczęcie własnej działalności gospodarczej w kraju.
Jednak okazuje się, że niemałe oszczędności są dla emigrantów największym rozczarowaniem. Jest nim praca poniżej kompetencji i wykształcenia (zdecydowana większość pytanych ma wyższe lub średnie wykształcenie).

Magister  przy zmywaku

Aż 70 proc. z nich pracowało za granicą w niskopłatnych sektorach, głównie jako robotnicy przemysłowi i rzemieślnicy, w usługach i handlu.
Zdaniem Justyny Frelak, wysoki odsetek wykształconych Polaków pracujących na przysłowiowym „zmywaku" jest bardzo niepokojący: – Wiele osób wstydzi się tego i epizodu emigracyjnego nie wpisuje do swojego CV.
Co trzeci badany doświadczył problemu „szklanego sufitu", a więc poczucia, że „za granicą wiele drzwi jest dla Polaków po prostu zamkniętych".
Jeśli nie oszczędności czy satysfakcjonująca praca są kapitałem zdobytym za granicą, to co? Najwięcej migrantów biorących udział w badaniach wskazuje jako zalety wyjazdów: naukę języka obcego, nawiązanie interesujących znajomości, zyskanie „większej pewności siebie".
Jednak emigranci przyznają, że pobyt za granicą pociąga za sobą także szereg negatywnych konsekwencji, np. w życiu osobistym (ujemny wpływ na ich psychikę), rodzinnym oraz zawodowym (utrata orientacji na rynku w Polsce, trudności w znalezieniu pracy po powrocie).
Co prawda ponad połowa przyznała, że wykorzystuje zdobyte na emigracji umiejętności w pracy w Polsce, to co czwarty ocenia, że zagraniczne doświadczenia nie ułatwiają znalezienia pracy w Polsce, a polski pracodawca tego nie docenia.
Poza tym emigracja – co przyznawali respondenci – uczy samodzielności i przedsiębiorczości. Przed wyjazdem jedynie co setny badany Dolnoślązak prowadził swoją firmę, po powrocie – już co dziesiąty.

Dla wszystkich liczy się domowy budżet

Jak Polacy wyglądają na tle innych migrantów poakcesyjnych, np. Łotyszy, Litwinów, Estończyków?
Jak mówi dr Izabela Grabowska-Lusińska z Ośrodka Badań nad Migracjami Uniwersytetu Warszawskiego, z państwach nadbałtyckich wyjeżdża więcej osób, zwłaszcza od 2008 roku. – Powodem był kryzys gospodarczy, który tam nastąpił i odcisnął piętno na emigrantach, których nazywa się dzisiaj emigrantami kryzysowymi – tłumaczy.
Natomiast nie różnią nas powody emigracji. – Podreperowanie domowego budżetu to także główny cel wyjazdu Estończyków, Litwinów, Łotyszy, z tą różnicą, że tam większość migrantów wskazuje jako główny cel spłatę kredytu hipotecznego – zaznacza dr Grabowska-Lusińska. – Polacy najczęściej wyjeżdżali i wyjeżdżają, by zarobić na określony cel: remont, zakup samochodu. Coraz częściej jednak wśród polskich migrantów powrotnych pojawiają się motywy związane z inwestycjami edukacyjnymi i założeniem własnej działalności gospodarczej, co nie pojawia się tak często w badaniach wśród naszych emigrujących bałtyckich sąsiadów.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA