fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sędziowie i sądy

Brak pieniędzy blokuje dostęp do sądów pracy

Na decyzję o skierowaniu sporu na drogę sądową wpływają kwestie finansowe dotyczące kosztów postępowania i obsługi prawnej
W ocenie związkowców nie bez znaczenia dla spadku liczby spraw w sądach pracy było wprowadzenie ustawą z 2005 r. opłat w tych sądach.
– Pracownicy byli przyzwyczajeni, że sprawy toczyły się bezkosztowo, a teraz uiszczenie wpisu może być kłopotem – mówi Marcin Zieleniecki, ekspert NSZZ „Solidarność". – Mam tu na myśli spory dotyczące kwestionowania zasadności wypowiedzenia oraz przywrócenia do pracy. Dla osoby bezrobotnej wpis może być barierą.
Dlatego darmowe i często tak samo skuteczne jak sądowe działania Państwowej Inspekcji Pracy cieszą się popularnością. Do PIP najczęściej trafiają skargi dotyczące wypłaty wynagrodzeń. Ma ona administracyjne metody uzyskania należności w postaci nakazu zapłaty. Inspektorzy są też skuteczni w sprawach o ustalenie stosunku pracy, jeśli ktoś zatrudniony np. na zlecenie jest zainteresowany umową o pracę.
50 tys. zł do tej kwoty roszczenia są wolne od opłat
– Wprowadzenie symbolicznej odpłatności ukróciło pieniactwo. Pracownik musi skalkulować koszty procesu. Jeżeli jest przekonany o sukcesie, to zapłaci. Nie są to kwoty zaporowe. Nie uważam też, by kłopotem był brak pieniędzy na pomoc prawną. Sądy uwzględniają dużą część wniosków o adwokata z urzędu – mówi Jarema Sawiński, sędzia Sądu Okręgowego w Poznaniu.

Dawid z Goliatem

Zdaniem związkowców barierą w kierowaniu spraw do sądów jest nierówna siła stron sporu. Pracodawcy wynajmują drogie i wyspecjalizowane kancelarie, których nie opłacają z własnej kieszeni – koszty pokrywa firma. Pracownik zaś za wszystko musi płacić sam.
30 złotych trzeba zapłacić za apelację i kasację w sprawach z zakresu prawa pracy
Przeciwko świetnym prawnikom staje mały człowieczek, który w razie przegranej musi ponosić wysokie koszty zastępstwa procesowego, bo dobra kancelaria każe sobie słono płacić. Mamy liczne sygnały, że pracownik przegrywa wydawało się ewidentną sprawę i zamiast odzyskać pieniądze, musi jeszcze dopłacać – mówi Andrzej Radzikowski, wiceprzewodniczący OPZZ.
Z tym argumentem nie zgadza się Dorota Rzeźniowiecka, sędzia SO w Łodzi. Jej zdaniem niewielka część pracodawców ma możliwość zaangażowania renomowanego zespołu prawniczego. Twierdzi, że większość firm biorących udział w sporze przed sądem to małe podmioty, których też nie zawsze stać na drogie kancelarie.

Adwokat odmawia

Barierą dla pracowników zamierzających udawać się ze sporem do sądu pracy może być też ograniczone zainteresowanie prawników ich prowadzeniem. – Bez względu bowiem na to, ile czasu trwa sprawa, jak bardzo jest złożona i ile terminów rozpraw się odbyło, adwokat bierze opłatę 60 zł – mówi adwokat Maria Walkiewicz.
W związku z tym nikt nie chce się zajmować sprawami ze stosunku pracy i ubezpieczeń społecznych.
Negatywne nastawienie adwokatów do takich spraw utwierdza też uchwała SN z 24 lutego 2011 r. wpisana jako zasada prawna. Zgodnie z jej treścią, nawet jeżeli ktoś występuje o przywrócenie do pracy i odszkodowanie, to zdaniem SN adwokat tak samo się napracuje przy sprawie o ustalenie istnienia stosunku pracy i nie należą mu się koszty od wartości dochodzonego roszczenia, tylko też 60 zł.
masz pytanie, wyślij e-mail do autora t.zalewski@rp.pl
Czytaj też artykuł:
 
Zobacz więcej w serwisie:
 
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA