fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Euro 2012

Przyznanie Euro 2012 Polsce i Ukrainie wiąże się z kłopotami

Stadion we Lwowie, gdzie 15 listopada ma zostać rozegrany mecz Ukraina – Austria
AFP
Turniej Euro 2012 mógłby być okazją do zbliżenia Lwowa z Polską, ale nie będzie
UEFA powierzała w przeszłości prawo organizacji mistrzostw dwóm krajom. Jednak stosunki między Belgią a Holandią (Euro 2000) czy między Austrią a Szwajcarią (Euro 2008) nie były obarczone historycznymi konfliktami.
Gdy o organizację mundialu w roku 2002 starały się, niezależnie od siebie, Japonia i Korea Południowa, FIFA, kierując się zasadą, że futbol łączy narody, wybrała na gospodarzy obydwa kraje. Nie uszczęśliwiła żadnego, ponieważ w Seulu i Tokio żyła jeszcze pamięć o wojnie, w której Japończycy mordowali Koreańczyków. Ale mundial oba kraje zorganizowały, licytując się, kto zrobi to lepiej. Nikt nie wygrał.

Kłopoty z historią

Komitet Wykonawczy UEFA podjął w sprawie Polski i Ukrainy decyzję z naszego punktu widzenia szczęśliwą, ale dość karkołomną. To będą w praktyce mistrzostwa trzech krajów. Ze Lwowa jest bliżej do Gdańska niż do Doniecka. Wschodniej Ukrainie bliżej do Rosji niż do Lwowa.
Jeszcze przed ogłoszeniem wyboru gospodarza, w Cardiff, Witalij Kliczko powiedział, że gdyby Ukraina złożyła ofertę wspólnie z „braćmi z Rosji", byłoby przyjemniej. Ale Rosja nie chciała, trzeba było zaprosić Polskę, bo jako członek Unii Europejskiej zwiększała ukraińskie szanse na sukces.
UEFA połączyła nas jak FIFA Japonię z Koreą, ale Lwów nie może się w tej sytuacji odnaleźć. Mer Andrij Sadowy jest z innej formacji niż prezydent Wiktor Janukowycz, który w dodatku związany jest z Donieckiem. We Lwowie słychać głosy, że kłopoty miasta z przygotowaniami do Euro 2012 to efekt różnic między politykami. Co innego oficjalne deklaracje o wspólnej ukraińskiej sprawie, jaką jest Euro, a co innego praktyka.
We Lwowie jeżdżą tramwaje, trolejbusy i autobusy, ale na stadion nie można nimi dojechać, bo znajduje się za miastem i ma największe opóźnienie, porównywalne jedynie z Kijowem.
Kiedy dziennikarze sportowi z najlepszych europejskich pism zwiedzali Lwów, słuchali albo nie do końca prawdziwych, albo starannie wyselekcjonowanych informacji. Historia Polski stawała się nagle historią Ukrainy. Na rynku ważniejszy był dom, w którym jedną noc spędził car Piotr I, niż inne, należące do polskich królów.
Obok kościoła Dominikanów znajduje się pomnik Nikifora, przedstawionego jako ukraiński malarz z Łemkowszczyzny, jakby nie miał nic wspólnego z Polską. Obelisk w parku Stryjskim ma upamiętniać początek futbolu ukraińskiego w roku 1894, choć w istocie był to futbol polski. To już oczywiste fałszerstwo historii.
We Lwowie jest aleja Bohaterów UPA, pomnik Stefana Bandery odsłonięto już po przyznaniu nam prawa organizacji Euro. Najwięcej nacjonalistów mieszka właśnie tam. Mówiący po polsku Andrij Sadowy, pytany wielokrotnie o nadanie którejś z lwowskich ulic imienia Kazimierza Górskiego, zawsze zmieniał temat.
Kiedy pytałem jednego z jego zastępców o reaktywowaną Pogoń Lwów, nie bardzo wiedział, o co chodzi. Prezes Pogoni Marek Horbań wylicza listę przeszkód w działalności klubu, a polski konsulat nieoficjalnie to potwierdza. Nie ma czegoś takiego jak polskie ślady we Lwowie, a przecież ktoś to wszystko zbudował.
Słyszeliśmy więc o pochodzeniu austriackim, węgierskim, żydowskim, niemieckim, ormiańskim. A o katedrze łacińskiej nic, bo przecież tam śluby składał król Jan Kazimierz, a nawet w czasach najgłębszej komuny nabożeństwa odbywały się w języku polskim. Szansa na głębsze porozumienie między Lwowem a Polską przy okazji Euro została zaprzepaszczona.

Granica dwóch światów

Barierą jest też to, że ukraińsko-polska granica jest również granicą między Unią Europejską a Wschodem. Nie wybudowano nowej linii kolejowej do Lwowa, nie będzie żadnej nowej ekspresowej drogi z Przemyśla lub Hrebennego. Brakuje woli obydwu stron. Nie ma wciąż jasności, czy kibice obydwu krajów będą mogli przekraczać granicę w sposób bardziej cywilizowany niż dziś, kiedy na przejściach króluje korupcja, a w drodze powrotnej czeka się kilka godzin.
Może prezydencja polska w UE coś pod tym względem zmieni, zniesione też zostaną wizy dla Ukraińców do Polski.

Pomniki mówią

To wszystko nie jest proste. Trochę ze strachu, trochę z powodów politycznych, ekonomicznych, bałaganu organizacyjnego. Wszystko więc wskazuje, że dzięki mistrzostwom Europy wcale nie poznamy Lwowa lepiej. Decyzje zapadają głównie w Kijowie. A tam wciąż przy głównej ulicy Kreszczatik stoi pomnik Włodzimierza Iljicza Lenina. Zdobi on też centralne place w Doniecku i Charkowie, a wszystko to świadczy o mentalności rządzących.
Za to lwowskie pomniki obejrzą mistrzostwa w Polsce. Jan III Sobieski przeniósł się z Wałów Hetmańskich do Gdańska, a Aleksander Fredro sprzed kawiarni Szkockiej do Wrocławia. Przywędrowali tam, gdzie przyjechali też ludzie ze Lwowa i Wilna.
masz pytanie, wyślij e-mail do autora s.szczeplek@rp.pl
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA