fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Film

Nie opuszczaj mnie – film Ewy Stankiewicz

Archiwum
Dobrze, że wreszcie znalazł się dystrybutor, który wprowadził do kin debiutancką fabułę Ewy Stankiewicz (autorki m.in. dokumentu „Solidarni 2010"). Choć „Nie opuszczaj mnie" jest ambitną porażką, zwiastuje duży talent
Telewizyjna dziennikarka (Grochowska) desperacko walczy o przedłużenie życia umierającej w szpitalu matki (Barszczewska). Personel traktuje chorych obojętnie, córka musi żebrać o krew do przetaczania. Błagać o opiekę.
W tym samym czasie na oddziale pojawia się zakonnik (Zieliński), który w zastępstwie za kolegę pełni kapłańską posługę dla chorych. Nie jest jednak dla nich oparciem, bo przechodzi kryzys wiary. Kiedyś był obiecującym sportowcem, później wstąpił do klasztoru. Teraz zastanawia się, czy zadecydowało o tym powołanie, czy uciekł jedynie przed presją oczekiwań. Ma coraz więcej wątpliwości. Zwłaszcza że w jednym ze śmiertelnie chorych pacjentów rozpoznaje byłego trenera (świetny Olbrychski), który nie umie mu wybaczyć dawnej decyzji.
Dziennikarkę i zakonnika połączą chęć ocalenia najbliższych, ale także cierpienie, które – jak sugeruje reżyserka – jest ścieżką zbliżającą ludzi do Boga. Te metafizyczne rozważania mają formę rozbuchanego poetyckiego kolażu, jakby patronami Stankiewicz byli Lynch i Żuławski. W efekcie powstał film pęknięty, w pierwszej części naturalistyczny, w drugiej – gorączkowy, chaotyczny, wręcz bełkotliwy. Jakby reżyserkę zawiodła intuicja.
Dramat, Polska 2010, reż. Ewa Stankiewicz, wyk. Agnieszka Grochowska, Grażyna Barszczewska, Wojciech Zieliński, Daniel Olbrychski
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA