fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sądownictwo

Sąd: co zażywał prezes PiS

Jarosław Kaczyński
Fotorzepa, Mateusz Dąbrowski md Mateusz Dąbrowski
Aby zapytać o zdrowie psychiczne, sąd musi mieć wyraźną podstawę prawną – twierdzi ekspert
Czy prezes PiS korzystał lub nadal korzysta z porad psychologa, neurologa lub psychiatry? Jak nazywają się leki, które przyjmował po 10 kwietnia 2010 r.? Kto mu je przepisał? Czy nadal je przyjmuje – takie pytania sąd zadał Jarosławowi Kaczyńskiemu (o sprawie poinformowało Radio RMF FM).
Chce w ten sposób ustalić, czy stan zdrowia prezesa PiS pozwala mu odpowiadać w cywilnym procesie, jaki wytoczył mu były szef MSWiA Janusz Kaczmarek. W 2008 r. Kaczyński nazwał go „agentem śpiochem".
Zbigniew Ćwiąkalski, były minister sprawiedliwości w rządzie PO, w RMF24.pl tłumaczy, że takie pytania są kluczowe, bo jeżeli Kaczyński „ewentualnie był leczony, to może być sytuacja taka, że on w chwili zdarzenia miał ograniczoną zdolność do rozpoznania znaczenia czynu".
Ale prawnik Marcin Wątrobiński, prowadzący sprawy m.in. przed Trybunałem w Strasburgu, dziwi się takim pytaniom w procesie cywilnym: – Dane wrażliwe są szczególnie chronione w polskim i europejskim prawie. Aby o nie pytać, sąd musi mieć wyraźną podstawę prawną.
Dodaje, że jeżeli sąd uznał za niezbędne zasięgnięcie opinii o stanie zdrowia podejrzanego, winien skierować go na badania do biegłego, a opinię utajnić.
PiS upublicznił odpowiedzi Kaczyńskiego. Ten poinformował, że przyjmował leki zapisane mu przez Wojskowy Instytut Medyczny, zaprzeczył, że zażywa je nadal, i zaznaczył, że nie korzysta z pomocy psychiatry, psychologa ani neurologa.
– Dla wielu Polaków nie jest niczym dziwnym, że po stracie najbliższych zażywają leki uspokajające – uważa rzecznik PiS Adam Hofman.
Jego zdaniem przebieg procesu oraz fakt, iż w tej sprawie sąd występuje z takimi pytaniami, budzą głębokie wątpliwości i pytania o intencje sądu. Nazwał to „dziwną i niespotykaną praktyką".
– Niezrozumiałe jest również, dlaczego pytania sądu znalazły się w rękach dziennikarzy. Niektórym obserwatorom życia publicznego takie działania mogą przypominać historię „szafy Lesiaka" – sądzi Hofman.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA