fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kultura

Operacja na własnym sercu

"Lęk wysokości"
materiały prasowe
Rozmowa z aktorem Marcinem Dorocińskim
Rz: To pana czas: dwa filmy w konkursie, dwie znaczące role.
Marcin Dorociński: Mam w życiu szczęście, bo udało mi się spotkać mądrych, fantastycznych ludzi jak Wojtek Smarzowski, Bartek Konopka, Agata Kulesza czy Krzysztof Stroiński.
Ale też dokonał pan dobrych wyborów.
Czytam scenariusze emocjonalnie. Staram się grać w filmach, które mnie samego poruszają. O te tytuły walczyłem. Brałem udział w castingach, choć bardzo tego nie lubię, bo spinam się.
„Lęk wysokości" to obraz bardzo osobisty.
Kiedy tu, w Gdyni, obejrzałem go po raz pierwszy, poczułem się tak, jakbym oglądał operację na otwartym sercu. Własnym. Film był ważny dla nas wszystkich. Chcieliśmy przekazać najbardziej bolesne emocje związane z rolami ojca i syna. Czasem myślę: jeśli ktokolwiek potem zastanowi się nad swoją sytuacją rodzinną, nad relacjami z rodzicami, warto było.
Tadeusz z „Róży" też musiał być dla pana wyzwaniem.
To człowiek, który przeżył tragedię, a jednak zachował w sobie chęć przetrwania: hart ducha i upór, by żyć i to w zgodzie ze sobą. Trudno grać takiego bohatera. Na planie, gdzie masz wielu przyjaciół, każdy się uśmiecha, a ty nie możesz, bo nosisz w sobie ból.
Jak potem zostawić takie emocje w garderobie i normalnie żyć?
Ja tego nie umiem, zawsze trochę te filmy odchorowuję. Jakby został we mnie wirus. Ale pomagają mi bliscy. A sam chyba nawet lubię tak się czuć. Dlatego ta praca mnie kręci, daje zastrzyk adrenaliny. Najciekawsze są właśnie ekstremalne przeżycia.
-rozmawiała Barbara Hollender
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA