fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Warunki konieczne do rozwoju innowacyjnej gospodarki

materiały prasowe
Przy okazji II Kongresu Innowacyjnej Gospodarki, organizowanego w dniach 6-7 czerwca w Centrum Nauki Kopernik, zrobiłem krótki desk research na temat co mówi się i pisze o szeroko rozumianej innowacyjności w Polsce - pisze Marcin Beme
To co rzuciło mi się w oczy to  dwie rzeczy. Pierwsza z nich to brak osadzenia dyskusji na ten temat w jakiejkolwiek szerszej teorii przedsiębiorczości czy też teorii ekonomii. Mam na myśli, to że mówi się  i pisze o innowacyjności dużo... a raczej mówi się i pisze bardzo dużo o tym, że brak jest w Polsce innowacyjności, czy to na poziomie małych i średnich przedsiębiorstw, dużych przedsiębiorstw, działalności rządowej czy samorządowej, ale nie mówi i nie pisze się czym ta innowacyjność jest, czym nie jest lub czy miałaby być a czym nie.
Czy chodzi o to, że brak jest w Polsce klasycznej edisonowskiej innowacyjności? Takich przedsięwzięć w Polsce faktycznie wydaje się być bardzo niewiele. Pierwsze, które przychodzi mi w tej kategorii do głowy, to firma HTL (największym na świecie producentem nakłuwaczy) stworzona przez pana Andrzeja Czerneckiego. A może jednak chodzi o innowacyjność mierzoną tempem dyfuzji czyli umiejętnością adaptacji najnowszych technologii i rozwiązań z innych rynków na nasz rynek w celu tworzenia nowych biznesów, poprawienia efektywności istniejących itp.? To też miara rozwoju gospodarki oraz jej innowacyjności i z tym jest w Polsce jest znacznie lepiej. Szczególnie w mojej branży (TMT/Internet), gdzie ilość sprawnie i z sukcesem wdrażanych projektów w formule naśladownictwa jest bardzo dużo. A może chodzi o "jakąś" miarę, która ujmowałaby jak wyniki prac badawczych mogą być transferowane do biznesu (patenty??). Ilość patentów w Polsce (272 patenty w 2009 r.) jest obecnie jedna z najniższych w Europie i jesteśmy daleko za Czechami czy Ukrainą. A może chodzi o miarę geograficzną, czyli jak stworzone lokalnie rozwiązania/produkty/usługi pozwolą zarabiać ich twórcom w skali całego świata. A może chodzi o coś jeszcze innego, inny typ lub inną miarę innowacyjności? Najbliższa mi, jako przedsiębiorcy, jest oczywiście ta ostatnia miara, bo jak sadzę każdy z przedsiębiorców chciałby mieć szanse pracować przy produktach, które zmieniają cały świat lub, lepiej, chciałby móc pracować przy projektach, które mogą stworzyć zupełnie nowe rynki.
Drugi element, który rzucił mi się w oczy to brak dyskusji na temat jakie warunki gospodarczo-społeczne są konieczne lub wystarczające do tego, aby innowacyjność mogła się w danej gospodarce rozwijać. Gdybym miał wymienić kilka najważniejszych z takich elementów to jako jeden z podstawowych czynników koniecznych do rozwoju innowacyjności wymieniłbym konieczność obowiązywania w państwie bardzo silnego prawa własności. Trudno sobie wyobrazić kogokolwiek, kto zdecyduje się na poszukiwanie, inwestowanie, rozwój innowacyjnych produktów/usług,  ryzykując, że jego dzieło może mu zostać odebrane (np. Jacek Karpiński, któremu komunistyczne państwo nie pozwoliło na rozwinięcie produkcji najnowocześniejszego na tamte czasy mikrokomputera na świecie). Należy też zwrócić uwagę, że silne prawo własności to również niskie podatki, bo nikt nie chce mieć zbyt dużego przymusowego "udziałowca" w swoim biznesie postaci państwa.
Drugi element który moim zdaniem potrzebny jest w społeczeństwie do rozwoju innowacji to dbałość o wykształcenie... o wykształcenie formalne, ale również to nieformalne. Mam wrażenie, że w Polsce zbyt duży nacisk kładziony jest na wykształcenie formalne w przeciwieństwie do wykształcenia nieformalnego oraz doświadczenia.. Żadna innowacja nie powstaje, jeśli nie jest konfrontowana z rynkiem, potrzebami klientów (tymi obecnymi i/lub tymi które jeszcze nie istnieją), nie będzie zaspokajać realnej potrzeby klientów i to lepiej niż konkurencja. Być może przyczyną niskiego poziomu innowacyjności w Polsce jest to, że stykami się z zagadnieniami, które w bardziej rozwiniętych gospodarkach już zostały dobrze rozpoznane. Nie jesteśmy ani głupsi ani mądrzejsi niż reszta świata, ale po prostu na co dzień poświęcamy czas (zupełnie nieodtwarzalne aktywo), myślimy i rozwiązujemy nie te problemy co trzeba, nie w tej skali i nie z tej perspektywy co trzeba. Dlatego też tak istotna jest wiedza praktyczna, obcowanie ze światem, z ludźmi, szerokie kontakty, wymiana doświadczeń, podróże, relacje międzynarodowe etc. Jeśli z kolei chodzi o wykształcenie formalne to za mało uwagi poświęca się nauce matematyki, fizyki, biologii, chemii i przedmiotom pochodnym -  a przecież to prawdopodobnie w life science, biotechnologii, farmacji, robotyce będzie najwięcej innowacji w nadchodzących dziesięcioleciach. Jako jedną z moich ulubionych inicjatyw w tym zakresie mogę podać bardzo ciekawy przykład firmy/przedsięwzięcia o nazwie "Robo-camp". Są to zajęcia na których dzieci w wieku przedszkolnym uczą się programowania robotów - sprawa moim zdaniem genialna!
Kolejna rzecz niezbędna do sprawnego rozwoju innowacji to rozwinięty rynek finansowy, który będzie umożliwiał opracowywanie, wdrażanie, skalowanie innowacyjnych projektów. Absolutnie nie mam tutaj na myśli finansowania z dotacji UE czy państwowych, mam na myśli zdrowy rynek finansowy, finansowanie innowacji przez prywatne firmy i niezbędny do tego wysoki poziom zaufania. Moim zdaniem tego w Polsce nie ma. Sam Watson oprócz Wallmartu „stworzył" miasto z największą liczbą milionerów na metr kwadratowy, bo kiedyś na początku budowania swojego imperium zwrócił się z prośbą/propozycją inwestycji do najbliższych sąsiadów. Gdyby mieszkał na Warszawskim Mokotowie prawdopodobnie nie powstałby Wallmart bo nie zebrałby w ten sposób żadnych funduszy. Jednym z największych wynalazków w historii ekonomii, rozwoju gospodarki, biznesu, rynków finansowych jest i będzie moim zdaniem "spółka" (polecam "The Company" by XX lub "Company of strangers" by XX). To właśnie mechanizm "spółki" pozwala wdrażać i finansować najróżniejsze przedsięwzięcia w tym te najbardziej ryzykowne i najbardziej innowacyjne. Jest w sumie rzeczą dość niezwykłą, że urzędnik z Australii może zainwestować w spółkę w Polsce, a chiński przedsiębiorca w spółkę w USA.
Jest jeszcze jeden element, który być może wyda się na pierwszy rzut oka odrobinę zabawny. Silicon Valley jest pełna seryjnych przedsiębiorców i innowatorów. Tam są oni bohaterami... gwiazdami pop-kultury. Nie aktorzy, nie piosenkarze, ale właśnie twórcy najbardziej innowacyjnych firm na świecie to najwięksi celebryci. Oczywiście odrobinę przesadzam, ale coś takiego w Polsce jest bardzo potrzebne. To oczywiście zupełnie nie musi tym osobom odpowiadać, ale to tacy ludzie ale to tacy ludzie jak Piotr Wilam (onet.pl, grono.pl, merlin.pl), Michał Brański (o2.pl), Rafał Agnieszczak (fotka.pl), Łukasz Foltyn (gadu-gadu), Krzysztof Pawiński (Maspex), Andrzej Czernecki (HTL), Ryszard Florek (Fakro), Janusz Filipiak (Comarch) i bardzo wielu innych powinni być naszymi celebrytami. To w nich wpatrzeni powinni być młodzi ludzie, żeby wiedzieli, że w Polsce można i trzeba. Żeby mieli odwagę, determinację i wiarę w siebie. Dodatkowo, inicjatywy takie jak np 'Aula Polska' promująca innowacyjność, przedsiębiorczość, rozwój technologicznych przedsięwzięć  powinny mieć sakle razy milion, a organizowane przez Aulę coroczne nagrody za dobre standardy prowadzenie przedsiębiorstw technologicznych (Aulery) powinny być transmitowane przez wszystkie media (te nowe i te stare) i nagłaśniane co najmniej tak jak Oskary. Jest to o tyle ważne, że w Polsce cały czas panuje etos szlachecki – w Polsce szlacheckiej szlachta nigdy nie pracowała a dla pozostałej cześci społeczeństwa praca była karą. Nie mamy kultu pracy we krwi. Bardzo potrzebujemy etosu przedsiębiorcy. Wszędzie... w mediach, w życiu, w literaturze...  na razie mamy z Wokulskiego z "Lalki" i Borowieckiego z "Ziemi obiecanej" – mało.
Jeśli popatrzymy na takie niezbędne czynniki do rozwoju innowacyjności w danej gospodarce z punktu widzenia 'makro' to zabójczy jest deficyt budżetowy i Keynesizm. To najwięksi 'makro' wrogowie innowacyjności. Gdy państwo konkuruje z przedsiębiorcami na rynku finansowym (crowding out) to długookresowo nie wróży nic dobrego. Nic dobrego nie wróży też polityka regulacji. Oczywistym jest, że regulacje prowadzą do złej alokacji zasobów, ale warto zwrócić uwagę, że często źródłem regulacji są sami przedsiębiorcy, którzy w pogoni za rent seeking szukają dróg na skróty starając się budować sztuczne bariery lobbując za takimi lub innymi rozwiązaniami prawnymi (koncesje, dotacje), zamiast koncentrować się na rozwoju innowacyjności – lokalnie pewnie to jest skuteczne, globalnie na pewnie już nie.
Tak czy inaczej Polska jest świetnym krajem do pracy i budowania innowacji i biznesu. Jest tutaj mnóstwo zdolnych ludzi. Rozwój świata i technologii sprawia, że możemy jak nigdy wcześniej odnosić globalne sukcesy. Pytanie jednak czy będzie się nam chciało... czy nie będziemy się bać podejmowania ryzyka i konfrontacji na rynkach światowych. Mam wrażenie, że Polacy często osiadają na laurach bo rozmiar i chłonność naszego lokalnego rynku jest na tyle duża, że pozwala odnieść sukces zawodowy i finansowy lokalnie a z drugiej strony jest za mała żeby automatycznie generować rozwiązania globalne. Wyjście w świat to dalsze wyzwania – świat jest pełen smart guys i musi się nam chcieć powalczyć. Wszystko siedzi w naszych głowach i wierze, ze nie wolno nam narzekać, ale dobrze i konsekwentnie robić swoje. Efekty przyjdą. Przecież Polska ma do czynienia z  gospodarką wolnorynkową raptem lekko ponad 20 lat. To jest  naprawdę za mało żeby wykształcić cały ten eko-system do budowania biznesu i innowacji, o którym piszę powyżej – system edukacji, etos pracy, przedsiębiorcy, business angels, rynek finansowy etc. Mam przed sobą mnóstwo pracy, ale wszystko w naszych rękach.
Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA