fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Notowania

Znowu zawinili Amerykanie

Bloomberg
Piątkowa sesja w Warszawie upłynęła pod dyktando sprzedających. Szanse na odbicie przekreśliły kolejne kiepskie dane makroekonomiczne z USA
Inwestorzy giełdowi przystępowali do piątkowej sesji z mieszanymi uczuciami. Z jednej strony bombardowani byli kolejnymi kiepskimi danymi makroekonomicznymi zza oceanu, z drugiej - poprawiająca się sytuacja techniczna warszawskich indeksów mogła skłaniać do podjęcia ryzyka i kupowania akcji.
Przez pierwszą część notowań pesymiści i optymiści toczyli wyrównaną walkę przy czym angażowane przez nich siły (pieniądze) nie były zbyt wielkie. Skutkowało to niewielkimi wahaniami indeksów, czemu towarzyszyły symboliczne obroty.
Do kupowania akcji nie potrafiły graczy przekonać nawet nieco lepsze od zakładanych, publikowane ok. godz. 10. dane o koniunkturze w europejskim sektorze usług. W zachodniej Europie informacje na ten temat przełożyły się na niewielkie wzrosty. Nasi inwestorzy tymczasem zdawali się przykładać większą wagę do pogorszenia nastrojów na rynkach surowcowych, do czego przyczyniły się informacje o wysokich zapasach ropy w USA. Obawiając się przeceny na rynku ropy pozbywali się w południe firm związanych z sektorem surowcowym.
Kolejna fala wyprzedaży, która tym razem objęła już wszystkie rynki światowe nadeszła po południu i spowodowana była doniesieniami o złej sytuacji na rynku pracy w Stanach Zjednoczonych. Analitycy spodziewali się, że w maju w amerykańskiej gospodarce przybędzie 165 tys. miejsc pracy. Tymczasem okazało się, że przybyło ich ledwie 54 tys., a stopa bezrobocia wzrosła do 9,1 proc. Rynek oczekiwał, że wskaźnik wyniesie 8,9 proc.
Dla większości uczestników rynku komunikat był pretekstem do zamykania pozycji w akcjach. Mocno stracił również dolar. Tąpnięcie na parkietach było gwałtowne i głębokie (wynosiło o ok. 1 proc.). Szybko jednak, na niższych poziomach, uaktywnili się kupujący i po kilkudziesięciu minutach indeksy odrobiły znaczną część strat.
Podobnie zachowywały się również indeksy w Warszawie. Po popołudniowym załamaniu akcjonariusze zaczęli kupować akcje. W efekcie na koniec dnia WIG zatrzymał się na poziomie 49639 pkt., czyli 0,37 proc. niżej niż w czwartek. WIG 20 zniżkował o 0,42 proc., do 2883 pkt. Najmocniej, bo aż o 1,28 proc. do 56,36 pkt. tracił indeks spółek z NewConnect. Obroty przez cały dzień wyniosły 1,07 mld zł, czyli był o blisko 4 proc. większy niż dzień wcześniej.
Bilans tygodnia na GPW nie wygląda jednak najgorzej. Z pięciu sesji trzy (w pierwszej części tygodnia) były wzrostowe co pozwoliło WIG-owi zyskać 0,43 proc. WIG 20 w tym okresie wzrósł o 0,59 proc. oddalając się na bezpieczną odległość od poziomu 2800 - 2810 pkt., którego przełamanie mogło otworzyć przestrzeń do dalszych spadków.
Słaba długa część tygodnia kiepsko rokuje jednak giełdzie w kolejnym tygodniu. Jak na razie giełdy dość skutecznie opierają się fali negatywnych informacji makroekonomicznych, ale należy się liczyć, że w końcu czara goryczy się przeleje i inwestorzy zaczną wycofywać się z rynków zachowując wypracowane zyski. Zawsze oczywiście znajdą się spółki, na których będzie można zarobić (tak jak w piątek na Petrolinveście, który podrożał o 25 proc.), ale pojedyncze firmy nie powstrzymają spadków całych rynków.
Pogorszenie sentymentu wobec rynków finansowych w drugiej części dnia spowodowało osłabienie złotego po południu. Wcześniej nasz pieniądz zyskiwał po 1 - 2 grosze wobec euro czy dolara. Wieczorem za wspólną walutę płacono 3,9540 zł, czyli nieco więcej niż w czwartek. W górę, do 3,2460 zł, poszedł również kurs franka szwajcarskiego. Jedynie dolar tracił na wartości. Był wyceniany na 2,7110 zł.
Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA