fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Janusz Czapiński o PiS Jarosława Kaczyńskiego

Fotorzepa, Raf Rafał Guz
Nie mówiłbym o zagrożeniu totalitaryzmem, gdyby nie świeża pamięć rządów PiS. Emocje z tamtego okresu odżywają we mnie, zwłaszcza że widzę realną możliwość powrotu ugrupowania Kaczyńskiego do władzy – podkreśla psycholog społeczny
Specyficzne wystąpienia Jarosława Kaczyńskiego w trakcie obchodów rocznicy katastrofy smoleńskiej były tylko dopełnieniem jego wcześniejszych przemówień odnośnie do wydarzeń z 10 kwietnia ubiegłego roku. Lider Prawa i Sprawiedliwości od dawna wypowiadał się w duchu narracji spiskowej, a cytowane przez niego słowa z twórczości Herberta w tonie: „ja wiem i wy wiecie" tylko potwierdziły jego osobiste przeświadczenie, że katastrofa Tu-154 nie wydarzyła się przypadkiem.

Totalitarne tony

Przeświadczenie to podzielają również zwolennicy Jarosława Kaczyńskiego, którzy zdominowali obchody na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie. Wprawdzie pod Pałac Prezydencki przychodzili też ci, którzy zwyczajnie chcieli oddać hołd ofiarom katastrofy, przeważali jednak ci, którzy przyszli z transparentami, by zademonstrować swe poglądy. Widziałem tam jedną Polskę – Polskę Kaczyńskiego.
Mimo to spodziewałem się, że lider Prawa i Sprawiedliwości ostudzi negatywne emocje zgromadzenia. Mądry polityk powinien bowiem zastanowić się nad tym, jak w przyszłości, jeśli dojdzie do władzy, będzie odbierany przez społeczeństwo. A wtedy dobre imię prezesa PiS może być tak samo szargane, jak dziś zwolennicy Prawa i Sprawiedliwości szargają imię Donalda Tuska i Bronisława Komorowskiego.
Stało się inaczej. Lider głównej partii opozycyjnej snuł rozważania o tym, że obecny system polityczny się wypaczył, a wybrane władze, z prezydentem na czele, straciły legitymizację i powinny być zdelegalizowane. Niekiedy w wystąpieniach prezesa PiS dało się słyszeć wręcz ton totalitarny. Jarosław Kaczyński zamiast „społeczeństwo" mówił „naród", zamiast „cywilizacja" mówił „historia", a w miejsce tolerancji nie proponował nic prócz uprzedzeń i wykluczenia „nie swoich".
Prezes PiS przyznał wprawdzie, że Polska jest dziś wolna, ale zaraz zapytał: „jaka Polska?". Tym samym sugerował, że Polska należy do rządzących, i to w dodatku nie do tych, co powinni. Możemy się tylko domyślać, że według niego powinien rządzić PiS. Takie wypowiedzi, przyznające prawo do prawdy tylko jednej opcji, przypominają system totalitarny.

Poza narodem

W wypowiedziach prezesa Kaczyńskiego mój niepokój wzbudziło ciągłe podkreślanie wymiaru narodowego. Prezes PiS zdaje się formułować dość ograniczoną definicję narodu, która mnie stawia poza nim. Dlaczego? Bo nie spełniam kryteriów przynależności do narodu polskiego wyznaczonych przez prezesa PiS.
Pod Pałac Prezydencki przychodzili też ci, którzy zwyczajnie chcieli oddać hołd ofiarom katastrofy, przeważali jednak ci, którzy przyszli z transparentami. Widziałem tam jedną Polskę – Polskę Kaczyńskiego
W jego opinii narodem są tylko ci, którzy podzielają wizję PiS na Polskę. Sposób, w jaki Jarosław Kaczyński mówi o patriotyzmie, pozbawia mnie prawa nazywania siebie patriotą, tylko dlatego, że nie podzielam jego wizji państwa i mechanizmów rozwoju kraju. A trzeba zaznaczyć, że lider PiS wyklucza wszystkie możliwości pomyślnego rozwoju naszego kraju inne niż jego własny plan.
Prezes PiS postrzega państwo jako opiekuna z karabinem na plecach. W jego opinii potrzebujemy silnego państwa, które powinno sprawować kontrolę nad wszystkimi wymiarami życia społecznego. Utworzenie przez PiS CBA było tego najlepszym dowodem.
Takie państwo, państwo w stylu laickiego boga, który ma baczenie na wszystko, co się w granicach Polski dzieje, nie jest moim marzeniem. Ja chciałbym państwa silnego instytucjami, które sprawnie funkcjonują, a nie państwa nadużywającego kontroli.

Potencjał PiS

Nie mówiłbym o zagrożeniu totalitaryzmem, gdyby nie świeża pamięć dwóch lat rządów PiS. Emocje z tamtego okresu odżywają we mnie na nowo, zwłaszcza że widzę realną możliwość powrotu ugrupowania Jarosława Kaczyńskiego do władzy.
Jeśli w najbliższych miesiącach nie spadnie inflacja i z portfeli Polaków zacznie ubywać pieniędzy, jeśli nie zmniejszy się wskaźnik bezrobocia wśród absolwentów szkół wyższych, to zdesperowani wyborcy staną się podatni na hasła zmiany systemu politycznego, konstytucji, porządku społecznego, czyli idei IV RP.
Wyniki „Diagnozy społecznej" pokazują bowiem, że charakterystyczny dla Kaczyńskiego i jego ugrupowania sposób myślenia o ładzie społecznym ma zwolenników wśród około połowy dorosłych Polaków. PiS ma więc ogromny potencjał wyborczy. Wprawdzie po dwóch latach rządzenia partia ta straciła wielu wyborców, ale dziś kryją się oni w grupie tych, którzy na pytania ankieterów odpowiadają, że nie pójdą głosować. To oni mogą przesądzić o wygranej Kaczyńskiego w nadchodzących wyborach parlamentarnych.
W Polsce na wybory chętnie chodzą niezadowoleni z rządzących. Jeśli prezesowi PiS uda się podsycić frustrację, to tym samym uaktywni swój potencjalny elektorat.

Rozlewanie ksenofobii

Zwycięstwo PiS oznaczałoby tymczasem wzmocnienie tendencji do zamykania się, do rozwiązywania problemów społecznych na skróty, do ogromnego spadku tolerancji dla wszelkich mniejszości, przy jednoczesnym podkreślaniu konieczności wzrostu roli państwa jako żandarma. Obserwujemy to już we Francji, gdzie prezydent zabrania muzułmankom noszenia burek. Taka nowa fala myślenia, wzrostu narodowej ksenofobii połączonej z przekonaniem, że czyha na nas coś złego, rozlewa się obecnie po całej Europie.
Takie elementy ładu absolutnie mi nie odpowiadają. Problemy naszego kraju nie leżą bowiem w wymiarze ideowym czy kulturowym, ale w tym, że Polacy nie potrafią ze sobą współpracować. Silne państwo, z dużą dozą kontroli, które proponuje Jarosław Kaczyński, na pewno ich tego nie nauczy. Może jedynie zwolnić część Polaków z odpowiedzialności za niechęć do podejmowania współpracy.
Szeroko komentowane zakupy spożywcze prezesa PiS pokazały, że jego ugrupowanie już rozpoczęło kampanię wyborczą. Jej motywem przewodnim będzie zapewne gospodarka i budżety gospodarstw domowych. Jeśli dodamy do tego zamieszanie związane z OFE, to widać, że szanse na zwycięstwo PiS w wyborach rosną. Z tym że jeśli nawet coraz ostrzejszy język lidera PiS odbierze część głosów Platformie, to nie przejdą one na ugrupowanie Kaczyńskiego, ale na trzecią siłę, np. na SLD.
—not. mog
Janusz Czapiński jest profesorem psychologii społecznej, głównym autorem „Diagnozy społecznej 2007". Pracuje w Katedrze Psychologii Społecznej na Wydziale Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA