fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Literatura

Polsko-niemiecki album przypomina to co nas połączyło

materiały prasowe
Wspólna podróż w przeszłość podjęta przez fotoreportera i dziennikarza przypomina nastroje, o których już zapomnieliśmy – pisze Grzegorz Sowula
Niezbyt duża to książka – kilkadziesiąt zdjęć, krótki tekst. Martin Pollack, austriacki dziennikarz i pisarz, wspomina lata zmian ustrojowych i walenia się komunizmu, czego był świadkiem. To komentarz do zdjęć Chrisa Niedenthala, fotoreportera posiadającego talent trafiania w odpowiednie miejsce we właściwym momencie.
Prawdę mówiąc, niełatwo określić, kto kogo komentuje – obaj autorzy prowadzą swoje narracje równolegle, uzupełniają się, dopowiadają. Podczas wspólnej wyprawy do Czechosłowacji w 1992 roku, przed podziałem kraju na dwa niezależne państwa, fotograf kazał zatrzymać się pisarzowi w górach – dostrzegł starca, któremu chciał zrobić zdjęcie, a przy okazji wypytać o zbliżającą się samodzielność. Słowak przypominał, jaką niechęcią otoczeni byli Czesi "lubiący odgrywać panów".
Dla niego wolna Słowacja to coś, na co warto było czekać. I o tym właśnie jest ta książka – o czekaniu, aspiracjach, marzeniach i ich realizacji. Zdjęcia Niedenthala pokazują ludzi, którzy do czegoś dążą. Musimy wprawdzie natężyć wyobraźnię, by dostrzec nadzieję w twarzy młodej szwaczki czy strajkującego tramwajarza, ale – czemu nie? Przecież bez nich nie doszłoby do powstania "Solidarności", wieców na placu Wacława w Pradze, upadku muru berlińskiego.
Pollack, opisując tłumy na praskich ulicach, zauważa, że wyraźnie odczuwało się już "koniec strachu. [...] Ludzie czuli, że kończy się w ich życiu coś, co nie pozwalało im swobodnie oddychać". I to można w zdjęciach Niedenthala bez trudu znaleźć
Pollack wyraźnie mu zazdrości – miał przez dziesięć lat zakaz wjazdu do Polski, ominęły go ważne wydarzenia, pierwsze papieskie wizyty.
Dla dziennikarza jak on zaangażowanego w polskie sprawy to dotkliwy brak w zawodowej biografii. Wyrzuca sobie również inne opuszczenia – w starych notatnikach znajduje zapiski-hasła: głuchy staruszek na placu Wacława, Ukrainiec szukający brata podczas wizyty papieża w Przemyślu.
Żałuje, że nie poszedł ich tropem. "Więcej nie chciałem wtedy wiedzieć – tłumaczy się. – Parę zdań, parę cytatów wystarczyło mi w zupełności". Niepotrzebnie się wini, wyciągnięty z pamięci obraz starego Czecha, który uciekał z demokratycznego wiecu, bo nie mógł usłyszeć przemówień, jest poruszający.
Pełen nadziei raport Ryszarda Kapuścińskiego z początku strajku w lecie 1980 roku komentuje: "Opisany tu nastrój nie trwał długo, wyparował po jakimś czasie, wyparty przez stare uczucia, zachowania, przez nieufność, zazdrość, żądzę władzy, egocentryzm, egoizm i grubiaństwo". Jakże to prawdziwe. I przerażająco smutne.
 
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA