fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Plus Minus

Palenie zabija

Palić zacząłem w sierpniu 1939 roku. Atmosfera była nerwowa. Paliłem 36 lat (do 1975), kiedy po wizycie u lekarza wyrzuciłem z kieszeni wszystkie papierosy i więcej się po nie nie schyliłem.
Jak sobie radzono w czasie okupacji, jakie wtedy były papierosy? Przede wszystkim w ruch poszły maszynki, którymi nabijano tytoń w tutki, najczęściej marki Herbewo. Tytoń, tzw. samosiejka, kupowany był osobno. Lekkie to było, napalić się nie było można. Postacią popularną na ulicy był sprzedawca papierosów. Cały kram miał w walizce zawieszonej na szyi. Wybór był dosyć bogaty.

„Aus welchem Grund ist Juno rund?" (Z jakiego powodu juno są okrągłe?). Były to grube niemieckie papierosy o dziwnym wówczas, dokładnie okrągłym, przekroju. „Aus guten Grund ist Juno rund" – Z dobrego powodu – brzmiała odpowiedź. Były to lekkie papierosy, coś w rodzaju przedwojennych egipskich. Również smak siana miały popularne R6, nieco wytworniejsze. Handlarze skupowali je od niemieckich żołnierzy. Na miejscu, czyli w Generalnej Guberni, produkowano junaki, czyli haudegeny. Ustnikowe, pakowane po 100 sztuk, o ciężkim do strawienia smaku i zapachu. Co tydzień lub dwa obywatel GG otrzymywał setkę junaków i na pociechę pół litra czystej z czerwoną kartką. Neutralizowała machorkowy zapach tytoniu. Były również, robione na wzór przedwojennych, mewy, 100 sztuk w puszce. Lekko aromatyzowane – möve.
No, a w końcu należy wspomnieć o Dunkierce, gdzie Niemcy zdobyli ogromne ilości angielskich papierosów. Przez długi czas paliłem playersy, dość drogie, ale dobre. To samo powtórzyło się po zajęciu Grecji, ale na mniejszą skalę.
W świat transakcji tytoniowych wprowadził mnie „Fajka", rozbitek od „Garłucha". „Garłuch" miał zaatakować i zdobyć lotnisko Okęcie. 2 sierpnia nad ranem do naszej bazy – al. Niepodległości 227 – wślizgnął się ocalały żołnierz z tego zgrupowania. Po nieudanym ataku przeleżał noc w chaszczach koło Okęcia i potem przekradł się do nas.
– Jak mieliście opanować lotnisko? Jaką mieliście broń? Odpowiedzią „Fajki" – w cywilu handlarza papierosami – była potworna warszawska wiącha.
– Żadnej – mruknął. – Nie dowieźli.
A potem „Fajka" bawił nas opowieściami z życia okupacyjnej ulicy. Jedna z ciekawszych anegdot była o dolarach. Bo oprócz papierosów chłopcy handlowali walutą. Raz sprzedali większą ilość dolarów gestapowcom. Błąd, bo były fałszywe. Nazajutrz zajechał mercedes i posiał seriami w grupki handlarzy przed kawiarnią. Nasz „Fajka" ocalał, bo akurat był w toalecie. Jednak papierosy były bezpieczniejsze. Palenie zabija. Mój przyjaciel T.K. twierdzi, że to nieprawda. Stara się już 50 lat. Bez skutku. Okazuje się, że pewniejszym środkiem były w czasie okupacji dolary. Do tego fałszywe.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA