fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sporty zimowe

Kibice poszli w las

AFP
Podczas mistrzostw świata w narciarstwie wokół biegowych tras stoją namioty. Małe, duże, ogrzewane lepiej lub gorzej, ale w każdym zimno, gdy na zewnątrz minus dziesięć
Najwięcej jest ich w Camp Steinalderkeren, bo tu przez środek obozu poprowadzono trasę biegów na 10 i 15 km, a niedaleko jest pętla kończących mistrzostwa wyścigów na 30 i 50 km. Nawet niektórzy biegacze podczas treningów zatrzymują się w tym miejscu i wyciągają aparaty: na zboczu namiot przy namiocie, przy każdym zatknięta norweska flaga, albo i kilka. Za niskimi zagrodami, zbudowanymi jak igloo, ze śnieżnych bloków, stoją paleniska z kotłami, stoliki, głośniki.
Każdy chce rozbić swój namiot jak najbliżej tras, tu też jest rywalizacja. Pierwsi kibice z domami na plecach, czajnikami, skórami renifera i workami drewna na opał byli tutaj już w poniedziałek rano, gdy tylko organizatorzy dali znak, że ciężkie maszyny zrobiły swoje i można wchodzić.
 
 
Tam, gdzie za średnią skocznią Midtstubakken zaczyna się na Holmenkollen gęsty las, miejsce można sobie wybrać właściwie dowolnie. Byle nie bliżej niż 15 metrów od trasy, bo musi zostać przejście dla innych. Poza tym norwescy biegacze skarżyli się, że jak ogniska są za blisko, to im zatyka dech. A kibic w lesie bez ogniska nie wytrzyma. Już prędzej bez ciepłej wody do mycia. – Będziemy podgrzewać, ale przez te kilkanaście dni z myciem nie zamierzam przesadzać – mówi Sven z Kristiansand z południa Norwegii. Przyjechał z żoną i córką, rozstawił tu całą posiadłość. Nie tylko namiot do mieszkania, ale też kilka razy większy do zabawy: w środku jest palenisko, wokół bloczki z siana, na których można usiąść przy piwie i upiec kiełbaski.
Rower, przerobiony na dziwny pojazd z gąsienicą z tyłu i nartą z przodu, podpisany „Szwedzki skuter śnieżny, model 2012" też należy do Svena. Obok roweru stoi stoliczek z jajkami pomalowanymi we flagi Norwegii i Szwecji („Tymi będziemy rzucać w Szwedów, wiecie, że się lubimy, prawda?"). Jest też manekin trzymający po jednej narcie norweskiej i jednej szwedzkiej, przebrany w garnitur w czerwone grochy. Takie jak na koszulce lidera klasyfikacji górskiej w Tour de France. Bo Sven to zawodowiec w kibicowaniu pod namiotem. Jeździ na Tour, był na igrzyskach w Vancouver, zamierza rozbić obóz za trzy lata w Soczi.
 
 
Nie wszyscy wytrzymają tutaj tak długo jak on, aż do końca mistrzostw, do przyszłej niedzieli. Niektórzy przyjadą tylko na najbliższy weekend, bo właśnie kończą się w Norwegii ferie zimowe. Oni rozstawiają skromniejsze zagrody. Skromniejsze, ale i tak przynajmniej z jakąś instalacją do ogrzania, bo nawet w dzień jest teraz w Oslo tak zimno, że Justyna Kowalczyk na każdy trening wybiega owinięta po uszy. A oni muszą tu zostać w nocy, nie można zostawić pustego namiotu i wracać do niego tylko wtedy, kiedy są biegi. To jedna z zasad kempingu na Holmenkollen. Kto chce mieć miejsce z dobrym widokiem, musi wytrwać. Podobno na słomianym materacu, na skórze renifera i w grubym śpiworze jakoś się da. Organizatorzy zapewniają kilka ujęć wody, dostęp do prądu, wielkie ogniska, przy których wieczorami będzie zabawa. I dobrze przygotowane trasy, bo każdy chce tu nie tylko kibicować, ale i pobiegać.
Na górze, przy drodze na małą skocznię, jest wypożyczalnia nart. Szumna nazwa: drewniany stojak, oparte o niego kilkanaście par, każdy może brać, które chce. Zawsze wracają.
 
 
Te leśne pola namiotowe są dla narciarstwa tym, czym dla futbolu i panczenów holenderskie kawalkady camperów. Gdy w Oslo jest Puchar Świata, w lasach Holmenkollen śpi, bawi się i biega na nartach po kilka tysięcy kibiców. Podczas mistrzostw ma ich być kilkanaście tysięcy. Często całe rodziny, z małymi dziećmi. Wybierają namiotowiska, bo tak podpowiada tradycja, serce i kieszeń. Za rozbicie namiotu nie płacą nic, za bilety też, miejsca przy trasach poza stadionem są za darmo. No i można tu wnosić alkohol, a na stadion nie. Oprócz czegoś na rozgrzanie trzeba mieć flagi, dzwonki.
W zamian organizatorzy chcą niewiele: żeby nie śmiecić, nie niszczyć lasu, bawić się dobrze. I krzyczeć nie tylko wtedy, kiedy biegną nasi. Ale wolność to wolność, przymusu nie ma.
Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA