fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Biznes

Zarzuty maklerów: na giełdzie energii manipulowano ceną

Grzegorz Onichimowski, prezes TGE
Fotorzepa, Szymon Łaszewski
KNF sprawdzi transakcje dokonywane na Towarowej Giełdzie Energii w związku z zarzutami manipulowania ceną. Szef TGE zapewnia, że transakcje zawierano prawidłowo
– Decyzja Komisji Nadzoru Finansowego o zbadaniu transakcji jest słuszna, skoro ktoś zgłasza wątpliwości – mówi „Rz” prezes TGE Grzegorz Onichimowski. – Ale w naszej ocenie zarzuty dotyczące manipulowania ceną są nieuzasadnione.
Zapewnił, ze władze giełdy same też przeanalizowały transakcje z listopada 2010 r., ich przebieg, wolumen obrotów oraz zmiany cen, i uznały, że nie doszło do nieprawidłowości.
O manipulowaniu ceną, ustawianiu i „umawianiu” transakcji – jak podała „Gazeta Wyborcza” – mówią traderzy. W ich opinii transakcje zawierano w ciągu kilku sekund, a „żaden makler nie jest w stanie tak szybko zareagować”. Poza tym uważają oni, że spora część organizowanych na giełdzie przetargów jest także „ustawiana między grupami energetycznymi”.
Byłoby to naruszenie prawa energetycznego, bo zapisane w nim zobowiązanie elektrowni do sprzedaży większości produkcji na giełdzie miało zapewnić przejrzystość transakcji i umożliwić określenie rynkowej ceny energii. Wcześniej – czyli przed sierpniem 2010 r. – częste były przypadki transakcji wewnątrz jednego koncernu, czyli między elektrownią i spółką obrotu dostarczającą energię do odbiorców, trudno więc było mówić o rynkowej cenie.
Prezes Onichimowski tłumaczy, że zmiana ceny energii w dniu, w którym transakcje wzbudziły szczególne wątpliwości, była na rynku terminowym minimalna – na koniec dnia wynosiła zaledwie 0,7 proc. Odnotowano najpierw spadek o 80 – 90 gr za 1 MWh przy wycenie ok. 193 zł. Potem jeszcze w czasie aukcji zorganizowanej na zlecenie kupującego nastąpił dalszy spadek. – Tego dnia w transakcjach brało udział dużo firm, a nie dwie wybrane z tej samej grupy energetycznej, jak to sugeruje „GW”, zatem to by znaczyło, że wszystkie musiałyby być w zmowie, co jest nieprawdopodobne – dodaje prezes.
Zdaniem szefa TGE, gdy giełda zaczęła organizować pierwsze aukcje – w sierpniu ubiegłego roku – różnica cen była wyższa i sięgała 1 procentu. – A mimo to nikt nie kwestionował tych transakcji – dodał.
Jeżeli zarzut manipulowania ceną i „ustawiania” transakcji potwierdzi Komisja Nadzoru Finansowego, to będzie to fatalna wiadomość dla całego rynku. Oznaczać będzie bowiem, że cały plan ucywilizowania handlu energią, czyli zlikwidowania nieprzejrzystych transakcji między spółkami wewnątrz tego samego koncernu, się nie powiódł.
W ubiegłym roku przez Towarową Giełdę Energii przeszło (znalazło nabywców) ok. 62 proc. energii wytwarzanej w naszym kraju.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA