fbTrack

Katastrofa smoleńska

Szczątki Tu-154 – skąd wzięły się w brzozie

23 kwietnia w brzozie koło lotniska nie było widać części Tu-154
uczestnicy wyjazdów organizowanych przez ipn katowice
Czy część Tu-154 utkwiła w drzewie po wypadku, czy ktoś wbił ją dużo później?
Ci, którzy przyjeżdżają do Smoleńska uczcić pamięć ofiar katastrofy, pierwsze kroki kierują do kamienia pamiątkowego leżącego w miejscu, gdzie spadł samolot. Kilkadziesiąt metrów dalej rośnie brzoza. Przy niej palą się znicze, pielgrzymki kładą kwiaty, wiążą biało-czerwone wstążki, modlą się.
Pień tego drzewa został zryty przez jeden z elementów rozbitego Tu-154. W brzozie tkwi kawałek części tupolewa.
Teraz pojawiły się wątpliwości, czy kawałek samolotu wbił się w drzewo sam, czy też zrobił to ktoś już po wypadku. Prokurator Andrzej Majcher, szef biura lustracyjnego w katowickim IPN i organizator wyjazdów do Katynia (katowicki oddział Instytutu takie wyjazdy organizuje od trzech lat, głównie dla młodzieży), natrafił na rozbieżności, przeglądając zdjęcia z dwóch wyjazdów. – Przygotowując się do prelekcji dla młodzieży o zbrodni katyńskiej, a przy okazji o wyjazdach na miejsce tragedii, robiłem zestawienie zdjęć z dwóch wyjazdów i zauważyłem, że wbity w brzozę kawał blachy nie znajdował się w tym miejscu 13 dni po katastrofie – opowiada „Rz”. – Najprawdopodobniej został później przez kogoś zainstalowany. Zdjęcie drzewa bez części samolotu pochodzi z 23 kwietnia, gdy na miejscu katastrofy była ekipa śląskich notariuszy oraz trzy osoby z katowickiego IPN. Fragment samolotu jest już na zdjęciach z września. – Dokładnie 12 – 19 września byłem tam m.in. ja z prawie setką uczniów i nauczycieli. Była to dla nich nagroda w konkursie katyńskim – opowiada prokurator Majcher. Brzoza jest charakterystyczna, rozwidla się od pnia. Na zdjęciu z kwietnia widać, że kora jest świeżo uszkodzona. – Pokazywałem to uczestnikom wyjazdów. Byliśmy tym poruszeni, ale nikt nie miał wątpliwości. To samo drzewo, to samo ujęcie – mówi prokurator. We wrześniu z grupą prokuratora Majchera była Zuzanna Kurtyka, wdowa po prezesie IPN Januszu Kurtyce. – Oczywiście, że pamiętam ten fragment wbity w drzewo. Byliśmy przekonani, że stało się to samoistnie – mówi „Rz”. – Jestem zaskoczona, że mogło być inaczej. Ale odbieram tę informację pozytywnie. To nie jest dla mnie próba ingerencji w prawdę, ale forma upamiętnienia tego miejsca. Zakładam, że ktoś, jeśli rzeczywiście to zrobił, to po to, by stworzyć tu miejsce-symbol i by zachować pamięć o tej tragedii. Andriej Jewsiejenkow, przedstawiciel władz w Smoleńsku, zapewnia, że kawałek samolotu jest wbity w brzozie od początku. – Już w dniu katastrofy zauważyliśmy, że ten kawałek tkwi głęboko w drzewie. Podczas poszukiwania i zbierania części maszyny początkowo próbowano go wydostać, ale było to trudne. Żeby go wydobyć, trzeba by drzewo ściąć – mówi „Rz” Jewsiejenkow. – Nie dało się wyciąć tego kawałka samolotu, bo wbił się głęboko w pień. W końcu postanowiono go zostawić tak, jak jest – mówili też „Rz” krewni ofiar katastrofy. Wokół odłamka Tu-154 widać ślady piły, którą najwyraźniej próbowano go wyciąć. Najprawdopodobniej po wycięciu kawałka pnia stał się bardziej widoczny. Masz pytanie, wyślij e-mail do autorki: [mail=i.kacprzak@rp.pl]i.kacprzak@rp.pl[/mail]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL