fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

Polacy zremisowali z Bośnią i Hercegowiną 2:2

ROL
Po Beenhakkerze niewiele zostało. Drużyny narodowej nie mamy, Franciszek Smuda wciąż szuka piłkarzy, ale wiary nie traci
Po Leo Beenhakkerze niewiele zostało, niektórzy piłkarze sami się wyeliminowali, z innych Smuda zrezygnował. Musi szukać lepszych, młodszych, perspektywicznych.
– W każdy weekend oglądam na stadionach dwa – trzy mecze, moi współpracownicy też. Znamy każdego piłkarza ligowego w Polsce – mówi „Rz” selekcjoner po powrocie z Turcji. – Problem polega na tym, że w ekstraklasie gra coraz mniej Polaków, więc wybór jest coraz mniejszy. Ja już mniej więcej wiem, kto znajdzie się w kadrze na mistrzostwa Europy. Już dziś mógłbym podać kilkanaście nazwisk, chociaż nie wymienię na razie żadnego. Ale polska piłka nie kończy się na Euro u nas. Dwa lata później są mistrzostwa świata. A jeśli cudzoziemców w ekstraklasie będzie przybywało w takim tempie jak teraz, to zbudowanie mocnej reprezentacji Polski może być trudne.
Smuda daje szansę uczestnictwa w zgrupowaniach zawodnikom, o których, patrząc na nich w lidze, nigdy byśmy nie pomyśleli, że mogą zagrać w reprezentacji. – To normalne – mówi trener. – Każdy patrzy na piłkę inaczej. Chcę przyjrzeć się niektórym zawodnikom w innym otoczeniu, poznać ich, zobaczyć, jak zachowują się w meczu, na treningach i po zejściu z boiska. To ma znaczenie przy budowie zespołu, który ma się ze sobą rozumieć. Dlatego takie wyjazdy jak ten ostatni do Turcji czy styczniowy do Tajlandii są dla mnie bardzo ważne i jestem z nich zadowolony. W Turcji poznałem lepiej dwóch, trzech, a może czterech nowych graczy, których będziemy obserwować.
[srodtytul]Brożek zrobił swoje[/srodtytul]
Wiadomo, że Smudzie podobali się najbardziej Szymon Pawłowski i Dawid Plizga z Zagłębia Lubin oraz Cezary Wilk z Wisły. Spośród piłkarzy wyróżniających się w lidze zawiódł Ariel Borysiuk, a jeszcze bardziej obrońca Piotr Celeban ze Śląska. Adrian Mierzejewski już dziś mógłby z powodzeniem grać w klubie średniej klasy na Zachodzie. Dwie bramki Pawła Brożka strzelone Bośni i Hercegowinie na trenerze nie wywarły większego wrażenia:
– Paweł zrobił to, co trzeba. Ale musi pracować, żeby wrócić do dawnej formy. Na większości się nie zawiodłem, kilku z nich dostanie powołanie na zgrupowanie w lutym w Portugalii. Zagramy tam składem krajowym z Mołdawią i w najsilniejszym z Norwegią.
Czy można zbudować dobrą reprezentację z przeciętnych zawodników? Bo tylko takich dziś mamy w ekstraklasie, a wielu spośród grających w zagranicznych klubach siedzi na ławkach rezerwowych. – Nie pamiętam, kiedy ostatni raz mieliśmy w reprezentacji prawdziwe gwiazdy, rozpoznawalne na całym świecie i potwierdzające klasę właśnie w drużynie narodowej. Chyba w czasach Bońka. A ponieważ gwiazd nie mamy, musimy być silni zespołowo. Do tego potrzebnych jest dużo meczów z wymagającymi przeciwnikami. Przecież wbijając dziesięć goli San Marino, trudno sobie poprawić samopoczucie. Wolę przegrać z dobrym i się czegoś nauczyć, niż pokonać słabego. Dla mnie wynik nie jest najważniejszy, ale rozumiem kibiców i niecierpliwych dziennikarzy. Liczę jednak na zrozumienie sytuacji.
Osłabiona Bośnia i Hercegowina była przeciwnikiem na naszą miarę. Można powiedzieć, że polska drużyna była czymś w rodzaju Młodej Ekstraklasy w koszulkach z orłem. Jak zwykle Polacy zrobili za dużo błędów w obronie i jak zwykle w ostatnich kilku meczach przeprowadzili sporo ładnych akcji. Tradycyjnie mieli problem ze skutecznością. Paweł Brożek w dobrej sytuacji trafił w słupek, piłkę po strzałach Kamila Grosickiego i Grzegorza Wojtkowiaka wybijali z linii bramkowej obrońcy.
[srodtytul]Afery się skończyły[/srodtytul]
– Proszę zwrócić uwagę, że dziennikarze przestali już nam liczyć minuty bez strzelonej bramki – zauważa Smuda. – I zrobili nie wiadomo jaki problem z tego, że ktoś w protokole meczowym pomylił Czarka Wilka z Jakubem. Wszystko dlatego, że innych afer nie ma. Skończyły się czasy, w których piłkarze powoływani na zgrupowanie kadry mogli bezkarnie pić i bawić się z dziewczynami. Kiedy oceniam ten rok, biorę pod uwagę także i niezwykłą przemianę personalną. Zaczynaliśmy z grupą rutynowanych zawodników, którym nie odbieram zasług, ale którzy już do nowej reprezentacji nie pasują. Teraz buduje się ona wokół Kuby Błaszczykowskiego i Ludo Obraniaka. Jest jedną z najmłodszych w Europie, a będzie jedną z najlepszych. Wierzę w to głęboko i czuję poparcie kibiców. – mówi selekcjoner.
Smuda zawsze czuł to poparcie, bo w większości klubów, z którymi pracował, osiągał sukcesy. Tyle że w Widzewie, Legii, Zagłębiu Lubin czy Lechu niemal wszystko zależało od niego. Jako trener reprezentacji jest zdany na pracę innych. Po liczeniu minut bez bramki, meczów bez zwycięstwa i pytaniach, czy Smuda powinien zostać czy odejść, teraz częściej zadajemy inne pytanie: Czy Smuda zdąży i jaką drużynę przedstawi nam za rok?
Jest zgoda co do tego, że trener sprawdzał niemal wszystkich najlepszych polskich zawodników. Ponieważ większość meczów z ich udziałem była nieudana, kibicom wolno mieć wątpliwości. Dobrze, że chociaż trener jest optymistą.
[i]Masz pytanie, wyślij e-mail do autora:
[mail=s.szczeplek@rp.pl]s.szczeplek@rp.pl[/mail][/i]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA