Plus Minus

Rozmowa z Martą Herling-Grudzińskńą o jej ojcu

Fotorzepa, Radek Pasterski RP Radek Pasterski
Z Martą Herling-Grudzińską rozmawia Krzysztof Masłoń
[b]Rz: W 1949 roku pani ojciec, Gustaw Herling-Grudziński, pytany w ankiecie londyńskich „Wiadomości” o młodzieńcze hobby odpowiedział, że interesował się „w niższych klasach – filatelistyką, piłką nożną i kinem. W wyższych – literaturą, komunizmem, zagadnieniami religijnymi, rybołówstwem i sportami wodnymi. Po kolei rozstawałem się ze wszystkimi zainteresowaniami, z wyjątkiem literatury”. Naprawdę nic więcej go nie ciekawiło?[/b]

[b]Marta Herling-Grudzińska:[/b] Miał wiele zainteresowań czy wręcz pasji – takich jak polityka, sztuka, podróżowanie. Kochał podróże, cieszył się na każdy wyjazd. Pamiętam, jak jeździłam z ojcem po Włoszech, odkrywając z nim razem rozmaite małe mieściny, które uwielbiał. A z wymienionych przez pana hobby najsilniejszym i najdłużej trwającym było... rybołówstwo. Ojciec bardzo żałował, że w Neapolu nie miał warunków do jego uprawiania. Ale zapamiętałam go przede wszystkim jako człowieka oddanego bez reszty literaturze i pisarstwu, czyli to, co powiedział „Wiadomościom”, było zgodne z prawdą.

[b]Kiedy zorientowała się pani, że jest córką pisarza mającego wyjątkową pozycję, ale w piśmiennictwie pani nieznanym – w literaturze polskiej?[/b]

Ojciec nie nauczył mnie polskiego. Kiedy więc, mając siedem – dziewięć lat, wchodziłam do jego gabinetu i widziałam te wszystkie książki, których nawet tytułów nie byłam w stanie przeczytać, byłam bezradna, bo stawałam przed czymś, czego nie potrafiłam ogarnąć czy choćby pojąć. Pierwszą książką ojca, którą przeczytałam – oczywiście, we włoskim tłumaczeniu – był „Inny świat”. To było dla mnie wielkie odkrycie, niczym objawienie. Nie tylko ze względu na zawarte tam świadectwo tego, co ojciec przeżył, ale i z uwagi na same walory literackie. I to był ten moment, który pokazał mi ojca jako wielkiego pisarza.
[b]Dziś w naszym kraju przeciętny inteligent zapytany o Benedetta Crocego powie co najwyżej: „Aha, to był teść Herlinga-Grudzińskiego”. We Włoszech, jak się zdaje, było odwrotnie i pani ojciec funkcjonował tam jako zięć słynnego teścia. Jak sobie z tym radził?[/b] I Benedetto Croce, i Gustaw Herling-Grudziński to wybitne osobowości, uznawane z uwagi na swoje i tylko swoje zasługi. Ojciec już za młodu czytał dzieła Crocego i był jego wielkim miłośnikiem. W latach 30. przeczytał przetłumaczoną na język polski „Estetykę” i brał udział w dyskusji zorganizowanej w Polsce zaraz przed wybuchem wojny nad „Historią Europy” Crocego. Osobiście poznał mego dziadka w czasie wojny, w Sorrento. Ojciec, żołnierz armii Andersa, przebywał tam wtedy na rekonwalescencji po hospitalizacji, przed bitwą o Monte Cassino, a zrządzeniem losu znalazł się w tej miejscowości również Benedetto Croce z rodziną. To było jedyne spotkanie między nimi, ale z Croce przez całe życie ojciec prowadził dialog intelektualny, bardzo głęboki i otwarty, stanowiący konfrontację poglądów dwóch wybitnych przedstawicieli liberalnych tradycji XX wieku. Muszę powiedzieć, że osoba Crocego nigdy nie była dla ojca jakimś uwarunkowaniem. Był na tyle silny i niezależny, by nikomu nie pozwolić narzucić sobie zdania. Natomiast Benedetto Croce wyraźnie inspirował wiele pism ojca, od pierwszego opowiadania „Książę Niezłomny” po niedokończone ostatnie opowiadanie „Wiek biblijny i śmierć” przygotowane trzy lata temu do druku w Wydawnictwie Literackim przez Włodzimierza Boleckiego.
[b]Czy ojciec dzielił się z panią, z rodziną wspomnieniami ze swoich najtrudniejszych lat: z sowieckiego łagru, z walk II Korpusu?[/b] To było niewyobrażalne, żeby ojciec rozmawiał z nami o swoich doświadczeniach wojennych, przede wszystkim tych z gułagu. Zamykał je w sobie, nie dzielił się nimi z nikim, nie tylko z rodziną. Mam wrażenie, że wszystko, co miał na ten temat do powiedzenia, zawarł na kartach „Innego świata”. Zaczął o tym mówić bardzo późno, przy okazji dyskusji, jakie prowadził z Włodzimierzem Boleckim, między innymi o tej książce. I wtedy powrócił do przeżyć wojennych. Chyba z nikim innym już o tym nie rozmawiał; sądzę, że uważał ten temat za wyczerpany, a przecież na pewno był dla niego bolesny. [b]Czy ta dyskrecja obejmowała również sprawy osobiste? Kiedy, na przykład, dowiedziała się pani o samobójczej śmierci jego pierwszej żony?[/b] Ojciec niewiele mówił o swoim życiu osobistym, rodzinnym, także przedwojennym. Tego, co o tym wiem, dowiedziałam się dopiero w 1979 roku, kiedy przyjechałam do Polski i mieszkałam u swojej cioci, siostry ojca, Łucji Herling Grudzińskiej-Utnik. To ona opowiedziała mi o jego prywatnym życiu, także o tragicznej śmierci pierwszej żony – Krystyny. Tę prywatność ojciec przechowywał głęboko w swoim sercu i absolutnie nie chciał czy nie był w stanie dzielić się nią. To zamykanie się ojca wynikało prawdopodobnie z ogromnego cierpienia, jakiego doświadczył w życiu. I mam wrażenie, że milcząc o tym, co bolesne, chciał nas oddzielić, uchronić od zła tego świata. [b]Ojciec pani nerwowo zareagował na opublikowanie, w kalendarium jego życia i twórczości, informacji o jego żydowskim pochodzeniu. Dlaczego nie chciał tego ujawnić?[/b] To sprawa skomplikowana. Nie wiem, czy jestem właściwą osobą, która mogłaby ją wyjaśnić. Na pewno ojciec nie chciał niczego ukrywać, nie uznawał tego za ważne i być może jedynie zależało mu, by ten fakt podany został do publicznej wiadomości w inny sposób, w innych okolicznościach i przez niego samego. Ojciec pochodził z rodziny żydowskiej, ale mocno spolonizowanej – to też z pewnością miało znaczenie. Miał pełną świadomość swojego pochodzenia – jak pisał w znanym mi komentarzu skierowanym do Zdzisława Kudelskiego, który informacje tę zamieścił. A świadomość ta, razem z głęboką wrażliwością na tematy żydowskie, jest obecna w jego pismach, także w niektórych tekstach, które właśnie teraz ukazują się w drugim tomie „Dzieł zebranych”, obejmującym recenzje, szkice i rozprawy literackie z lat 1947 – 1956. [b]Czy przypadkiem w dzieciństwie nie chciała pani – wnuczka sławnego filozofa, córka wielkiego pisarza – mieć innej rodziny? Żeby tatuś był, na przykład, murarzem czy lotnikiem, a w domu było nieco mniej książek?[/b] Zawarł pan w tym pytaniu istotny problem konfrontowania się w domu z wielką osobowością. To prawda, były chwile, w których z mamą czułyśmy potrzebę zwyczajnego, naturalnego życia, bo przebywanie z taką osobą jak ojciec wymagało od nas stałego, dużego zaangażowania. Nie mogę jednak powiedzieć, że brakowało mi tej zwykłej codzienności, tym bardziej że ojciec lubił proste rzeczy: dobrą kuchnię, życie towarzyskie, rozmowy o najbardziej normalnych naszych sprawach i rzeczach. [b]W Polsce dość powszechnie do pani ojca przyznaje się szeroko pojęta prawica, choć niejednokrotnie akcentował on światopogląd, jeśli już, to raczej lewicowy, socjalistyczny. Jak to pogodzić?[/b] Ojciec wielokrotnie przedstawiał swój światopogląd, co dokumentuje też drugi tom „Dzieł zebranych”. Miał wielką wrażliwość społeczną, pisał więc często o literaturze ludowej. Bardzo bliski był mu włoski pisarz Ignazio Silone, właśnie liberał o sympatiach socjalistycznych. Ta wrażliwość ojca niedaleka była poglądom tego autora, czego ślady znaleźć można w rocznikach czasopisma „Tempo Presente”, z którym ojciec współpracował w latach 1955 – 1968. To czasopismo gromadziło wokół siebie środowisko laicko-liberalne i ojciec tam się odnalazł, obok takich ludzi jak Silone czy Chiaromonte. Poza tym był osobistością bardzo niezależną i nie przypuszczam, by identyfikował się z jakąś partią. Z pewnością nie chciałby, żeby przylepiano mu jakąkolwiek etykietę. Sam z siebie po prawej stronie sceny politycznej na pewno się nie widział, choć jego liberalizm był niesłychanie krytyczny. [b]Drugi tom „Dzieł zebranych” Gustawa Herlinga-Grudzińskiego pokazuje go z innej, mniej znanej strony – jako bardzo ciekawego interpretatora literatury, krytyka i eseistę. W Polsce postrzegany był jednak przez lata głównie jako autor „Innego świata” i „Dziennika pisanego nocą”. Tymczasem był autorem wielu znakomitych opowiadań, do których przykładał dużą wagę. Myślę nawet, że może wolałby być odbierany jako ich twórca niż swoich sztandarowych, bardziej wyrazistych politycznie dzieł.[/b] Opowiadania ojca, czasem ich fragmenty czy zarysy, wplecione są w „Dziennik pisany nocą”, tak że trudno dzielić jego dzieła na kategorie czy gatunki literackie bardziej i mniej artystyczne. Razem z publicystyką, ze świadectwami dawanymi przez ojca tworzą one jedną całość. Kiedy w Czytelniku w latach 90. zaczęły się ukazywać jego „Pisma zebrane”, został on na nowo odkryty i od tej pory w świadomości społecznej nie jest on już na pewno li tylko autorem „Innego świata”, choć to z pewnością książka wyjątkowa. Obecna edycja „Dzieł zebranych” z bogatym aparatem krytycznym i bibliograficznym stanowi następny i najbardziej znaczący krok w odkrywaniu nieznanego dotąd Gustawa Herlinga-Grudzińskiego. Publikacja ta przede wszystkim wzbogaci wiedzę czytelniczą o moim ojcu nie tylko jako pisarzu, eseiście i publicyście, ale i o świadku epoki, patriocie, obywatelu.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL