fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Spór o in vitro

MEN gani szkoły za brak doświadczeń

Eksperymenty w większości gimnazjów wykonuje się zaledwie raz – trzy razy w roku – wynika z analiz MEN
Fotorzepa, Seweryn Sołtys
Nauczyciele wciąż przekazują encyklopedyczną wiedzę – wynika z raportu MEN
"Rz" dotarła do raportu Ministerstwa Edukacji z wprowadzania do szkół nowych programów nauczania. Wnioski? Doświadczenia i zajęcia, które zmuszają uczniów do aktywności, są rzadkością.
Nowe programy, które obowiązują od 2009 r. (według nich uczą się przedszkolaki oraz obecne pierwsze i drugie klasy podstawówek i gimnazjów), miały sprawić, że nauczyciele w większym stopniu będą wykorzystywać metody sprzyjające uczeniu wykorzystywania umiejętności i wiedzy.
– Po raz pierwszy w podstawie programowej znalazły się zalecenia, by wykorzystywać metody aktywizujące uczniów. Z wielu badań wynikało, że w szkole przeprowadza się za mało doświadczeń i obserwacji. Chcieliśmy sprawdzić, jak nauczyciele stosują te zalecania – wyjaśnia Krystyna Szumilas, wiceminister edukacji.
[srodtytul]Stare nawyki[/srodtytul]
MEN zbadał po 10 proc. przedszkoli, podstawówek i gimnazjów. Okazało się, że zwłaszcza w gimnazjach nauczyciele niechętnie odchodzą od starych nawyków.
Na biologii w ok. 400 gimnazjach (z przebadanych ponad 600) zajęcia z mikroskopem albo doświadczenia zdarzyły się jeden raz – trzy razy w roku. Obserwacji w terenie nie było w 274 gimnazjach.
Na geografii uczniowie większości placówek przeciętnie raz – trzy razy w roku mieli okazję przeprowadzić obserwację poza szkołą. Na chemii tylko w czterech badanych gimnazjach eksperymenty przeprowadzano na każdej lekcji. Również nauczanie fizyki rzadko odbywało się z wykorzystaniem doświadczenia, mimo że MEN zaleca, by na fizyce wykonać co najmniej 14 doświadczeń, z czego połowę powinni zrobić sami uczniowie.
– Lepiej pamiętamy i rozumiemy to, co robimy samodzielnie. Uczeń, przeprowadzając doświadczenie, nie tylko słucha, ale też wykonuje konkretne czynności, musi je analizować i wyciągać wnioski. To najlepszy sposób nauki – mówi Szumilas.
Czemu nauczyciele nie stosują się do zaleceń MEN? Joanna Berdzik, dyrektor Ośrodka Rozwoju Edukacji: – Przyczyną mogą być nawyki. Dotąd programy wymuszały przekazywanie uczniom encyklopedycznej wiedzy. A to znów powodowało, że nauczyciele nie stosowali na lekcjach np. pracy w grupach, nie prowadzili zajęć, podczas których uczniowie muszą sami rozwiązać jakiś problem.
Według Berdzik nauczycielom trudno przekazać uczniom odpowiedzialność za to, co dzieje się na lekcji. – Wolą sami nad tym panować, nawet za cenę tego, że nauczyciel z podręcznika czyta, jak przebiega doświadczenie – mówi.
Dyrektorzy badanych gimnazjów twierdzili, że doświadczeń nie ma, bo brak w szkole pracowni i sprzętu.
[srodtytul]Gdzie laboratoria?[/srodtytul]
– Kiedyś w szkołach kwitły pracownie fizyczne. Teraz są puste. Na każdej ławce na biologii stał mikroskop. Teraz uczniów się tylko tresuje jak małpki bez zrozumienia, bez dotyku, a przecież poza wzrokiem mamy jeszcze inne zmysły, których się nie wykorzystuje w edukacji – mówi Marek Golka, fizyk z Gimnazjum nr 5 w Radomiu.
Dodaje, że przez lata program był tak przeładowany, że nie było czasu na prowadzenie doświadczeń i szkoły spisały na straty całe wyposażenie pracowni. – W mojej szkole, nie mając pieniędzy na pomoce, zbudowaliśmy laboratorium fizyczne z odnalezionych w piwnicy sprzętów – opowiada.
Grzegorz Lorek, nauczyciel biologii z I LO w Lesznie: – Mnie nie są potrzebne mikroskopy czy zestaw do izolowania DNA, bo sami uczniowie powiedzą, że zawracam im tym głowę, a tego nie ma na egzaminie gimnazjalnym czy maturalnym. Dopóki będą się liczyć procenty z testów, nic się nie zmieni – uważa. Obaj nauczyciele dodają, że przyszłych pedagogów na studiach nie uczy się, jak przeprowadzać w szkole doświadczenia.
Wiceminister Szumilas zapewnia, że MEN razem z resortem nauki przygotowuje zmiany w kształceniu. A badanie metod nauczania zostanie powtórzone. – Szkoła nie zmieni się z dnia na dzień. Powiedzieliśmy, co jest ważne. Przeprowadzenie tego badania to również danie wyraźnego sygnału nauczycielom, na co będziemy zwracać uwagę w przyszłości, oceniając pracę szkoły – mówi Szumilas. – Ten materiał umożliwi porównywanie zmian. Potwierdził również nasze przypuszczenia, że należało w podstawie programowej wpisać nie tylko treści, jakie powinien opanować uczeń, ale również wskazać, jakimi metodami pracować, by uzyskać jak najlepsze rezultaty.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA