fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sylwetki

Magia nazwiska, stracone miliony?

Marek Zuber uważa, że przedstawiał ryzyko inwestycji. Innego zdania są biznesmeni, którzy stracili na jego radach
Fotorzepa, Robert Gardziński Robert Gardziński
To znana osoba. Nie budziła wątpliwości. Zaufaliśmy jej – mówią osoby, które czują się oszukane przez Marka Zubera i jego partnera z firmy Dexus Partners. Były szef doradców ekonomicznych Kazimierza Marcinkiewicza odpowiada, że nikogo do inwestycji nie namawiał
Marek Zuber i jego wspólnik w firmie doradczej Dexus Partners Adam Filipowski zarobili ogromne pieniądze na transakcjach, w których doradzali bogatym Polakom. Ich klienci natomiast kupując obligacje czy akcje stracili co najmniej kilka milionów złotych z zainwestowanych kilkunastu.
Dziś poszkodowani mówią, że nakłaniając ich do inwestycji wspólnicy z Dexusa nie martwili się o to, czy klienci zarobią, a dbali jedynie o własne prowizje lub udziały w spółkach. Choć mieli obiecywać, że na każdej inwestycji osoby wykładające pieniądze pomnożą je nawet kilkukrotnie.
Marek Zuber, prezes Dexus Partners, w rozmowie z „Rzeczpospolitą” przyznaje, że prezentował klientom różne oferty.
– Osobom, które wyrażały chęć zainwestowania, gdy pojawi się coś ciekawego, prezentowaliśmy różne możliwości –mówi. Ale jak zapewnia, że decyzje podejmowali klienci.
– Do niczego nie namawialiśmy. Na spotkaniu na pytanie, czy spółka jest fajna, odpowiadaliśmy, że z dokumentów wynika, że tak, i że ma perspektywy. Nigdy nie mówiliśmy, że to inwestycja pewna. Pokazywaliśmy ryzyka – podkreśla Zuber.
Uważa, że jego „winą” może być tylko to, że nie przewidział kryzysu finansowego w tej skali, w jakiej miał on miejsce.
[srodtytul]Śledztwa prokuratury[/srodtytul]
W marcu tego roku do prokuratur wpłynęły dwa zawiadomienia o podejrzeniu popełnieniu przestępstwa przez Marka Zubera oraz Adama Filipowskiego. W maju podobne trafiło także do Centralnego Biura Śledczego (CBŚ).
Złożyli je biznesmeni, którzy czują się poszkodowani przez partnerów z firmy Dexus Partners. Dotyczą one niekorzystnego rozporządzania ich mieniem oraz osiągania przez partnerów z Dexusa korzyści majątkowych. Jedną sprawą zajęła się właśnie Prokuratura Rejonowa Kraków Śródmieście Wschód.
– Trwają czynności sprawdzające. Na początku sierpnia zapadnie decyzja, czy zostanie wszczęte postępowanie – mówi „Rz” Bogusława Marcinkowska z Prokuratury Okręgowej w Krakowie.
Dwa kolejne powiadomienia – także te, które otrzymało CBŚ – bada Prokuratura Rejonowa w Pszczynie. Jak mówi Izabela Stolarczyk, zastępca prokuratora rejonowego, właśnie wystąpili o uzupełniające przesłuchanie osób. Decyzja o wszczęciu postępowania w tej sprawie także jeszcze nie zapadła.
Jak wynika z naszych informacji, to nie pierwsze wnioski dotyczące Dexusa, które trafiły do prokuratury. Na początku tego roku Prokuratura Rejonowa Warszawa-Ochota umorzyła postępowanie w sprawie namawiania do zakupu akcji spółek i manipulowania kursem akcji w celu utrzymania go na niskim poziomie.
[srodtytul]Pośrednik Aegona[/srodtytul]
Pierwszą inwestycją, do której namówił nas Zuber, były fundusze akcyjne Aegon, które kupiliśmy w sierpniu 2007 roku – mówią jego klienci, którzy chcą pozostać anonimowi.
Aegon to duża holenderska grupa ubezpieczeniowa, która prowadzi działalność w wielu krajach, w tym w Polsce.
Jak można przeczytać na stronie internetowej Dexus Partners, Adam Filipowski, poprzez FDI Filipowski, od 2003 roku współpracuje z Aegonem. Pośrednikiem ubezpieczyciela jest także Dexus.
– Filipowski pracuje z nami od lat. Po połączeniu sił z Markiem Zuberem liczyliśmy, że znana osoba przyciągnie klientów, ale ta współpraca nie dała żadnej wartości dodanej – tłumaczy Marek Fereniec, wiceprezes Aegon Towarzystwo Ubezpieczeń na Życie.
Zarówno FDI Filipowski, jak i później Dexus specjalizowali się w umowach jednorazowych, czyli takich, w których klient raz wpłaca dużą kwotę.
Według naszych informatorów za pośrednictwo Zuber i Filipowski otrzymali z Aegon prowizję za pozyskanie klienta (w przypadku wpłaty jednorazowej może ona dojść do 10 proc. zainwestowanej przez klientów kwoty). Dodatkowo podpisali umowę z naszymi rozmówcami, że 10 proc. zysku z ich inwestycji trafi do nich.
Marek Zuber jeszcze do czerwca tego roku zasiadał również w radzie nadzorczej Aegon Powszechnego Towarzystwa Emerytalnego.
Moment inwestycji w fundusze akcyjne nie był najlepszy. Był to początek spadków indeksów giełdowych. Jak mówią rozmówcy, Zuber jeszcze na początku 2008 roku zachęcał ich by nie wychodzili z funduszy akcyjnych. Dopiero w lutym lub marcu 2008 roku przeniósł ich, oszczędności z funduszy akcyjnych na mniej ryzykowne.
– Inni doradcy Aegona już we wrześniu 2007 roku przenosili oszczędności w fundusze bezpieczniejsze. Zainwestowaliśmy kilka milionów złotych. Straciliśmy po kilkaset tysięcy złotych, ale Zuber zapewnił, że zrekompensuje nam straty – mówi nasz rozmówca.
Co ciekawe, Zuber w rozmowie z nami mówi, że jest bardzo zadowolony z „pomocy prognostycznej”, jaką otrzymali jego klienci, którzy kupili produkt Aegon. – Zalecaliśmy klientom wyjście z funduszy akcyjnych w styczniu 2008 roku – mówi.
Nasi rozmówcy ostatecznie wycofali się z funduszy Aegon w kwietniu 2009 roku. Wiązało się z zapłaceniem prowizji w wysokości 6 proc. od wartości wycofanych pieniędzy. Jak mówią, Zuber zwrócił im równowartość opłaty.
[srodtytul]Obligacje rekompensatą[/srodtytul]
Na początku 2008 roku rekompensatą dla klientów, którzy stracili na inwestycjach w Aegonie, miały być obligacje spółki budowlanej Dominat z Rybnika. Dwuletnie papiery miały przynieść 16 proc. odsetek rocznie. Jak mówią inwestorzy, Zuber usilnie namawiał do kupna tych obligacji, co zrobili w marcu 2008 roku.
– Dla spółki Dominat przygotowywaliśmy emisję obligacji – mówi Marek Zuber. I jak wynika z dostępnych nam dokumentów, Dexus przyjmował zapisy. Oferta dotyczyła obligacji o wartości 15 mln zł. Uzyskane z niej pieniądze miały sfinansować bieżącą działalność. Ostatecznie, jak mówi Zuber, spółce udało się sprzedać papiery za 12 mln zł.
– Wycena firmy dokonana przez Dexus była imponująca, a perspektywy przed nią ogromne. Pertraktowane kontrakty Dominatu opiewały na 55 mln zł. Zuber zapewniał, że jest to super spółka i bezpieczna – mówi jeden z naszych rozmówców.
I jak dodaje z przedstawionej oferty wynikało, że Dominat ma lepsze perpektywy na rozwój niż spółki budowlane notowane na giełdzie. Według danych z warunków emisji i memorandum informacyjnego, zyski spółki, która powstała w 2003 roku, rosły dynamicznie od kilku lat.
– Wyceniliśmy spółkę na około 70 mln zł. Miała dobre wyniki finansowe i nic złego się w niej nie działo. Nic nie wskazywało, że może to być ryzykowna inwestycja – przekonuje Zuber.
Biznesmeni mówią, że nie informował on ich, że coś może być nie tak w spółce. – A sypało się prawdopodobnie od początku. Zuber przyznał się w rozmowie z nami, że prowizja dla Dexusa za udział w ofercie obligacji wyniosła 760 tys. zł. Dostali ostatecznie 700 tys. zł – twierdzą inwestorzy.
Termin wykupu obligacji Dominatu minął na początku tego roku. Inwestorzy nie otrzymali pieniędzy, bo spółka odmówiła wykupu ze względu na złą sytuację finansową. Zarząd spółki, na której czele stał Krzysztof Kuligowski, większościowy jej właściciel, już w listopadzie 2009 roku złożył wniosek o ogłoszenie upadłości. W marcu tego roku sąd w Gliwicach ją ogłosił.
– Przygotowaliśmy dokumentację do emisji na podstawie tego, co dostaliśmy od ówczesnego zarządu, czyli biznesplanu, audytu i dokumentów finansowych. Formalnie nie bierzemy odpowiedzialności za to, co działo się w tej spółce. Oficjalna wersja byłego zarządu jest taka, że spółkę dotknął kryzys – mówi Marek Zuber. Choć przyznaje, że jeśli dokumenty, które otrzymali z Dominatu, zostały sfałszowane, to zostali wprowadzeni w błąd. – Rozumiem, że ktoś może czuć się rozczarowany sytuacją w tej spółce – dodaje.
[srodtytul]Kłopoty Dominatu[/srodtytul]
Jeszcze w ubiegłym roku Dexus miał zapewniać, że Dominat weźmie kredyt konsolidacyjny i spłaci zobowiązania. Namawiał także inne osoby do zainwestowania w spółkę.
–Rozważane były różne możliwości. Nie wiedzieliśmy jednak, co jest w tej spółce – tłumaczy Zuber.
Dotarliśmy do osoby, z którą Zuber prowadził rozmowy w drugiej połowie ubiegłego roku. Na przełomie sierpnia i września 2009 roku przyszli do mnie i oferowali obligacje Dominatu. Na początku listopada przyszli kolejny raz, abym kupił udziały w tej spółce – mówi deweloper z dużego miasta.
Nie był zainteresowany. – Poprosiłem o bilans Dominatu, gdy oferowali mi zakup obligacji. Okazało się, że w tej spółce były tylko zobowiązania, choć prospekt pokazywał, że spółka wygląda dobrze – mówi deweloper. Według niego, Zuber nie wspominał wtedy o złej kondycji spółki.
Ostatecznie Dexus kupił udziały w rybnickiej spółce budowlanej na początku tego roku. Dlaczego? – Wiele osób, które kupiły te obligacje, to nasi klienci z tytułu naszej działalności brokerskiej. Postanowiliśmy pomóc im w ten sposób. Chcieliśmy przekonać się, jaka jest sytuacja w spółce i czy jest szansa, by wyszła z długów – tlumaczy Zuber. I dodaje, że próbują podpisywać nowe kontrakty.
Nasi rozmówcy stracili na inwestycji w obligacje Dominatu kilka milionów. Część obligatariuszy złożyła w kwietniu tego roku doniesienie do prokuratury o podejrzeniu przestępstwa przez były zarząd rybnickiej firmy.
– Zostało wszczęte śledztwo –mówi prokurator Jacek Sławik z Prokuratury Rejonowej w Rybniku. – Prowadzone jest między innymi w kierunku przestępstwa oszustwa z artykułu 286 kodeksu karnego – dodaje.
Nikomu zarzutów nie postawiono. W połowie lipca wpłynął kolejny wniosek do tej samej prokuratury dotyczący byłych właścicieli i zarządu Dominatu. Złożył go prawdopodobnie Dexus, po około czterech miesiącach od przejęcia spółki.
[srodtytul]Różne ceny za udział[/srodtytul]
Fundusze Aegon i obligacje Dominatu to część nieudanych inwestycji, do których Zuber zachęcił różnych inwestorów. Kolejną propozycją okazało się nabycie akcji spółki Verte Corporation z Łomianek, działającej w branży papierniczej.
Dexus obiecywał wprowadzić ją na alternatywny rynek warszawskiej giełdy – NewConnect. Grzegorz Smolicki, ówczesny współwłaściciel Verte, zdecydował o wycofaniu się ze spółki. Zaproponował, aby udziały warte 3,3 mln zł odkupił od niego Rafał Fudali, do dziś większościowy udziałowiec i prezes.
– Ten nie był zainteresowany. Zuber zaproponował, że znajdzie ludzi, którzy je kupią – mówi nasz rozmówca. W marcu 2008 roku udziały o wartości nominalnej 500 zł inwestorzy przez niego namawiani zgodzili się kupić po 1,2 tys. zł. Zapewniał ich, że zarobią na nich, bo w maju 2009 roku miały być warte już 2,4 tys. zł.
Jak wynika z umów, Marek Zuber i Adam Filipowski dla siebie kupili je po 1 zł za sztukę. Według danych z kwietnia 2008 roku na liście wspólników były 33 osoby. Największym był Rafał Fudali, a po nim Zuber i Filipowski. Ostatecznie wszystkie udziały należące do Grzegorza Smolickiego zostały sprzedane za 4,3 mln zł.
Ta dysproporcja w cenie zakupu nie robi wrażenia na Zuberze. – To były prywatne umowy między nami a właścicielem. Mieliśmy zaangażować się w działalność operacyjną tej spółki. Znajdować kontakty itd. – tłumaczy enigmatycznie Marek Zuber, który zasiada w radzie nadzorczej spółki. – Włożyliśmy po kilkaset tysięcy złotych. Informacja o tym, za ile udziały kupił Zuber i Filipowski, została przed nami zatajona. Podobnie jak sytuacja finansowa spółki – mówi natomiast nasz rozmówca.
Zuber miał zapewniać, że sytuacja spółki poprawi się po wynegocjowaniu kontraktu ze znanym koncernem i że pomoże jej uzyskać kredyt w wysokości 1,4 mln zł, aby odkupić udziały.
Odradzał jednak ich sprzedaż, bo po wejściu na giełdę mieli „dobrze zarobić”. Z opinii biegłego rewidenta wynika, że już w roku obrotowym od października 2007 roku do września 2008 roku strata firmy wynosiła 17,4 mln zł.
– Spółka została dobrze oceniona w tamtych czasach, dziś jest w trudniejszej sytuacji, ale wynika to w znacznej mierze z kryzysu – broni się Marek Zuber. – Wyceniliśmy spółkę na około 30 mln zł, inwestorzy kupowali udziały z co najmniej 30-proc. dyskontem, tak jakby była warta
19 mln zł. W kwietniu tego roku była przeprowadzona kolejna wycena i wartość spółki wynosi około 30 mln zł – dodaje. Jego zdaniem do dwóch lat będzie można wyjść z zyskiem z tej inwestycji. Nawet jeśli udziały były kupowane po 1,2 tys. zł.
[srodtytul]Debiutanci giełdowi[/srodtytul]
Verte to niejedyny przypadek, gdy właściciel Dexusa miał kupić akcje spółki dużo taniej niż inwestorzy, których równocześnie zachęca do ich nabycia.
– Zainwestowaliśmy ponad milion złotych w akcje spółki Polskie Jadło. Dziś wynika, że Zuber namawiał nas na te akcje nie dlatego, że spółka była super. Za znalezienie inwestorów dostał w niej udziały, wszedł do rady nadzorczej. Obiecywał jednak, że cena za akcję może dojść do 20 zł. Tak miało się stać, gdy przed Euro2012 do spółki wejdzie strategiczny inwestor. Mówił, by nie sprzedawać tych akcji – mówią nam poszkodowani.
Inwestorzy, jak twierdzą, namówieni przez byłego doradcę premiera Kazimierza Marcinkiewicza kupili akcje – po 6,14 zł za sztukę – w ofercie niepublicznej, zanim spółka trafiła na giełdę. Ten debiut przygotowywał Dexus. Spółka zadebiutowała w czerwcu 2008 roku z ceną 6,5 zł. Dziś (stan na 28 lipca br.) jej kurs wynosi poniżej 2 zł.
Zuber przyznaje, że swoje akcje kupował wcześniej po dużo niższej cenie niż 6,14 zł za sztukę. Szczegółów jednak nie ujawnia.
Według strony internetowej Giełdy Papierów Wartościowych, Marek Zuber posiada obecnie 500 tys. akcji spółki Polskie Jadło. Gdy spółka debiutowała miał 1,2 mln akcji.
– Nie sprzedałem akcji. Mam mniej, bo pożyczyłem akcje spółce. Zostały sprzedane, aby ją dokapitalizować – mówi Zuber, który jest szefem rady nadzorczej Polskiego Jadła. I wierzy, że ta spółka ma przed sobą przyszłość, a w rozwoju przeszkodził jej kryzys.
Inne inwestycje dokonane przez naszych rozmówców, a polecone przez wspólników Dexusa dotyczą na przykład zakupu w maju 2008 roku akcji spółki EM Lab z branży medialno-reklamowej (jej prezesem jest Jacek Olechowski, syn Andrzeja Olechowskiego) oraz w lipcu 2008 roku informatycznej MobiTrust. Dexus był autoryzowanym doradcą EM Lab i wprowadzał ją na NewConnect. Spółka zadebiutowała bez dużego sukcesu w lipcu 2008 roku.
– MobiTrust przygotowywaliśmy do wejścia na NewConnect, ale ten moment został przesunięty ze względu na kryzys i nie ma co mówić jeszcze o zyskach czy stratach – mówi Marek Zuber, który jest udziałowcem tej spółki i zasiada w jej radzie nadzorczej.
– Inwestycje każdego z nas w te spółki wyniosły po kilkadziesiąt tysięcy złotych. Może się jeszcze udadzą. Może akurat te – mówią z nadzieją inwestorzy.
[srodtytul]Doradzanie bez licencji?[/srodtytul]
Według naszych rozmówców, gdy okazało się, że już nie będą dalej inwestować w projekty Zubera i Filipowskiego, ci przestali od nich odbierać telefony. – Przestali mieć interes – dodają.
Zuber odpowiada zaś, że to inwestorzy przestali się z nimi komunikować.
Biznesmeni, z którymi rozmawialiśmy, podkreślają, że umowy o doradztwo ani z Dexus Partners, ani z właścicielami tej firmy nie podpisali. Zaufali mocy znanego nazwiska. Wystawiali pełnomocnictwa.
Na ich podstawie Zuber i Filipowski kupowali udziały w spółkach i reprezentowali inwestorów na walnych zgromadzeniach właścicieli. Zuber miał ich zapewniać, że szkoda na to czasu. Nam mówi, że to inwestorom nie chciało się przyjeżdżać do innych miast.
Z tego, co mówią nasi rozmówcy, Marek Zuber i jego wspólnik namawiali ich do inwestycji oraz do tego, by sprzedawali lub nie dany papier. Dexus nie ma licencji na doradzanie inwestycyjne, ale zachęcał bogate osoby do inwestycji w ramach ofert niepublicznych i mógł to robić.
– Standardowo przyjrzymy się, czy firma prowadzi działalność maklerską na przykład w zakresie publicznego oferowania instrumentów finansowych czy doradztwa inwestycyjnego – mówi „Rz” Łukasz Dajnowicz, rzecznik Urzędu Komisji Nadzoru Finansowego.
– Wiele osób nie przyzna się, że dało nabić się w butelkę. Wierzy, że Zuber odda im pieniądze, więc wolą siedzieć cicho. My nie chcemy milczeć. Nie mamy we krwi inwestowania, dlatego rozmawialiśmy ze znanym ekonomistą, osobą medialną – zaznaczają nasi rozmówcy.
[ramka]
[b]CV[/b]
Marek Zuber pochodzi z Krakowa, jest ekonomistą i analitykiem rynków finansowych. Studiował na Wydziale Finansów i Bankowości Akademii Ekonomicznej w Krakowie i na Wydziale Elektroniki, Automatyki i Elektroniki Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie. Potem pracował jako analityk i ekonomista w Banku Przemysłowo-Handlowym i połączonym BPH-PBK. Już wtedy był jednym z najczęściej występujących w mediach ekonomistów. Prowadził też np. szkolenia dla dilerów samochodowych w ramach Akademii Toyoty. Był również głównym ekonomistą w firmie doradztwa finansowego TMS, głównym ekonomistą Internetowego Domu Maklerskiego, a także szefem zespołu doradców ekonomicznych premiera Kazimierza Marcinkiewicza. Zuber przygotowywał też Sławomira Skrzypka przed jego przesłuchaniem przed Sejmową Komisją Finansów Publicznych jako kandydata na szefa NBP. Potem miał dostać od Skrzypka nawet propozycję zostania członkiem zarządu NBP. Jest współwłaścicielem i prezesem firmy doradczej Dexus Partners. Zanim został ekonomistą, był dziennikarzem motoryzacyjnym miesięcznika „Auto Sport”.
—czu[/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA