fbTrack

Wspomnienia

Skromna, niepokorna Anna Solidarność

Anna Walentynowicz (z prawej) podczas strajku w Stoczni Gdańskiej w sierpniu 1980 r.
KFP, Stanisław Składanowski Stanisław Składanowski
Od przodownicy pracy do nieugiętej opozycjonistki. Jej biografia przywodzi na myśl los Mateusza Birkuta – „Człowieka z marmuru”
„Życiorys Anny Walentynowicz to historia PRL. Jak w soczewce skupia się w nim obraz oszustwa i bezprawia komunistycznej władzy, ale także istota naszych błędów, które przyczyniły się do załamania kolejnych prób oporu. Los Anny jest typowy dla wielu polskich robotników i niezwykły ze względu na Jej siłę charakteru, mądrość i uczciwość” – napisała kiedyś Joanna Duda-Gwiazda.
   
– Biografia Anny Walentynowicz jest jak portret zbiorowy polskich robotników wstających z kolan, by zbuntować się przeciwko komunizmowi. Nawet jeśli miała tego świadomość, to pozostała na zawsze skromna – mówi dr Sławomir Cenckiewicz, biograf Anny Walentynowicz. W ubiegłym roku obchodzono uroczyście jej 80. urodziny. Anna Waletynowicz przyszła na świat w dziewiątą rocznicę cudu nad Wisłą – 15 sierpnia 1929 r. w Równem na rubieżach II Rzeczypospolitej. Nie była wykształcona. Skończyła zaledwie cztery klasy szkoły powszechnej. Sierotą została, mając lat dziesięć. W 1941 r., przygarnięta przez obcych ludzi, znalazła się pod Warszawą. Potem przeniosła się w okolice Gdańska, gdzie bardzo ciężko pracowała w gospodarstwie rolnym. Potem w piekarni i fabryce margaryny. W 1950 r. zapisała się na kurs spawacza i trafiła do Stoczni Gdańskiej. Szybko stała się przodowniczką pracy, wyrabiając 270 procent normy. Jej zdjęcia trafiały do gazet.     W nagrodę, jako członkini komunistycznego Związku Młodzieży Polskiej, zostaje wysłana na zjazd młodzieży do Berlina. Wkrótce jednak oddała legitymację ZMP i wstąpiła do Ligi Kobiet. Jako działaczka zabiegała o prawa pracowników. Wtedy zaczęły się jej kłopoty z Urzędem Bezpieczeństwa. Funkcjonariusze UB wzywali ją na rozmowy ostrzegawcze. Ciężka praca spawacza zrujnowała jej zdrowie. Mogła przejść na rentę, ale nie chciała. Przekwalifikowała się na suwnicową. Z pracy pierwszy raz usiłowano ją wyrzucić w 1968 r., gdy domagała się wyjaśnienia defraudacji pieniędzy z funduszu zapomogowego. Jednak w jej obronie stanęła cała załoga wydziału W-3, gdzie pracowała. Podczas robotniczego protestu w grudniu 1970 r. przygotowywała strajkującym posiłki. W styczniu 1971 r. wybrano ją na delegatkę na spotkanie z Edwardem Gierkiem. W 1978 r. w jej życiu nastąpił przełom. Stała się jedną ze współzałożycielek Wolnych Związków Zawodowych. Działała jawnie. Jej mieszkanie było punktem kontaktowym WZZ. Stale nękana przez Służbę Bezpieczeństwa: zatrzymaniami na 48 godzin, rewizjami, groźbami zwolnienia z pracy.     8 sierpnia 1980 r. groźbę zrealizowano. Pięć miesięcy przed osiągnięciem przez Walentynowicz wieku emerytalnego zwolniono ją z pracy. Nikt wtedy nie przypuszczał, że ta decyzja zmieni historię Polski i świata. 14 sierpnia wybuchł strajk. Pierwszym postulatem było przywrócenie Walentynowicz do pracy. Na żądanie robotników przywieziono ją do stoczni samochodem dyrektora. I to był kolejny moment przełomowy. Strajk wygasłby po podpisaniu 16 sierpnia pierwszego porozumienia. Jednak to właśnie Anna Waletynowicz z innymi kobietami (m.in. Aliną Pieńkowską) zawróciła robotników wychodzących ze stoczni.     – Przez ten jeden pokoik z kuchnią przy ulicy Grunwaldzkiej w Gdańsku-Wrzeszczu przewinęli się niemal wszyscy rzeczywiści i samozwańczy herosi polskiej drogi do niepodległości. W 1980 r. mieszkał tu przez kilka miesięcy Jacek Kuroń, którego Lech Wałęsa nie chciał widzieć w siedzibie „S” w Gdańsku. Przez lata przychodził Wałęsa i korzystało z jej gościny wielu, wielu innych. Dla wszystkich była jak dobra matka: karmiła, gotowała, prała – wspomina Cenckiewicz. Walentynowicz weszła w skład Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego – struktury, z której narodziła się „Solidarność”. Ale drogi Walentynowicz i Wałęsy zaczęły się rozchodzić. Jesienią 1980 r. blisko współpracowała z Kuroniem i Andrzejem Gwiazdą, a krytykowała przywództwo Wałęsy. Ten się jej „odwdzięczył”, organizując intrygę. W jej efekcie pozbawiono ją mandatu delegata na I Zjazd „S”. Po wprowadzeniu stanu wojennego została internowana najpierw w więzieniu na bydgoskim Fordonie, potem w Gołdapi. Po wyjściu nie zaprzestała działalności. W archiwum IPN odnaleziono informacje o szykowanej przez SB próbie otrucia opozycjonistki. W 1982 r. Walentynowicz organizowała głodówkę w intencji przyjazdu papieża do Polski. SB wtargnęła do jej mieszkania i zatrzymała uczestników protestu. W ramach represji internowano na kilka miesięcy jej syna Janusza. Tuż przed pierwszą rocznicą stanu wojennego zwolniono ją z pracy, argumentując to faktem, że była aresztowana. Po raz kolejny aresztowano ją w 1983 r. za próbę upamiętnienia w Katowicach tragedii górników z kopalni Wujek. 8 lutego 1985 r. w kościele Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny w Bieżanowie Starym k. Krakowa rozpoczęła głodówkę w ramach protestu przeciw represjom wobec m.in. Gwiazdy i Władysława Frasyniuka.     W 1989 r. była przeciwniczką Okrągłego Stołu. Zarzucała kilku jego uczestnikom (w tym Wałęsie) współpracę ze Służbą Bezpieczeństwa. Konsekwentnie krytykowała porozumienie części elit solidarnościowych z komunistami. – Mam za sobą pobyt w więzieniach w Tczewie i Gdańsku, w szpitalu psychiatrycznym na Rakowieckiej, w Katowicach, Lublińcu, Bytomiu i w szpitalu więzienia Montelupich w Krakowie. Kilka straconych lat, o których mogłabym mówić długo i czasem nawet z ciepłem w sercu – wspominała ten okres. Po roku 1989 była konsekwentną krytyczką zmian w Polsce, zarzucając wielu osobom zdradę ideałów Sierpnia. Jedynym zadośćuczynieniem za lata krzywd były pieniądze – 70 tys. zł przyznał jej sąd. O wiele częściej spotykała ją krytyka. – Walentynowicz występuje w roli ostatniego Mohikanina cywilizacji nienawiści – powiedział kiedyś abp Józef Życiński. – Jeszcze kilka dni przed uroczystościami 70. rocznicy zbrodni katyńskiej nie była pewna, czy podoła trudom podróży. Miała bowiem jechać pociągiem z rodzinami pomordowanych oficerów. Kancelaria Prezydenta zaprosiła ją do samolotu. Podczas mojej ostatniej z nią rozmowy cieszyła się, że z prezydentem może polecieć do Katynia, by oddać hołd polskim bohaterom zamordowanym przez Sowietów. Okazało się, że był to jej ostatni lot… Zginęła tragicznie niedaleko Lasu Katyńskiego – mówi Cenckiewicz. Dziękuje dr. Sławomirowi Cenckiewiczowi za udostępnienie mi fragmentów biografii „Anna Solidarność. Życie i działalność Anny Walentynowicz na tle epoki (1929 – 2010)”, która wkrótce ukaże się nakładem Wydawnictwa Zysk i S-ka
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL