fbTrack

Literatura

Diabelski urok Bułhakowa

Zbigniew Zapasiewicz w serialu Mistrz i Malgorzata; TVP 1988, rez. Maciej Wojtyszko
TVP/EAST NEWS
Dziś mija 70 rocznica śmierci Michała Bułhakowa. Jego najsłynniejsze dzieło „Mistrz i Małgorzata” pisane bez nadziei na publikację i niegdyś mocno cenzurowane, stało się znane na całym świecie.
Nie tylko dzięki licznym wydaniom. Jego popularność zwiększyły adaptacje teatralne i filmowe, spektakle operowe i utwory muzyczne.
[srodtytul] Ewangelia według Piłata[/srodtytul] Do realizacji „Mistrza i Małgorzaty” przymierzało się wielu twórców światowego kina i teatru. Andrzejowi Wajdzie wątki biblijne powieści posłużyły do wyprodukowanego w 1972 roku Niemczech filmu „Piłat i inni”. Reżyser przeniósł je w czasy współczesne tworząc pasjonujący fresk o dzisiejszej religijności, poszukiwaniu prawdy, o mocno zachwianej skali wartości, obojętności na ludzkie cierpienie.
— Dwie pierwsze wersje scenariusza, który zamówiłem w Warszawie, nie zadowoliły mnie. — pisze na swoim blogu Wajda. — Szczęśliwie dla mnie w tym czasie ukazała się po raz pierwszy w polskim przekładzie powieść Bułhakowa „Mistrz i Małgorzata”. Przeczytałem ją zachwycony. Było jasne, że lepszego tekstu do filmu niż powieść o Piłacie nie znajdę. Miałem tam wszystko, postać Jezusa, mroczną intrygę Piłata, zdradę Judasza i rozdzierającą samotność jedynego ucznia i Ewangielisty. Obsadziłem polskich aktorów we wszystkich rolach filmu, poza dwiema, które zagrali aktorzy niemieccy. Wybrałem też miejsce na pałac Piłata. Początkowo miała to być dziwna i szalona budowla na wzgórzu nad Kassel, ujęcie wody dla pałacowych fontann wzniesione przez wypędzonych z Francji hugenotów, ale mój instynkt mówił mi, że potrzebuję czegoś współczesnego. Tak trafiłem do Norymbergi, gdzie po raz pierwszy ujrzałem ruiny Trzeciej Rzeszy. Ten pseudo-Rzym był wymarzoną scenerią dla Piłata oraz ironicznym komentarzem do krótkiej historii tysiącletniej Rzeszy, która upadła tak prędko! Na moich oczach. Zdjęcia na trybunie, z której Hitler przemawiał w czasie norymberskich zjazdów partii NSDAP, były dla nas szczególnie przejmującym wydarzeniem. Należeliśmy do słowiańskich narodów, które miały zostać wyniszczone, aby umożliwić Drang nach Osten. Tymczasem staliśmy, zdrowi i cali, na ruinach Trzeciej Rzeszy — i robiliśmy film! Czułem się w tych tygodniach pracy nad Piłatem naprawdę wolnym człowiekiem. Tej wolności osobistej i artystycznej nigdy już nie zapomniałem. Interesująca próba wpisania treści ewangelicznych we współczesny świat, zderzenia mitu z rzeczywistością miasta, którego mieszkańcy pozostają obojętni wobec rozgrywającej się na ich oczach Kalwarii w Polsce była dziełem zakazanym. Projekcje „Piłata i innych” w kinach studyjnych odbywały się niemal konspiracyjnie. [srodtytul]Szatańska Moskwa[/srodtytul] Ekranizację całej powieści Bułhakowa od dawna planował Roman Polański. Twórca „Dziecka Rosemary” i „Nieustraszonych pogromców wampirów” odłożył ten projekt na potem a pozostając przy tematyce satanistycznej zrealizował „Dziewiąte wrota”. W światowym kinie przymiarek do ekranizacji „Mistrza i Małgorzaty” było zresztą kilka. Nie wszystkie, dorównywały klasie pierwowzoru. Zwłaszcza dokonana w 1972 roku znana w Polsce wersja serbskiego reżysera Alexandra Petrovicia. W samej Rosji zrealizowano dwie. Adaptacja Vladimira Bortki z 2005 roku przypominająca sensacyjną telenowelę biła rekordy powodzenia i znana jest w Polsce. Otoczony tajemnicą jest natomiast film Jurija Kary z 1994 roku. Reżyser zgromadził doborową obsadę. Jak twierdzą aktorzy zekranizował powieść z wielkim rozmachem. Dzieło jednak zostało zatrzymane przez spadkobierców Bułhakowa, ponieważ nie uregulowano praw autorskich i dziś rozpowszechniane jest jedynie w pirackich kopiach. Szukając polskich akcentów warto wspomnieć, że w paryskim Theatre de la Ville w roli Mistrza wystąpił Andrzej Seweryn. Spektakl zobaczył Peter Brook i zaangażował Seweryna do swego zespołu proponując udział w „Mahabharacie” co dało początek światowej kariery naszego artysty. Powieść Bułhakowa kilkakrotnie próbowano przerobić na musical. Z dużym sukcesem uczynił to Jewgienij Arye twórca teatru Gesher. Z zespołem stworzonym z izraelskich aktorów pochodzących z Rosji przygotował pod koniec lat 90 musical „Diabeł Moskwy”. Jedną z gwiazd był Chaim Topol, słynny odtwórca Tewjego Mleczarza w ekranizacji „Skrzypka na dachu”. Dużo gorzej wypadł w 2004 roku polski musical „Bal u Wolanda” z Maciejem Maleńczukiem w roli głównej. Reżyser Łukasz Czuj skupił się w nim, jak pamiętam na pewnej groteskowości współczesnego świata oraz seansie czarnej magii. Wątek biblijny był całkowicie pominięty. Prawie bez echa przeszła też operowa adaptacja autorstwa Rainera Kunada pokazana pod koniec lat 80 w warszawskim Teatrze Wielkim. [srodtytul]Biblia polskiej inteligencji [/srodtytul] W polskim teatrze utwór Bułhakowa zajmuje szczególne miejsce. Czteroczęściowy, zrealizowany w 1988 roku, techniką wideo, cykl Macieja Wojtyszki stanowi dość wierną adaptację książki. Ze względu na skromny budżet reżyser nie mógł przenieść na ekran kilku najbardziej widowiskowych scen. Zamiast na efekty specjalne postawił więc na aktorów, a miał do dyspozycji najlepszych z najlepszych. Gustaw Holoubek w roli Wolanda był filozofem, magiem i estetą najwyższej próby, Anna Dymna oddała w postaci Małgorzaty szlachetność i poświęcenie kochającej kobiety. Zbigniew Zapasiewicz, jako Poncjusz Piłat świetnie nakreślił obraz męża stanu, który prowadzi bolesny rozrachunek z własnym życiem. Jan Jankowski jako Iwan Bezdomny był typowym młodym buntownikiem. Trudno sobie wyobrazić też lepszą Anuszkę niż Krystynę Feldman. Dzięki aktorskiej finezji wspieranej wrażliwością i wyczuciem smaku Wojtyszki jego „Mistrz i Małgorzata„ do dziś stanowi fascynujący ekranowy ekwiwalent bułhakowowskiego „opus magnum”, w którym mistyka splata się z rzeczywistością, satyra z realizmem, dobro ze złem, współczesność z czasami ewangelicznymi. Trudno znaleźć w polskim teatrze artystę bardziej oddanego twórczości Michaiła Bułhakowa niż Andrzej Maria Marczewski. To właśnie jemu zawdzięczamy wprowadzenie na polskie sceny „Mistrza i Małgorzaty”. Prapremiera odbyła się w Teatrze Szaniawskiego w Wałbrzychu w 1980 roku. Wystawienie tego utworu w czasach głębokiego socjalizmu wymagało wielkiej determinacji. Tym bardziej, że Marczewski zaprezentował powieść niemal w pełnej wersji, także z fragmentami niedopuszczonymi przez PRL- owską cenzurę. Ten utwór towarzyszył potem niemal każdej dyrekcji Marczewskiego. A bydgoska wersja z 1988 roku z Józefem Fryźlewiczem (Piłat) i Jadwigą Andrzejewską (Małgorzata) stała się sensacją Warszawskich Spotkań Teatralnych. Niemal idealną wersję tego utworu oklaskiwaną także przez Rosjan i pokazywaną w Polsce i zagranicą zrealizował Marczewski w Bielsku Białej. Tam każdy aktor grał dwie postacie: współczesną i tę z księgi Mistrza. Słowa uznania należały się zwłaszcza Henrykowi Talarowi, który był przewrotny i charyzmatyczny jako Woland a jednocześnie grając Poncjusza Piłata przypominał starego, zmęczonego życiem Fausta. Najnowsza wersja Marczewskiego zrealizowana w Teatrze Nowym w Łodzi wzbogacona jest o nowe fakty z ostatnich dni życia Bułhakowa. Kultową realizację powieści przygotował w 1987 roku w warszawskim Teatrze Współczesnym Maciej Englert. Spektakl grany ponad 400 razy, przez wiele sezonów, stał się rodzajem dialogu z polską inteligencją. Englert uciekał w tym przedstawieniu od teatralnych fajerwerków. Nie było Balu u Wolanda i seansu czarnej magii. Ciężar przedstawienia spoczywał na słowie — działania sceniczne miały charakter ilustracyjny. Woland (Krzysztof Wakuliński) pełnił tu rolę mistrza ceremonii, wtajemniczonego, wielkiego maga. Miałem wrażenie, że był bliskim kuzynem Prospera. Drugim majstersztykiem był Poncjusz Piłat grany przez Mariusza Dmochowskiego — mąż stanu zbliżający się do nieuchronnego kresu. Miałem okazję obejrzeć ok. 20 inscenizacji powieści Bułhakowa. Dużym zaskoczeniem była wersja Krystiana Lupy, która okazała się porażką. Lupa, chciał zrobić spektakl w kontrze do Bułhakowa. Podopisywał własne fragmenty, zburzył filozofię powieści. Na zgliszczach nie dało się zbudować niczego wartościowego. Większość realizatorów na szczęście podchodzi do dzieła z miłością. Tak, jak zrobił to ostatnio m.in. Waldemar Wolański w krakowskim teatrze lalkowym Groteska. W tym sezonie w polskich teatrach jest pięć realizacji utworu. Powstają nowe, czasem dość zaskakujące. Twoja powieść Mistrzu przyniesie ci jeszcze wiele niespodzianek — mówił Woland do tytułowego bohatera powieści Bułhakowa „Mistrz i Małgorzata”. Miał rację.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL