fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sport

Kim Yu Na: dwie misje Lady Korea

Kim Yu Na prowadzi po programie krótkim. Jutro nad ranem finał
AFP, Robyn Beck Rob Robyn Beck
Ma więcej sponsorów niż Leo Messi, jest częściej na okładkach niż Lindsey Vonn. Cały kraj czeka na jej złoto
Zdmuchnęła dym z lufy, puściła oko do widzów i sędziów, zjechała z lodu. Tak skończył się jeden z najlepszych kobiecych programów krótkich w ostatnich latach, a może w ogóle. Pokaz sprawności i subtelności do muzyki z bondowskich filmów. Oceniony przez sędziów na 78,5 pkt, czyli nowy rekord świata.
Ten sam gest agenta Jej Królewskiej Mości, który jest puentą programu, Kim Yu Na pokazuje w serii reklam Samsunga. Czy pierwszy na pomysł wpadł jej choreograf, czy Bonda wymyśliła agencja reklamowa, nie ma sensu dociekać. W przypadku Kim nie da się oddzielić jednego od drugiego.
Żaden z olimpijczyków z Vancouver nie zarabia na reklamach więcej niż koreańska mistrzyni świata, a dorównuje jej tylko amerykański snowboardzista Shaun White. Ale za nim stoi wielki rynek, a za nią 50 milionów Koreańczyków, którym Kim jest w stanie sprzedać wszystko: telefony i lodówki Samsunga, sprzęt Nike, samochody Hyundaia, konto w banku KB, produkty Procter and Gamble.
Łyżwiarka występuje w kilkunastu kampaniach rocznie, dostaje za to 8 mln dolarów. Była na okładce „Vogue’a”, „Elle”, „Men’s Health”. – Nazywają ją w Korei córką narodu. My w USA mieliśmy Michaela Jordana, Michaela Phelpsa, szaleliśmy na ich punkcie, ale nikt ich nie nazywał synami narodu – mówi Michelle Kwan, amerykańska medalistka igrzysk, dziś komentatorka łyżwiarstwa.
Kilka lat temu Kim uciekła przed histerycznym uwielbieniem Koreańczyków do Toronto, do swojego trenera Briana Orsera. Gdy przylatuje z Kanady do ojczyzny, musi prosić o ochronę, bez niej nie zrobiłaby kroku na ulicy. Orser, wicemistrz olimpijski z Calgary, też miałby problemy. – Zadziwiające, jak spokojnie ona to znosi. Ma 19 lat. Jest dzieckiem, które zostało najważniejszym obywatelem Korei – mówi Orser.
Podczas igrzysk jeździ za nimi 300 koreańskich dziennikarzy. Wczoraj słali do kraju relacje: pierwsza misja wypełniona. Jutro nad ranem polskiego czasu zacznie się druga: obronić w programie dowolnym przewagę 4,72 pkt nad Mao Asadą. Asada jest z Japonii, a dla Koreańczyka żadne zwycięstwo nie jest tak cenne jak nad Japończykiem.
Niespełna pięć punktów to mało i dużo. Można taką przewagę roztrwonić przez nerwowy występ, ale Kim to się do tej pory nie zdarzało. Wprawdzie rok temu na mistrzostwach świata panika dopadła ją tuż przed występem, ale wypłakała się, oddała chusteczkę trenerowi i pojechała po złoto.
Od 2002 roku w żadnych zawodach nie była poza podium. W ostatnich dwóch sezonach tylko dwa razy nie zajęła pierwszego miejsca. W MŚ 2008 i w finale Grand Prix 2009. Przegrała oczywiście z Mao Asadą.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA