fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Muzyka

Gdy rytm nie kryje żadnych tajemnic

Tony Allen – współtwórca afrobeatu, legenda perkusji – wystąpi w Warszawie z solowym projektem
materiały prasowe
Tony Allen zagra w sobotę w Palladium. Brian Eno przyznał, że to „prawdopodobnie najwspanialszy perkusista, jaki kiedykolwiek żył”. Dowodzi tego kilkadziesiąt płyt, w których nagraniu brał udział
By zrozumieć muzykę Allena, trzeba przenieść się do nigeryjskiego Lagos z lat 50. Miasto, dziś blisko dziesięciomilionowy moloch, nie rozwijało się jeszcze w tak oszałamiającym tempie. Było za to stolicą państwa. Muzyka, i to bardzo różnorodna, dochodziła zewsząd. Tony’emu, jego braciom i przyjaciołom rodziny grał ją po pracy ojciec. Bez wątpienia zachęcił młodego chłopaka.
[srodtytul]Ukształtowany styl[/srodtytul]
Resztę zrobił highlife. Nie chodzi tu o życie śmietanki towarzyskiej, a zapoczątkowany w Ghanie gatunek oparty głównie nie na jazzowo brzmiących instrumentach dętych i gitarach. Zafascynowany nim Tony Allen za perkusją usiadł jako 18–latek. Słuchał płyt i czytał magazyny, próbując podpatrzyć sztuczki amerykańskich jazzmanów. Noc w noc chodził od klubu do klubu, przysłuchując się lokalnym bandom. Studiował elektronikę, pracował w radiu, grał po godzinach. Kiedy jednak usłyszał, że w Lagos organizuje się nowa grupa, powiedział sobie „teraz albo nigdy”.
„Musisz być elastyczny, otwarty na magię innych” – zwykł twierdzić po latach. Ale choć współpracował z wieloma, jego styl właściwie od początku był ukształtowany.
A przy tym zupełnie odbiegał od reszty. I to urzekło młodego Felę Kutiego – największego dźwiękowego wizjonera, jakiego nosił Czarny Ląd. Niewątpliwie, bez wzajemnej inspiracji tych dwóch indywidualności nie powstałby intensywny jak mało co, improwizowany afrobeat. Allen z zespołem Kutiego (Africa 70) nagrał 30 albumów. Irytował się, że kult obrastającego w kolejnych instrumentalistów Kutiego rozkojarzył mistrza. Solowe albumy nagrywał począwszy od 1975 r. („Jealousy”). Jednak decyzję o pójściu zupełnie własną drogą przypieczętowała emigracja do Wielkiej Brytanii w połowie lat 80.
[srodtytul]Zatańcz z Tonym[/srodtytul]
Allen, choć grał po swojemu, obserwował trendy. Jego płyty, zwłaszcza nagrane w ostatnim dziesięcioleciu, najlepsze w karierze „Lagos No Shaking” i „Homecooking” noszą znamiona dubu, rhytm’n’bluesa, soulu, hip-hopu. „Eparapo”, perełka z drugiego z wymienionych albumów, uchodzi za jedno z najbardziej harmonijnych połączeń afrobeatu z jazzem.
Wirtuoz skosztował sławy przez wielkie „S”. Opanowana przez niego do perfekcji technika czterech kończyn (grających niezależnie od siebie) przemawiała do wyobraźni młodych równie mocno co „droga przechwytującej pięści” Bruce’a Lee. Muzyk nie tylko bezboleśnie, ale i stylowo potrafił przejść od ciężkiego afrobeatu do lżejszego, atrakcyjnego afrofunku.
„Tony Allen sprawia, że tańczę” – przyznał w piosence Blur wokalista Damon Albarn. Afrykańczyk znalazł się w supergrupie The Good, the Bad & the Queen, którą prócz Albarna tworzył Paul Simonon (The Clash) i Simon Tong (The Verve). Współpracował m.in. z chicagowskim Hypnotic Brass Ensemble, londyński raperem Ty i – jako że znad Tamizy przeniósł się nad Sekwanę – Air i Sebastianem Tellier.
[srodtytul]Mistyka daje siłę[/srodtytul]
Tony, pomimo zaawansowanego już wieku, pozostał żywotny, jak mówi – „młody duszą”. W 2009 r. wydał bardzo dobrze przyjęty krążek „Secret Agent”. Ponoć namawiał do perkusyjnego pojedynku zaprzyjaźnionego Gingera Bakera (Cream). Ten jednak się wymigał, mówiąc, że nie ma siły. Tymczasem Nigeryjczyka napędza do działania wiele rzeczy. Choćby fakt, że jego zdaniem za pomocą elektroniki nie da się uzyskać brzmienia wytrawnego instrumentalisty. To prawda, i choćby dlatego sobotnia wizyta w Palladium (wejście od godz. 20, bilety od 95 do 130 zł) wydaje się obowiązkowa. Według krytyków, możliwość obcowania z rytmami granymi przez Allena to doświadczenie niemal mistyczne.
Źródło: Życie Warszawy
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA