fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Ekonomia

Energetycy nie potrafią dotrzeć do Szczecina

Panorama Szczecina
Fotorzepa, Dariusz Gojarski
Bezpieczeństwo dostaw energii dla północno-zachodniej Polski zależy od jednej linii. Kilka dni temu wyłączeniem prądu zagrożony był cały Szczecin. Zorganizowanie awaryjnego zasilania miasta tylko w ciągu dwóch dni kosztowało kilkanaście milionów złotych
Jak dowiedziała się „Rzeczpospolita”, pod koniec stycznia z powodu awarii w elektrowni Dolna Odra Szczecinowi groziło odcięcie dostaw prądu. Firma PSE Operator, która odpowiada za sprawne działanie największych linii energetycznych w kraju, zmuszona była zorganizować szybko import oraz dodatkowe dostawy z elektrowni Pątnów-Adamów-Konin. W PAK konieczne było włączenie wszystkich istniejących bloków, także tych, które nie mają obowiązkowych instalacji odsiarczania, więc PSE Operator będzie musiał zapłacić kary. By zasilić Szczecin, równocześnie trzeba było sprowadzić energię kablem podmorskim ze Szwecji. A ponieważ zamówienie polskiego Operatora zbiegło się w czasie z dużym zapotrzebowaniem w tym kraju, cena była wysoka. Dodatkowym źródłem dostaw były Niemcy.
PSE Operator nie ujawnia, ile kosztowało awaryjne zasilanie Szczecina, ale w opinii ekspertów wydatki mogły przekroczyć 10 mln zł. Można ich było uniknąć, gdyby istniały linie przesyłowe o odpowiedniej mocy, umożliwiające dostawy energii z elektrowni Bełchatów i Turów do północno-zachodniej Polski.
Jedną z kluczowych w tym przypadku jest linia Ostrów Wielkopolski – Plewiska. Operator chce wymienić jedną starą linię o napięciu 220 kV na tzw. czterotorową (dwie duże po 400 kV i dwie po 220 kV). Zmodernizowana linia powinna działać od pięciu lat, ale spory PSE Operator z mieszkańcami gminy Kórnik, przez którą przebiega jeden z odcinków linii, uniemożliwiają zakończenie prac.
Sprawą zajęły się sądy, ale nie przybliżyło to rozwiązania. W środę sąd oddalił pozew PSE o odszkodowanie od gminy Kórnik. Okazało się, że spółka zawarła umowę o zgodę na przebieg linii z niewłaściwym organem samorządu.
Patowa sytuacja trwa, w dodatku okazuje się, że PSE nie dysponuje planem B. – Nie ma alternatywy dla tej linii i czasu na przygotowanie jakiejś innej trasy, bo pojawiłby się protest kolejnej grupy mieszkańców – tłumaczy „Rz” rzecznik PSE Operator Dariusz Chomka.
Eksperci branży przyznają, że PSE w czasie przygotowań do przebudowy tej linii popełniło błędy. – Ale teraz trudno byłoby od początku wytyczać zupełnie nową trasę i zdobywać kolejne pozwolenia, bo na to potrzeba kilku lat – mówi prof. Stanisław Mielczarski z Politechniki Łódzkiej. – Regionów zagrożonych z powodu złego stanu sieci przesyłowej jest zresztą kilka – dodaje i tłumaczy, że za mało jest nowoczesnych linii 400 kV, a stare sieci 220 kV pochodzą jeszcze z lat 50.
Prof. Krzysztof Żmijewski z Politechniki Warszawskiej przypomina, że na poprawę stanu sieci – przesyłowej i dystrybucyjnej – w Polsce powinniśmy wydawać do 2030 r. miliard złotych rocznie. – Prawo nie sprzyja tego typu inwestycjom, i to nie tylko w elektroenergetyce, ale też w gazownictwie – uważa. – Mamy specustawę o autostradach i o gazoporcie, ale nie możemy regulować budowy każdej nowej linii kolejną specustawą.
[i]masz pytanie, wyślij e-mail do autorki
[mail=a.lakoma@rp.pl]a.lakoma@rp.pl[/mail][/i]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA