fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Film

Planeta 51 ***

Życie zielonych stworków na tytułowej planecie jest karykaturalnym obrazem Ameryki z epoki mccarthyzmu
VISION
Animowana komputerowo „Planeta 51” jest zabawną komedią science fiction o społecznej paranoi. Jej twórcy jednak zbyt kurczowo trzymają się wyświechtanych schematów.
Życie zielonych stworków na tytułowej planecie jest karykaturalnym obrazem Ameryki z epoki mccarthyzmu. Wszyscy mieszkają w identycznych jednorodzinnych domkach ze starannie przystrzyżonymi trawnikami, a w powietrzu wyczuwalny jest strach przed inwazją obcych. Niesfornym dzieciom matki opowiadają ku przestrodze bajki o ludziach, którzy w każdej chwili mogą zaatakować i zburzyć idyllę kosmitów.
Tymczasem na planecie ląduje statek z astronautą Chuckiem Bakerem na pokładzie. Przerażone stworki uznają go za śmiertelne zagrożenie. Jedynym, który nie ulega zbiorowej histerii, jest nastoletni Lem pracujący w miejscowym planetarium. Gdy ścigany Baker trafi tam przez przypadek, Lem postara się mu pomóc na przekór panującemu fanatyzmowi.
W tej hiszpańsko-brytyjsko-amerykańskiej produkcji najlepiej wypada satyra na mentalność społeczeństwa karmionego strachem przed innymi. Świetne są zwłaszcza sceny, w których mieszkańcy planety podejrzewają się wzajemnie o służenie wrogowi lub oglądają programy poświęcone rzekomej inwazji. W tym świecie oskarżenie, że ktoś jest androidem, to najgorsza z możliwych obelg. Sugeruje bowiem bycie pod wpływem ludzi.
Twórcy czerpali inspirację z niskobudżetowych filmów science fiction, które powstawały w latach 50. ubiegłego stulecia. W większości tych produkcji kosmici próbowali unicestwić Ziemię. Tu jest na odwrót. Obcym okazuje się człowiek – w dodatku zagubiony niczym E.T. Stevena Spielberga. Miłośnicy gatunku odnajdą również nawiązania do „Bliskich spotkań trzeciego stopnia”, „Obcego”, a nawet „Wall-E”.
Ta zabawa w cytowanie klasyki jest, niestety, wtórna. Twórcy popełniają błąd, bezrefleksyjnie naśladując koncepcję rodem ze „Shreka” (scenariusz napisał Joe Stillman, scenarzysta przygód zielonego ogra). Żarty i nawiązania pozbawione są erudycji, którą zaskakiwała antybajka studia DreamWorks.
„Planeta 51” jest zresztą ofiarą choroby, która dotyczy całego kina familijnego. „Shrek” wywarł ogromny wpływ na bajki z komputera. Co druga animacja wydaje się kopią opowieści o perypetiach ogra w Zasiedmiogórogrodzie. Niby oferuje podobny styl i rodzaj humoru, ale żarty odgrzewane po wielokroć już nie smakują tak samo.
Jedną z konsekwencji tego schorzenia jest zapominanie o wrażliwości dziecięcej widowni i branie pod uwagę jedynie gustów ich rodziców.
I jeszcze jedno. „Shrek” przyciągnął do kin dorosłych ryzykownym dowcipem. Twórcy „Planety 51” także próbują tej sztuki. Nie zawsze z dobrym skutkiem.
[i]Hiszpania, W. Brytania, USA 2009, reż. Jorge Blanco, dubbing: Maciej Stuhr, Piotr Adamczyk, Magdalena Różczka, kina: Cinema City: Arkadia, Bemowo, Galeria Mokotów, Janki, Promenada, Sadyba, Multikino: Ursynów, Złote Tarasy, Silver Screen: targówek, Wola Park, Kinoteka, NoveKino Praha, Wisła[/i]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA