fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Film

Wirtuozi trzech pokoleń

Jack White (od lewej), The Edge i Jimmy Page
Materiały Promocyjne
Page, The Edge, White, gitarzyści, którzy odmienili rocka są bohaterami filmu "Będzie głośniej"
Brawa dla Davisa Guggenheima, który zgromadził instrumentalistów Led Zeppelin, U2 i White Stripes w jednym studiu. Opowiadają o swoich doświadczeniach. Żartują, muzykują.
Odwiedzają miejsca najważniejsze w ich życiu. Demonstrują popisowe sztuczki i ulubione nagrania z domowych archiwów.
[srodtytul] Mikrofon w gitarze[/srodtytul]
Najciekawsza jest część poświęcona White'owi, bo to postać tajemnicza. Mistyfikuje swoją biografię. Reżyserowi udało się poznać wiele nieznanych dotąd szczegółów.
Jack zaczyna film. Nawija trzy struny na zwykłą deskę, przybija do niej przystawkę. I gra. – Nie musicie kupować gitary! – rzuca do kamery.
[wyimek][b] [link=http://www.rp.pl/galeria/9146,1,420145.html]Zobacz galerię zdjęć[/link][/b][/wyimek]
Jest człowiekiem walki. Na spotkanie przyjeżdża wystrojony jak rewolwerowiec z klasycznego westernu. Mruczy pod nosem, że dojdzie do bójki. Taki stosunek do świata jest dziedzictwem rodzinnym: miał dziewięcioro rodzeństwa i od najmłodszych lat musiał walczyć o wszystko. Mieszkali w najgorszej dzielnicy Detroit, wśród kolorowych.
Pierwszym instrumentem White'a była perkusja. Żeby mogła stanąć w 5-metrowym pokoiku, wyrzucił meble i łóżko. Spał na gąbce. Za gitarę chwycił, kiedy przestała być modna. W czasach, kiedy królował hip-hop, zaczął grać archaicznego bluesa.
Pierwsza gitara była zapłatą za przewiezienie lodówki. Potem dorabiał jako tapicer. Debiutancką płytę nagrał ze swoim majstrem pod szyldem... Tapicerzy. To, że był robotnikiem, idealnie pasuje do jego scenicznego wizerunku. Cytując biblijne słowa, że za grzech pierworodny Bóg ukarał człowieka obowiązkiem ciężkiej pracy, mówi, iż granie na dobrych instrumentach jest przejawem lenistwa. Chce i potrafi dotrzeć do słuchaczy, mając do dyspozycji nawet najgorszy sprzęt. W koncertowych sekwencjach widać, jak jego palce spływają krwią.
Lubi też konstruować własne modele. W pudle jednego z nich zainstalował mikrofon. W każdej chwili może sięgnąć po niego i zaśpiewać.
[srodtytul]Wiktoriańskie echa [/srodtytul]
Słowa White'a o możliwości bójki nabierają zabawnego wydźwięku, gdy na ekranie pojawia się Jimmy Page. Ujmująco sympatyczny, elegancki. Jego siwe włosy opadają na kołnierz eleganckiego czarnego surduta. Z rękawów na delikatne dłonie wylewają się jedwabne koronki.
Guggenheimowi udało się odnaleźć zapis amatorskiego występu Page'a, gdy miał kilkanaście lat. Dobrze ułożony chłopiec mówi, że w przyszłości będzie naukowcem. Ale kiedy Beatlesi podbijali świat, został najbardziej wziętym gitarzystą sesyjnym w studiach EMI. Opowiada o nagraniu bondowskiego tematu "Goldfinger" oraz jak uszlachetniał brzmienie The Kinks. Rzucił dobrze płatną pracę, żeby przyspieszyć puls krwi fanom The Yardbirds.
O jego poprzedniku Ericu Claptonie pisano, że jest bogiem gitary. Ale Page technicznie był od niego o niebo lepszy. I nikt inny nie zgromadził takich muzyków jak on w Led Zeppelin. Ma rację, gdy mówi, że mogli zagrać wszystko: i ciszę, i burzę.
Wzruszająca jest sekwencja, gdy Page przyjeżdża do Headley Grange i opowiada o wykorzystaniu akustyki wiktoriańskich wnętrz w nagraniu "Stairway to Heaven". Użył do niego specjalnej dwugryfowej gitary, tak by zaraz po podkładzie móc wykonywać długie solo. "Black Dog" zarejestrowano w pałacowym holu, gdzie było niepowtarzalne echo. Aby uzyskać podobny efekt, wiele zespołów organizowało później sesje w windowych szybach.
[srodtytul] Architekt dźwięku [/srodtytul]
Również The Edge został pokazany w archiwalnych ujęciach, gdy wraz z kolegami z U2 – w błyszczących, kiczowatych kostiumach – mizdrzą się do kamery w telewizyjnym programie. Podążamy za gitarzystą do college'u, w którym ogłoszenie o poszukiwaniach gitarzysty wywiesił Larry Mullen, bębniarz U2. The Edge z lekkością nastolatka wskakuje na niewielki daszek: to tu zagrali pierwszy koncert dla zgromadzonej na dziedzińcu widowni.
Dziś gitarzysta U2 jest nazywany architektem dźwięku. Słynie z niezwykle skomplikowanych aranżacji. Dlatego zaskakujące są wyznania, że wiary w siebie nabrał, gdy rozpoczęła się rewolucja punkowa, a najważniejsi na muzycznej scenie stali się ci, którzy nie byli wirtuozami, ale grali prosto z serca.
W scenografii dublińskich doków The Edge wspomina kryzys, który niszczył Irlandię na równi z terrorem. Oglądamy zdjęcia zamachów i słuchamy odtwarzanych jeszcze z kaset magnetofonowych pierwszych wersji "Sunday Bloody Sunday".
The Edge w przeciwieństwie do White'a uważa, że praca w studio ma dla muzyki ogromne znaczenie. To dzięki niej uzyskał unikalne sferyczne brzmienie gitary U2. A kiedy pomocnik gitarzysty tłumaczy, że podczas koncertów do każdej piosenki musi uruchomić inną funkcję gigantycznego wzmacniacza – można dostać zawrotu głowy.
Zabawne, że The Edge, jak większość gitarzystów, nie ma dobrego głosu. A Page przyznaje się, że w ogóle nie potrafi śpiewać.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA