fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Media

Jakiego homara Polacy potrzebują

Paweł Bravo
Fotorzepa, Raf Rafał Guz
„Podatki w górę“ – głosi czołówka „Wyborczej“. „Podatki nie wzrosną“ – uspokaja „Fakt“. No, zapowiada się rok pełen sprzeczności, skoro już na samym progu dwie czołowe gazety różnią się w przewidywaniu jednego z dwóch bezwzględnych pewników naszego życia. Skąd ta różnica?
„Fakt“ drukuje słowa premiera Tuska, który w wywiadzie zapewnia, że sam robił przed świętami zakupy i na własne oczy widział chleb baltonowski po 1,60; że waloryzacja emerytur to obowiązek rządu a nie uprzejmość (chociaż „sytuacja nie jest tak różowa jak kilka lat temu“ więc niech emeryt zna pańską łaskę); że tysiącczternasty Orlik został otwarty w Przasnyszu a niebawem koparki wyruszą też na budowę autostrad. I wreszcie: „nie przewidujemy w 2010 r. wzrostu podatków czy składek“.
[wyimek][b] [link=http://blog.rp.pl/pawelbravo/2010/01/02/jakiego-homara-polacy-potrzebuja/]skomentuj na blogu[/link][/b][/wyimek]
„Wyborcza“ traktuje czytelników trochę poważniej, pisząc: „w 2010 r. obowiązuje taka sama skala podatkowa jak w 2009 r., takie same są koszty uzyskania przychodu i limity ulg. Można więc mówić o zamrożeniu podatków na poziomie z poprzedniego roku. Przy inflacji w praktyce oznacza to powolną podwyżkę podatków“. Autor tekstu przypomina poza tym historię, jak mechanizm waloryzacji progów podatkowych wyparowywał z przepisów podatkowych i nie zanosi się na to, by do nich wrócił. Jeśli do tego dodamy że państwo nie zapomina jednak o waloryzowaniu maksymalnych stawek podatków lokalnych (co oznacza, że co rok są nieco większe), to krótki artykulik w noworocznej „Wyborczej“ staje się wymownym podsumowaniem polskiej praworządności i relacji państwa do obywateli. I to bardziej boli niż wszystkie polityczne zadymy przed tegorocznymi wyborami, które prognozuje w kilku tekstach „Polska“.
Najlepszy jest artykuł Piotra Zaremby, który wybrnął z niewdzięcznego zadania: ciekawie i z jako-takim zaangażowaniem emocjonalnym podsumował drętwy pejzaż polityczny, w którym stoczą się co prawda „boje na śmierć i życie“ ale nic faktycznie to zmieni. Jakieś drgnięcia nastąpią w obszarze nastrojów: niemal pewny prezydencki sukces Tusk odniesie w atmosferze większego zniechęcenia wyborców i degrengolady swojej partii. „Kryzys Platformy rozłożony jest na raty, a Tusk osiągnie to, o czym marzył, nie będąc już kochanym przez Polaków, co najwyżej tolerowanym“.
Moją uwagę zwróciło to, jak często Zaremba w swym tekście sięga po jeden i ten sam przykład: czterokrotnie przywołuje Włochy a zwłaszcza karkołomne zabiegi o zapewnienie premierowi Berlusconiemu prawnej lub choćby faktycznej ochrony przed prokuratorami, raz nawet delikatnie sugeruje pewne typowo włoskie zjawisko, na literę „m“, które to słowo w polszczyźnie służy do nazwania gry towarzyskiej. Dwukrotnie przy okazji zapewnia, że „Polska to nie Włochy“ – no, na pewno, klimatem i jedzeniem różnimy się dramatycznie. Ale po dalszym rozwinięciu porównania na niwie polityki wiele sobie obiecuję i mam nadzieję, że Zaremba do niego wróci.
„Z punktu widzenia Polaka nie ma znaczenia, czy rządzi PiS czy PO. Najważniejsze jest bowiem, czy władza zbuduje drogę z Warszawy do Lublina lub sprawi, że na wsiach będzie działał internet. Tymczasem żadna z partii tego nie gwarantuje“ – mówi kilka stron dalej Paweł Śpiewak. Między nim a Zarembą ulokował się w „Polsce“ wywiad z Michałem Bonim, czyli tym, który ponoć zajmuje się konkretem rządzenia. Pełen dobrej woli wziąłem się za lekturę, zwłaszcza że zauważyłem w tekście słowa „Lublin“ i „internet“. Niestety, rację ma Zaremba, który złośliwie ocenia pracę Boniego jako „wieloletnie scenariusze i bombastyczne konferencje o tym, co ma się zdarzyć w 2015 roku – ale przecież nic z tego nie zostanie zrobione“. Wywiad z szefem rządowych ekspertów to gejzer nowomowy w duchu „krzywa rośnie“ (np. „poziom rotacyjności i dynamiki na rynki jest dużo większy niż 10 lat temu“, „utrzymanie współczynnika skolaryzacji edukacji wyższej“, „jedną z istotnych dźwigni rozwojowych jest uruchamianie potencjałów społecznych“).
Raz się ministrowi wymsknęło coś zrozumiałego. „Jednym z najważniejszych napędów rozwoju są ludzkie aspiracje. Nie wolno ich wstrzymywać. Nawet jeśli to dobra materialne (…) w oparciu o to generują się kolejne potrzeby jak w piramidzie Maslowa. Te wyższe potrzeby już się rozwijają, niektórzy mówią o całym wzorcu postmaterialnym społeczeństw rozwiniętych“. Filozofia polityki dobrego rządcy – dać parobkom dość żreć i opał na zimę, to zaczną robić wycinanki, może nawet chór założą. Jeszcze po drodze zdarzył się drugi odruch szczerości technokraty: oto skoro minister Hall chce wprowadzić elektroniczne legitymacje szkolne, to można „odejść od formuły dowodu osobistego i zastąpić go identyfikatorem tożsamości, który wydawać będziemy już dzieciom. Taki identyfikator (…) otwierałby dostęp do potrzebnych nam na styku z jakąś instytucją określonych informacji, w zależności do jakiego czytnika go przytkniemy“. Wiadomo, że dzieci wszystko gubią, więc na pewno nie ten, to inny ekspert rozsądnie zasugeruje, że lepiej ten chip wszczepić pod skórę, jak psom. W tym wypadku się nawet cieszę, że cały ten wywiad to bicie eksperckiej piany, z której nic się nie ziści.
„Za dziesięć lat dogonimy Portugalię, najbiedniejszy kraj starej Unii“ – ocenia „Wyborcza“. Wtedy zacznie się u nas ten „postmaterialny wzorzec“ Boniego. Na razie kręcimy się na jeszcze w orbicie chleba po 1,60 i ziemniaków, które premier kupował „po mniej więcej złotówkę za kilogram“. Nowy horyzont aspiracji wskazuje za to w „Wyborczej“ autorka kącika porad dodatku kobiecego: „homary po ok. stówy za sztukę“. Jeśli chodzi o konieczność zanurzenia zwierzaka żywcem w osolonym wrzątku, to „sposób jest humanitarny, bo homar ma system nerwowy mały jak u konika polnego i śmierć przychodzi bezboleśnie“. Nie bądźmy skąpi: „na dwie osoby jeden wystarczy, ale dwa to lepsza opcja, bo na niedojedzone resztki z homara jest masa pomysłów“.
Życzę czytelnikom wielu, wielu zbędnych stów, szerokich widoków ze szczytu piramidy Maslowa i jak najrzadszych kontaktów z ludźmi o sercu i sumieniu małym jak u konika polnego.
Źródło: Rzeczpospolita OnLine
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA